Pamiętam mrożące krew w żyłach opowieści o pierwszej kąpieli pierwszego dziecka pewnej koleżanki. Noworodek na przewijaku, rozebrany do rosołu, nad nim ze 4 osoby. Świeżo upieczona mama myje dziecię tak, jak jej kazali w szkole rodzenia: na przewijaku, zwilżoną myjką. Malec drze się w niebogłosy, zły i zmarznięty. Matce ręce się trzęsą, łzy świat przesłaniają. Gęsta i napięta atmosfera. Dziadek w końcu nie zdzierżył, nalał wody do wanienki i wsadził Pisklaka do środka. Cisza. Spokój. 3 minuty i po kąpieli. Mama w stresie, bo przecież kikut pępowiny się zamoczył. Biedna nie widziała, jak położne w szpitalu Bąki pod kran wsadzają nie przejmując się kompletnie tym, czy woda do niego się dostanie, czy też nie. Ta sama biedna mama przez kilka następnych tygodni, choć już dziecię do wanienki wkładała, to nadal lekko nie miała, bo wody z kranu nie kazali używać, tylko przegotowaną. Biegali więc rodzinnie z garami wrzątku (szczęście, że nikt się nie poparzył), i tak dzień za dniem. Dla urozmaicenia, co drugi dodając do niego napar z rumianku, a co trzeci krochmal. Jednym słowem sama przyjemność. Prawdziwa szkoła przetrwania. Na szczęście kurs w niej wcale do obowiązkowych nie należy. Kąpiel niemowlaka to nie tylko zabieg higieniczny. To wyjątkowa okazja by nawiązać z maluszkiem bliski, czuły kontakt, by dostarczyć jego zmysłom wielu wrażeń. To, czy będą one pozytywne czy też nie, w dużej mierze zależy od nas. By kąpiel była czasem relaksu, potrzebny jest zdrowy rozsądek, wprawa i otwartość na sygnały, które wysyła dziecko.