Trwa ładowanie...

Przemyk sama adoptowała dziecko. Ujawniła zadziwiające kulisy procedur

Avatar placeholder
24.06.2024 13:47
Renata Przemyk sama adoptowała dziecko. Ujawniła zadziwiające kulisy procedur
Renata Przemyk sama adoptowała dziecko. Ujawniła zadziwiające kulisy procedur (AKPA, Instagram )

W najnowszej książce Anity Sobczak "Sama. Rozmowy o samotnym macierzyństwie" wokalistka Renata Przemyk opowiedziała o trudach adopcji i wychowaniu córki Klary. "Wyglądało na to, że robią wszystko, żeby mnie zniechęcić, ale też zdyskredytować" - wspomina po latach.

spis treści

1. "To nie ma prawa się udać"

Artystka szczerze wyznała, że przez lata nie związała się z nikim, z kim mogłaby założyć rodzinę. Jej światem było śpiewanie, z którego nie chciała rezygnować, a z obawy przez zranieniem, zrywała z mężczyznami, nie chcąc być porzuconą.

"W pewnym momencie zorientowałam się, że mam 36 lat i powoli zaczęłam oswajać z myślą, że może zawsze będę sama" - czytamy w książce.

Zobacz film: "Adopcja dziecka - jakie warunki konieczne muszą spełnić przyszli rodzice?"

Któregoś dnia w rozmowie z przyjaciółkami Przemyk zdradziła, że chciałaby mieć dziecko. Jedna z kobiet zasugerowała jej adopcję. Tak narodził się pomysł, który zmienił życie artystki.

"Moim marzeniem było mieć dziecko poczęte z miłości. Ale skoro inaczej ułożyło się moje życie, to jestem w stanie stworzyć dom dziecku, które jest już na świecie. Emocjonalnie i energetycznie było mi to najbliższe. Wydawało mi się jednak, że w naszym kraju mnie jako samotnej kobiecie to nie ma prawa się udać" - podkreśliła wokalistka, odpowiadając na pytanie, dlaczego nie skorzystała z in vitro albo przygodnego związku.

2. Ranata Przemyk o macierzyństwie

Zanim Klara pojawiła się w domu Przemyk, artystka musiała przejść całą procedurę adopcyjną. Szczególnie wspomina moment, gdy przyjechało do niej dwóch psychologów.

"Wyglądało na to, że robią wszystko, żeby mnie zniechęcić, ale też zdyskredytować. Nie będę tu przytaczać konkretnych pytań, ale gdyby rodzice biologiczni spełniali chociaż niewielką część warunków, jakie się stawia tym adopcyjnym, dzieci miałyby cudowne życie. Fakt, że to wszystko się udało, do tej pory uważam za cud. Ale ja generalnie jestem wierząca" - zaznacza.

W końcu malutka Klara trafiła pod skrzydła artystki.

"W ciągu kilku miesięcy ośmiotygodniowa Klara była w domu. A ja byłam w ciężkim szoku. Z radości, z poczucia, że cuda się zdarzają, ale też z powodu ogromu niewiadomych i wyjścia ze strefy komfortu. Nie będzie już nigdy świętego spokoju, jestem matką" - relacjonuje Przemyk.

Początkowo dziewczynka sztywniała przy każdej próbie przytulania. W końcu jednak przyzwyczaiła się do okazywania uczuć.

"Zaczęły mi się otwierać przestrzenie, jakich nie znałam. My byliśmy wychowywani inaczej. Przez chłód mojej mamy, przez to, że nie była szczęśliwa, nie było u mnie w domu przytulania, bliskości, czułych słów; nie mówiliśmy sobie, że się kochamy. Kiedy brałam swoje dziecko na ręce, za każdym kolejnym przytulaniem czułam, jakbym cofała się w czasie, jakbym przytulała dziecko w sobie. Przytulanie jest dwustronne. Czułam się przytulona jak nigdy wcześniej. Do tej pory czułam, jakbym nigdy nie była dzieckiem" - opisuje Przemyk.

Artystka dodaje, że dzięki córeczce bardzo się otworzyła, coraz mniej bała obcych. Wierzyła, że musi być silna i zadbać o siebie, bo szczęśliwe dzieci to dzieci szczęśliwych matek.

3. "Nie da się żyć tylko dla siebie"

Dziś Klara ma już 21 lat. Przyjaźni się z partnerem mamy.

"Te związki nie trwały bardzo długo, trzy i pięć lat. Żaden z tych panów nie nadawał się również na ojca. To ja miałam lekcję do odrobienia, nie ona. Dopiero teraz Klara, już dorosła kobieta, lat 21, mówi: 'Fajny ten nasz Michał'. Przyjaźnią się. Obie możemy na niego liczyć w każdej sytuacji. Klara ma lepszy radar. 'Ale ty wiesz, że ja nie będę mówiła do niego »tato«?'. 'Spoko' - mówię" - czytamy w książce.

Niestety, inne związki artystki z czasu dorastania jej córki nie przetrwały. Przyznaje ona jednak, że gdyby nie Klara, byłaby obecnie inną osobą.

"To dziecko zbudowało mnie jako człowieka. Zaczęłam dociekać, co jest najważniejsze. Imperatywem dla mnie stało się stworzenie dziecku jak najlepszych - przede wszystkim psychicznie, emocjonalnie - warunków do życia. Nie ma dla dziecka nic ważniejszego niż poczucie bezpieczeństwa. Ja stwarzałam ten dom, tę rodzinę dla niej, ale i dla siebie. Gdyby na mojej drodze nie pojawiła córka, byłabym gorszym, niedojrzałym, z czasem być może zgorzkniałym człowiekiem umoszczonym w swoim byciu osobno. W pewnym momencie nie da się żyć tylko dla siebie. Mówiłam już, że stroniłam od ludzi i związków" - podkreśla.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Polecane dla Ciebie
Pomocni lekarze