Historia jednak jest bardzo prosta: zabawki poważnie zaniepokojone posępnym wyglądem swojego nowego towarzysza, postanawiają za wszelką cenę go rozweselić. W końcu okazuje się, że są to zabiegi w zupełności... niepotrzebne. Albert Le Blanc na przekór swej powierzchowności okazuje się bowiem bardzo wesołym misiem. Mamy więc happy end, a dokładniej jedno wielkie HE HE HE.
Zastanawiałem się, czego ta skądinąd miła i ładnie napisana (niemała w tym zasługa tłumacza Pawła Grzegorczyka) oraz zilustrowana historia może nauczyć moje dzieci. Wrażliwości i współczucia? Być może. Przed wszystkim jednak może im pokazać, jak czasami pozory mylą. Inne, inaczej wyglądające dziecko - podobnie jak miś o bardzo smutnym wyglądzie - może być bardzo często wspaniałym, radosnym towarzyszem zabawy.