38-letnia Laura Castle przez ponad rok utrzymywała, że śmierć 12-miesięcznego Leilanda-Jamesa była tragicznym wypadkiem. Dopiero na początku maja 2022 roku, podczas procesu, przyznała, że zabiła chłopca, którego chciała adoptować.
"Chciałam go tylko uciszyć"
W styczniu 2021 roku doszło do tragicznego w skutkach zdarzenia. Castle początkowo twierdziła, że 12-miesięczny Leiland-James Corkill, spadł z sofy. Jednak lekarze, którzy badali chłopca po wypadku, odkryli na jego głowie obrażenia, które nie pasowały do opisu zdarzeń przedstawionego przez kobietę. Niestety dziecko zmarło w szpitalu.
Dopiero po ponad roku, w trakcie procesu, Castle przyznała się do zabójstwa, ale stwierdziła, że nie chciała wyrządzić dziecku krzywdy, "chciała je tylko uciszyć".