Wstaję rano. Śniadanie, sprzątanie, praca, pranie, prasowanie, kolacja i spanie. Bułeczki z małego sklepiku w sąsiedztwie, raz w tygodniu market, (ten sam) i standardowa lista zakupów. Wszystko o tych samych porach. Jak robot. Czasem aż korci, żeby coś zmienić, dać szansę szarym komórkom na wysiłek, by powstało kilka nowych połączeń, skleroza przyszła później i życie było tajemną przygodą. Jego przewidywalność, rutynowość bez mała zabija.