Wiktor, który zwycięża po raz kolejny

Swoją siłą i hartem ducha nieraz zaskoczył nie tylko rodziców, ale i lekarzy, którzy przecierali oczy ze zdumienia, gdy widzieli, że kilkumiesięczny maluch wychodzi obronną ręką z najtrudniejszych i najbardziej beznadziejnych sytuacji. I gdyby tylko ogromne pokłady optymizmu najbliższych mogły wystarczyć za lek, to Wiktor już dawno powinien być zdrowy. Niestety życie czasem pisze okrutne scenariusze i każe nieustannie stawać do walki.

1. Blog małego Wiktora

Może z powodu agresywnego leczenia będę najniższy w klasie? Może w powodu ropowicy rączki nie dane mi będzie zostać chirurgiem? Może z powodu chemioterapii nie będę miał dzieci?  A może przerosnę Marcina Gortata, zastąpię dr Szczyta w TVN-ie, a dzieci będę miał więcej niż Angelina Jolie, Brad Pitt i Beckhamowie razem wzięci?!  Nieważne. Ważne, że chcę żyć. I żyć będę!

To słowa mamy półtorarocznego Wiktorka. Pani Agata Lizoń pisze blog w imieniu synka, który w swoim życiu przeszedł więcej niż niejeden dorosły.

Zobacz film: "Spot fundacji "Na pomoc dzieciom z chorobą nowotworową""

2. Sekundy na wagę życia

Wszystko zaczyna się w grudniu 2014 roku. Wiktor ma trzy miesiące, gdy co rusz zmaga się z zapaleniem oskrzeli. Leki i inhalacje nie pomagają, a maluch staje się coraz bardziej marudny. W nocy budzi się co godzinę i płacze wniebogłosy. W końcu trafia do szpitala.

I wtedy wszystko zaczyna się toczyć błyskawicznie. Gdy pielęgniarka wpada do sali i po raz trzeci kłuje Wiktora, żeby pobrać krew, jego mama wyzywa ją w myślach.

Jeszcze wtedy nie wiemy, że potrzebują więcej krwi, bo kontrolują ją trzeci raz – wspomina pani Agata Lizoń. – Potem przychodzi do nas lekarka i najdelikatniej, jak potrafi, tłumaczy, że wyniki Wiktorka są tragiczne. Mówi, że za chwilę przyjedzie po nas karetka i jedziemy do Wrocławia z podejrzeniem białaczki limfoblastycznej.

(Źródło: Fundacja )

Jest 27 grudnia 2014 roku. Rodzice tę datę pamiętają dokładnie, bo przecież trudno wymazać z pamięci dzień, w którym cały ich świat legł w gruzach. Gdy na sygnale pędzą z rodzinnego Głogowa do kliniki onkologicznej we Wrocławiu, nie wiedzą też, że liczy się każda godzina. Lekarze nie tracą chwili, bo trzeba działać szybko.

Poziom leukocytów we krwi wynosi ponad 700 tysięcy. Norma to 20 tysięcy. Przekroczona 35 razy! Na pytanie o rokowania rodzice słyszą, że syn może nie dożyć do końca roku. Mały Wiktor zaczyna walkę o życie.

3. Cały czas pod górkę

Najpierw jest niezwykle ciężka chemia, która pustoszy organizm chłopca. To równia pochyła, bo Wiktor walczy, ale jest bardzo mały i delikatny. I chemioterapia rozpoczyna cały łańcuch powikłań. Najpierw przestają pracować jelitka. Potem przychodzi sepsa i wylew krwi do mózgu.

Wreszcie niewydolność oddechowa, która sprawia, że przez miesiąc chłopczyk jest podpięty do specjalistycznego respiratora. Oddycha za niego tylko maszyna. W końcu przychodzi najpoważniejszy kryzys. Niewydolność krążeniowa. Najpierw serce bije jak szalone, a chwilę później tętno drastycznie spada. Lekarze wyganiają mamę Wiktora z sali.

Usłyszałam wtedy najgorsze słowa: "Nic dobrego nie mogę pani powiedzieć. To już czwarty raz dzisiaj. Serce tak długo nie pociągnie. Pani syn jest umierający." – opowiada ze smutkiem pani Agata. Lekarze dają mu 1 proc. szans na przeżycie, ale jeszcze nie znają siły Wiktorka. Dwunastoma pompami infuzyjnymi tłoczą w niego mnóstwo różnych lekarstw. I w końcu udaje się. Kiedy kilka miesięcy później kardiolog bada chłopca, nie wierzy, że tyle przeszedł. Bo serce bije jak dzwon.

4. Wychodzi obronną ręką

Opanowanie kłopotów z krążeniem wcale nie kończy problemów uroczego malucha. Przestają pracować jego nerki, a lekarze decydują, żeby go podłączyć do sztucznej. To bardzo ryzykowne posunięcie. Niemowlakom się tego nie robi. Po kilkunastu dniach dializy, nerki wracają do formy.

Potem przyplątuje się ropień płuca, który u takiego małego dziecka jest śmiertelnym zagrożeniem. Po długich wahaniach lekarze decydują się na operację i usunięcie części płuca. Jakby tego było mało, to pojawiają się też kłopoty z rączką. Puchnie z każdym dniem i robi się fioletowa.

Ogromny ropień sprawia, że znów muszą interweniować chirurdzy. Rozcinają rączkę wzdłuż, a rana pozostaje otwarta przez wiele dni. Trzeba wyciąć mięśnie. Lekarze codziennie usuwają kolejne martwe tkanki. I straszą, że w końcu może zostać sama skóra i kość. Nie wiedzą też, czy Wiktorek będzie ruszał rączką.

 

Jedna ręka wystarczy by zdobyć biegun, wspiąć się na Kilimandżaro czy napić się głupiego piwa. A on rączki ma dwie. Z tym, że jedna będzie trochę ograniczona ruchowo. Ot, wielkie mi halo – opowiada z niezwykłą siłą w głosie pani Agata, mama Wiktorka. - Nie ma co narzekać, trzeba działać. Narzekanie jest cechą ludzi słabych - dodaje.

5. Tylko słabi narzekają

Wiktor przechodzi bardzo trudny przeszczep szpiku i wyniszczającą megachemię. Ból jest ogromny i mimo ostrzeżeń nie da się na niego przygotować. Chłopiec jesy dzielny i stara się nie narzekać, gdy do pozbawionego odporności organizmu przyplątują się kolejne wirusy i bakterie.

I tylko smutek przychodzi ogromny, gdy po raz kolejny trzeba się rozstać z najbliższymi. Bo Wiktorek ma małą siostrzyczkę, która okrutnie tęskni. Rodzina cały czas jest między jednym a drugim pożegnaniem.

Podczas jednego z takich krótkich powrotów mama daje małej Hani maskotkę z pozytywką. Mówi, że gdy tylko Hania pociągnie za sznureczek, to mama o niej pomyśli. Przychodzi wieczór. Mama jest z Wiktorem w szpitalu, tato z Hanią w domu. Dziewczynka cały czas nie rozstaje się z maskotką. Co chwilę pociąga za sznureczek i mówi do niej "Mamo, słyszysz mnie? Mamo? Słyszysz?"

Serce pęka. A dokładniej cztery serca – mamie Wiktorka głos więźnie w gardle i ciężko mówić dalej.

Po niemal roku takich bardzo ciężkich zmagań widzą światełko w tunelu i wierzą, że teraz jeszcze przed nimi leczenie podtrzymujące i rehabilitacja. Ufają, że najtrudniejsze mają za sobą. Jest jednak takie słowo na literkę "W", które onkopacjenci ciągle gdzieś z tylu głowy mają, ale boją się je wypowiedzieć głośno. Nawet wtedy, gdy jest dobrze. Bo nigdy nie wiadomo, ile to "dobrze" będzie trwało. To słowo to: wznowa.

Niestety, po kilku tygodniach spokoju, podczas serii badań w lutym tego roku okazuje się, że białaczka znów zaatakowała. Dla całej rodziny jest to cios. Boją się ogromnie, bo wiedzą, że wznowy nowotworów są zawsze trudniejsze do leczenia.

Teraz przed Wiktorem jeszcze mocniejsza chemia, jeszcze trudniejsza walka i kolejny przeszczep. - Jak mówi mama chłopczyka - okres żalu i rozpaczy uważamy za zamknięty. I jak zawsze, z właściwym sobie humorem i niezwykłą pogodą ducha, pisze w imieniu synka na blogu:

„Ja wiem, że wygram tę wojnę. Wrócę z niej uboższy o fragment płuca, parę mięśni i takie tam, ale wygram. I kropka. Tuptam, pełzam, potykam się, jednak powolutku posuwam się na przód. I o to chodzi!”.

A jeśli chcecie pomóc Wiktorowi w tej drodze do przodu, wystarczy, że podczas wypełniania PIT-u wpiszecie KRS 0000086210. Bezpieczny i prosty w obsłudze program, który pomoże rozliczyć podatki, można znaleźć na stronie.

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska S.A. z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
    Podoba Ci się ten artykuł? Chcesz więcej? Polub
    i bądź na bieżąco!