Tomasz Wolny: Moje dzieci nie mają komórki, tableta czy komputera, ale nawet o to nie pytają

  • Nie ma na świecie nic ważniejszego i cenniejszego niż nasze dzieci, a jednak ciągle brakuje nam czasu, aby pograć z nimi w piłkę, wyjść na spacer, rolki, rower - Tomasz Wolny, reporter TVP opowiada o programie "Kochanie, ratujmy nasze dzieci". Zdradza też jakim jest ojcem i czego ten program go nauczył.

WP parenting: Jak jest u pana z aktywnością fizyczną? Pytam w związku z programem, który prowadzi pan od września „Kochanie ratujmy nasze dzieci”.

Przeczytaj koniecznie

Zobacz film: "Dlaczego dziewczynki mają lepsze oceny w szkole?"

Tomasz Wolny: To co dziś tak szumnie nazywa się "zdrowym stylem życia" w czasach mojego dzieciństwa, a wbrew pozorom to nie było tak dawno, było po prostu normalnym stylem życia. Wszystkie posiłki przygotowywane były w domu. Nie było żadnych fast foodów.

Na wydawanie pieniędzy na słodycze w sklepie pod szkołą nie było nas stać. Jedyne o czym marzyliśmy po lekcjach, to żeby natychmiast znaleźć się z chłopakami na boisku, a nie przed komputerem. Moje dzieci nie mają komórki, tableta czy komputera, ale nawet o to nie pytają. Dla nich największą frajdą jest pójść na basen, pograć w piłkę czy powygłupiać się z tatą. Dla mnie również.

W moim rodzinnym domu, choć nigdy się nie przelewało, to rodzice zawsze przywiązywali wielką wagę do pełnowartościowych posiłków i dbali o rozwój fizyczny. I kiedy zdrowe nawyki wynosi się z domu to stają się sprawą naturalną.

A jak wygląda wasza rodzinna dieta?

Razem z żoną po prostu staramy się, żeby nasza rodzinna dieta była, używając języka dietetyków, zbilansowana, czyli aby było w niej miejsce niemal na wszystko, oczywiście w odpowiednich proporcjach.

Niemal, bo słodycze to naprawdę rzadkość. Chociaż, nie dajmy się zwariować. Natomiast w programie zajmowaliśmy się dziećmi z potężnym problemem otyłości. Wiele z nich było uzależnionych od cukru.

Trzeba było działać natychmiast i z głową. Inaczej z tych otyłych i uzależnionych od komputera dzieciaków, wyrosną schorowani, samotni, zamknięci w wirtualnym świecie dorośli.

Jest pan ojcem trójki dzieci. Czego ten program nauczył pana?

Potwierdził tylko to, co wiemy od zawsze, ale niestety, nie zawsze wprowadzamy w życie. Ramą rodziny są rozważni i odpowiedzialni rodzice i dobre, zdrowe relacje w rodzinie, dzięki którym wspólne życie rozwija się harmonijnie.

Ważny jest mądrze ułożony plan i dobrze wykorzystany czas, kiedy cała rodzina spotyka się w domu. Jeśli jesteśmy razem, ale każdy "przyklejony" jest do innego ekranu, to nie jest to wspólnie spędzony czas. Trzeba się wylogować ze świata i włączyć tryb "dziecko".

Może warto zacząć od wspólnego posiłku przy jednym stole. Jest taki genialny spot filmowy, w którym pada pytanie: Jeśli mógłbyś zaprosić na kolację każdego, to z kim chciałbyś ją zjeść? I kolejni dorośli wymieniają nazwiska sławnych muzyków, aktorów, sportowców czy polityków.

Potem na to samo pytanie odpowiadają ich dzieci i za każdym razem odpowiedź jest równie wzruszająca – z mamą i tatą. Nie ma na świecie nic ważniejszego i cenniejszego niż nasze dzieci, a jednak ciągle brakuje nam czasu, aby pograć z nimi w piłkę, wyjść na spacer, rolki, rower, a jeśli pogoda "pod psem", to zagrać w szachy czy inną grę planszową.

Zamiast tego nasze dzieciaki spędzają najwięcej czasu przed komputerem ze wszystkich swoich rówieśników w Europie. Oto odpowiedź, dlaczego polskie dzieci tyją szybciej niż w innych krajach.

 W jedynym z programów zapytałem tatę jednego z chłopców: A kiedy ostatni raz spędziłeś czas ze swoim synem? Odpowiedział: Nie pamiętam... Odpowiadając więc na twoje pytanie, musimy robić wszystko, aby nie odpowiadać tak, jak tata Bartka.

Program ma oczywiście swój scenariusz. Ale widać, że w tych rodzinach rozgrywają się dramaty. Zaobserwować można zaburzone relacje.

Walka o zdrowy styl życia była walką w dosłownym tego słowa znaczeniu. Bywały sceny, których nie zdecydowaliśmy się pokazać. Przede wszystkim ze względu na dzieciaki.

Miałem szczęście pracować z genialnym zespołem, w którym każdy z nas doskonale wiedział, że w tym programie najważniejsze jest dobro dziecka. Cały czas byliśmy pod opieką doskonałych dietetyków, psychologów, lekarzy i trenerów i to przede wszystkim oni decydowali o tym i jak działać.

Rozpoczynając program obiecałem sobie, że Kubę, Julkę, Hanię, Kingę, Klaudię, Paulinę, Rysia, Nikodema, Ignacego i Bartka będę traktował jak moje własne dzieci. Za nic w świecie nie pozwolę zrobić im krzywdy.

Przecież po programie moi bohaterowie wracają do szkoły, do swoich rówieśników, którzy potrafią być bezwzględni. Najważniejsze dla mnie było pokazać światu, że to jacy są, to zupełnie nie ich wina.

Nie zasługują na żadne wykluczenie, bo są świetnymi dzieciakami i wielkim wojownikami. Stąd niemal w każdym odcinku walczyłem o to, by mój bohater spotkał się ze swoim idolem. Z jednej strony było to dla niego motywacją do działania, nagrodą za trud, ale i czymś co wzmacniało go w oczach rówieśników. W każdym programie walczyliśmy do skutku.

Oczywiście nie da się zmienić fatalnych nawyków i naprawić lat zaniedbań w kilka tygodni, ale można pokazać drogę, dać przysłowiową wędkę. I to naprawdę się udało, bo reakcje zarówno dzieci jaki dorosłych są genialne.

Czy coś szczególnego zwróciło pana uwagę, utkwiło w pamięci?

Każde dziecko było absolutnie wyjątkowe i zmiany jakie dokonały się w ich życiu, w kilku przypadkach są wręcz niewiarygodne. Proszę sobie wyobrazić, że na przykład Kuba zrezygnował z wyjazdu na wakacje do Turcji, bo wiedział, że tam będzie „all inclusive”, czyli niezdrowe jedzenie i leżakowanie, a on chce cztery razy w tygodniu trenować.

Nie dlatego, że ktoś mu każe. Wręcz przeciwnie. Po pierwsze zobaczył, że to przynosi efekt, a po drugie zwyczajnie polubił ruch.

Podobnie było z Bartkiem. Nie tolerował zapachu potu. Wystarczyło, że tata znalazł czas, żeby z nim wejść do bokserskiego ringu i to natręctwo minęło.

Julka po dwóch miesiącach weszła na wagę, która pokazała 11 kilogramów mniej. W programie otworzyliśmy z nią kanał na youtube o zdrowym trybie życia, a nasz pierwszy filmik obejrzało ponad 100 tysięcy ludzi, którzy zasypali ją pięknymi komentarzami.

Z samotnego, brzydkiego kaczątka Julka zmieniła się w zdecydowanie pewniejszą siebie, uśmiechniętą dziewczynę, która ma grono koleżanek, a pokazując jak wyglądają jej posiłki i trening inspiruje innych.

Nikodem intensywnie pływał, ale zajadał się słodyczami i pił wyłącznie słodkie gazowane napoje doprowadzał swój organizm do ruiny. Gdy zmienił dietę zaczął pływać o 6 sekund szybciej.

Rysiu, który wymiotował próbując sałatkę z kapusty, teraz pasjami zjada wegańskie kotlety. Klaudia, która robiła w sklepie awantury o słodycze, teraz sama wrzuca do koszyka warzywa.

Zżył się pan z niektórymi bohaterami?

Nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej. Na kilka tygodni staliśmy się praktycznie członkami rodziny. Byliśmy razem od śniadania, po kolację. Płakaliśmy razem, śmialiśmy się i wzruszaliśmy.

Każda rodzina to godziny rozmów i analiz ze specjalistami, burza mózgów na temat tego jak pomóc. Sytuacje w kolejnych rodzinach spędzały mi często sen z powiek. Z tego powodu podczas realizacji programu schudłem kilka kilogramów, choć w moim przypadku to wcale nie jest konieczne.

To była kwestia potężnej odpowiedzialność jaką przyjęliśmy. Ludzie zapraszają cię do swojego domu, wpuszczają z kamerą, zwierzają z potężnych kłopotów, a to wszystko przecież nie po to, by zostać gwiazdą telewizji. Dlatego, że są kompletnie bezradni wobec dramatu jaki przeżywają ich ukochane dzieci.

I wszyscy obdarzają cię pełnym zaufaniem, że pomożesz, że znajdziesz sposób. To jak blisko byliśmy razem najlepiej pokazuje ostatni odcinek, czyli powrót po kilku tygodniach do rodzin, po to by sprawdzić efekty zmian, o które walczyliśmy.

Kiedy pukasz do drzwi, a mała Liwia czy Asia rzucają ci się na szyję i duszą z całej siły. To jest uczucie wzruszające i bezcenne. Strasznie polubiliśmy się też z rodzicami, choć było różnie. Bywały momenty, kiedy musiałem być tym złym policjantem, co nie było przyjemne dla żadnej ze stron.

Program się skończy. Co dalej z dzieciakami?

Jednym z moich warunków było to, aby rodziny nie zostawały po programie same. Dlatego jeszcze przez dwa lata od zakończenia programu nasze rodziny będą pod opieką sztabu specjalistów - dietetyka, lekarza, psychologa i trenera, którzy będą czuwać nad tym, aby wszystko szło zgodnie z planem.

Ostatnio sporo dyskutuje się o wprowadzeniu podatku od cukru.Czy to pomoże ograniczy spożywaniu cukru wśród dzieci?

Nie jestem ekspertem, niech inni decydują. Wiem, że cukier potrafi uzależnić dzieci. To jest przerażające. Walka z ograniczeniem czy odstawieniem słodyczy przypominała walkę palacza o rzucenie palenia.

Sam nigdy w życiu nie paliłem, ale przecież wiemy, jak trudno poradzić sobie dorosłym z tym nałogiem. W tym przpypadku mamy bezbronne dzieciaki.

Dzieci nie ponoszą żadnej winy. Po części rozgrzeszam nawet rodziców, bo jeśli nie mają świadomości, to stają się bezbronni wobec wszechobecnej, potężnej i nieustannej indoktrynacji  marketingowej, która osacza nas kulinarnym śmieciem i to na każdym kroku.

Milionowe kampanie wmawiają nam, że słodycze, napoje gazowane, słodzone soki są super i dają szczęście. I jak tu odmówić swojemu dziecku tego "szczęścia". Dlatego nasz program kształtuje świadomość jak unikać pewnych niefortunnych zachowań.

Jak godzi pan tyle obowiązków z byciem tatą?

Po pierwsze mąż, po drugie tata, po trzecie dziennikarz. Dopóki jestem wierny tej hierarchii, to wszystko ma ręce i nogi. Jeśli dodatkowo żona jest najwspanialszą kobietą na świecie, to sprawa jest jeszcze bardziej oczywista.

Gdyby nie Agata, nic by z tego nie wyszło. Właściwie bez niej w ogóle nie byłoby niczego sensownego w moim życiu. Zawsze kiedy o tym mówię kręci głową, ale taka jest prawda. To ona daje mi ogromne wsparcie i dzięki niej jestem największym szczęściarzem świata.

Nie kończy pan pracy o 15. Ciągle w pędzie. Stres pewnie się pojawia, presja czasu. Jak pan sobie z nim radzi?

Nie zastanawiam się nad tym. Mam jasno ustawione priorytety i po prostu działam. Z biegiem czasu nauczyłem się przekuwać stres, który mnie kiedyś paraliżował, na potężny bodziec motywujący.

A jak mi się uda znaleźć czas na porządny trening na boisku, czy na macie zapaśniczej, to człowiek, mimo porachowanych kości, czuje się jak nowo narodzony i można działać dalej.

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska S.A. z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.