Komplikacje okołoporodowe

W ogólnej świadomości społecznej panuje przekonanie, że zarówno ciąża, jak i poród nie niosą ze sobą większego zagrożenia dla zdrowia i życia kobiety. Sytuacje, w których przybrały one dramatyczny obrót budzą sensację i powszechne oburzenie. I nic dziwnego. Ciężko jest zrozumieć, jak mogło dojść do tragedii w erze USG, KTG, antybiotyków i cięcia cesarskiego.


Pierwsze wyjaśnienie, które przychodzi na myśl, to zaniedbanie personelu medycznego. Bywa, że podejrzenie to okazuje się faktem. Jednak nim zaczniemy obarczać winą lekarzy musimy uzmysłowić sobie jedną rzecz – poród zawsze obarczony jest mniejszym, bądź większym ryzykiem powikłań, wynikającym z jego fizjologii i dynamiki. W znacznej mierze jest on procesem nieprzewidywalnym.

W jego trakcie może dojść do takich sytuacji, jak nagłe spowolnienie porodu, brak postępu w II fazie, wyczerpanie porodowe czy pęknięcie macicy. Mogą wystąpić krwotoki lub zaburzenia tętna dziecka. Fakt, obecnie komplikacje okołoporodowe na ogół nie prowadzą do dramatu. Zawdzięczamy to w dużym stopniu medykalizacji. To wyspecjalizowana kadra, określone procedury, leki, i dość banalnie brzmiąca - aseptyczność, pozwalają utrzymać śmiertelność kobiet w czasie ciąży, porodu i tuż po nim na niskim poziomie (1 na 8 000). Dla porównania, w krajach biednych, w okresie ciąży i okołoporodowym umiera 1. na 76 kobiet. Ogromna jest też umieralność noworodków.

Oczywiście, informacje te nie mają na celu wywołania paniki. W Polsce, rodzące kobiety mogą mieć uzasadnioną nadzieję, że nic złego ich nie spotka. Nasi lekarze w większości są kompetentni i zależy im na tym, by poród zakończył się szczęśliwie, nawet, jeśli pojawią się komplikacje.