"Supermama" Katarzyna Ostrowska-Biernacka

"Jestem w ciąży” – dla niektórych kobiet oznacza to radość, dla innych smutek, dla wszystkich… obawę. Czy sobie poradzę? Czy ktoś będzie przy mnie? Jak to wszystko będzie wyglądać? Jak trzeba się obchodzić z małym dzieckiem?

Supermama
Supermama

zobacz galerię

Przygoda z macierzyństwem bohaterki Supermamy zaczyna się nienajlepiej:
Leżałam w łóżku i bałam się otworzyć oczy. A jeśli otworzę je i obudzę młodego? Chyba o piątej rano położyłam go z nami, bo już nie miałam sił na ciągłe wstawanie i zatykanie smoczkiem wrzeszczącego otworu gębowego. W naszym łóżku, jeszcze nie tak dawno małżeńskim, zapomniał o smoczku. Za to zajął połowę materaca. Nie wiem, jak on to robi. W końcu jest najmłodszy i najmniejszy, a już potrafi wywalczyć sobie najlepsze warunki bytowe. Dla mnie i Radka została druga połowa łóżka, czyli po jednej czwartej dla każdego.

Czy Oli uda się zostać Supermamą i co to właściwie znaczy? Czy mąż i koleżanki będą ją wspierać?

Supermama to pełna humoru i mniej zabawnych potyczek z losem powieść dla obecnych i przyszłych mam, a także dla panów – pozwoli im lepiej zrozumieć ich kobiety i wejść w rolę ojca.

Fragment:
Rano dalej nie odzywałam się do Radka. Przewijałam Olka, mrucząc pod nosem o domorosłych psychologach, którzy z niewiadomych przyczyn skończyli handel zagraniczny. Mąż udawał, że tego nie słyszy, ale szybciej niż zwykle zjadł śniadanie.
– Muszę lecieć. Mam ważne spotkanie, a straszne dzisiaj korki. – Pocałował mnie na pożegnanie i już go nie było.
– No widzisz, znów zostaliśmy sami. – Spojrzałam na małego, który uważnie rozglądał się po pokoju.
Może coś mu się odmieniło i będzie dziś grzeczny, a ja spokojnie zajmę się sobą. W lustrze nie przeglądałam się chyba od jego urodzenia. I tak wiem, że wyglądam jak flądra. I mam gruby brzuch. I nie wchodzę w ubrania sprzed ciąży… A tak czekałam na poród. Myślałam, że od razu po wyjściu ze szpitala założę boską małą czerwoną, którą kupiłam, zanim dowiedziałam się, że będziemy mieli dziecko. Wyglądałam w niej zabójczo. Sukienka – marzenie każdej kobiety. Z przodu bardzo skromna i prosta, z tyłu dekolt sięgał jednak poniżej pleców. Gdy ją kupowałam, starałam się nie myśleć o cenie ani o tym, jak spłacę debet. Bałam się tylko, czy mój dobowy limit karty jest dość duży. Nie był. Musiałam posłużyć się dwiema kartami. Na szczęście rachunek uregulował Radek. Wyjątkowo bez zrzędzenia. Powiedziałam mu w jednym zdaniu, że mam spory debet i że jestem w ciąży. Zapłaciłby chyba wtedy za każdy mój głupi zakup. Byłam wściekła – podobał mi się jeszcze szalenie pierścionek w Kozak Diamonds. Nie kupiłam go, bo jednak debet na koncie trochę mnie dręczył. Potem Radziowi euforia z powodu ciąży co prawda pozostała, ale chęć płacenia za moje zakupy przeszła.
– Olka, jeśli możesz, odbierz telefon. – Podskoczyłam, gdy usłyszałam głos Radka. Nerwowo zaczęłam poszukiwać słuchawki. Dlaczego nigdy nie ma jej na swoim miejscu?
– Czemu mnie tak straszysz? – warknęłam, gdy wreszcie znalazłam ją pod poduszką.
– Pamiętasz, że dziś przychodzi Dominik z Igą?
– Co? – krzyknęłam. – To dziś?
– Tak myślałem, że zapomniałaś – stwierdził radośnie mój mąż. – Będą o osiemnastej. Muszę lecieć. Cześć.
O, nie. Tego mi jeszcze brakowało. Tylko nie Iga! Wspaniała matka. Wspaniała żona. Wspaniała kucharka. Po prostu chodzący ideał. Ostatnio widziałyśmy się po urodzeniu Olisia.
– Ojej, ale źle wyglądasz – zaszczebiotała radośnie, wchodząc do szpitalnej sali. – Ja, gdy już Modenka przyszła na świat, zamówiłam fryzjera do pokoju, aby nie straszyć znajomych.

Modena to jej okropna siedmioletnia córka. Nazywa się tak na cześć miejsca, w którym Dominik popełnił największy błąd w życiu, czyli oświadczył się. Imię głupie, ale nie dziwię się zbytnio ukochanej bratowej. Widziałam w albumie teściowej zdjęcie Igi sprzed operacji nosa. Na jej miejscu nazwałabym dziecko nawet Pacanów. Oczywiście nie darowałabym sobie, gdybym tego nie powiedziała. Wściekła się tak, że aż Radek był na mnie zły. No i wszystkie fotografie zostały skrupulatnie zniszczone. Dominik i Iga mają jeszcze jedenastomiesięcznego syna Firenzo. Nie wiem, na czyją cześć chłopak został unieszczęśliwiony takim imieniem, ale jego matka pytana o to uśmiecha się głupio (jej zdaniem tajemniczo). Aha, Iga to oczywiście tak naprawdę nie Iga tylko Irena. Irenka uznała jednak, że ma imię zbyt prozaiczne i w pierwszej klasie liceum zaczęła się przedstawiać jako Iga.

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska S.A. z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
    Podoba Ci się ten artykuł? Chcesz więcej? Polub
    i bądź na bieżąco!