Dawno, dawno temu, przed pojawieniem się córki i syna, byłam bardzo nieświadoma i naiwna w swych wizjach dotyczących macierzyństwa. Wydawało mi się, że najtrudniejszym momentem jest ciąża i poród. Że to jedyna rewolucja we wspólnym życiu, jedyny moment, gdy trzeba się dostosować, a później jakoś się poukłada i właściwie będzie jak było. Akurat! Jak się okazało, byłam młoda i naiwna. Praktyka oczywiście zweryfikowała moje wyobrażenia. Z perspektywy czasu widzę, że najgorszym momentem w mojej matczynej karierze był pierwszy połóg. Wszystko było nowe, nieznane, a ja z uporem maniaka usiłowałam być taka jak kiedyś - samodzielna, perfekcyjna, zorganizowana i dopięta na ostatni guzik. Jednak akurat w tej sytuacji płynięcie pod prąd wydarzeń okazało się wysoce niewskazane.