Staszek i straszliwie… pomocna szafa (recenzja)

Co krok to zaskoczenie – recenzja książki „Staszek i straszliwie… pomocna szafa”

Oj, długo czytałam tę książkę… Nie dlatego, że nie mogłam się do niej zabrać, ale dlatego, że jest tak obszerna – prawie 350 stron to nie bułka z masłem, gdy ma się oprócz czytania również inne rzeczy do zrobienia! Od razu zastrzegam: jest to tak świetnie napisana powieść, że wciąż jeszcze nie ochłonęłam po jej zamknięciu. I choć spędziłyśmy razem ostatnio sporo czasu, to żal mi , że się już skończyła… Może dlatego, że autor nie napisał jeszcze ostatniego słowa. „Staszek i straszliwie… pomocna szafa” jest dopiero pierwszym tomem, zapowiedzią czegoś naprawdę DUŻEGO.

Tak potężnej i rozbudowanej fabuły oczywiście nie da się streścić w kilku zdaniach, ale spróbuję nakreślić czytelnikom główne wątki. Oto poznajemy Staszka, którego rodzice kupili stary dom w innym mieście (nie wiadomo w jakim, gdyż ani razu nie pada jego nazwa). Dla chłopca jest to oczywiście szok – musiał zostawić szkołę i swoich kolegów w dawnym miejscu. Tymczasem w nowej szkole trafia od razu na rozgrywki „trójek klasowych” - eksperymentalny program edukacyjny polegający na rywalizacji trzyosobowych grup w różnych dyscyplinach: naukowych i sportowych.

Staszek należy do tych ambitnych chłopców (co nie jest równoznaczne z pilnymi uczniami) i postanawia stanąć w szranki z nieznajomymi osobami. Jako „nowy” postrzegany jest jak „obcy”, więc ma do stoczenia jeszcze jedną walkę: pokazać, że nie jest ani głupi, ani strachliwy. Jednak chłopak szybko znajduje sobie dwóch kolegów i razem tworzą całkiem zgrany zespół. I choć poznajemy wyniki konkurencji, to wcale nie jest to ten rezultat, jakiego moglibyśmy oczekiwać…

No, tak! Ale co z tą tytułową szafą?! Ano stoi sobie u Staszka w pokoju i wyczynia różne cuda. Wiadomo o niej tyle, że ma orientalne pochodzenie i że ma związek z nadprzyrodzonymi mocami. Ale co lub kto za tym wszystkim stoi? Tego, mam nadzieję, dowiemy się z drugiego tomu powieści. Rzeczywiście, początkowo szafa jest pomocna, bo można za jej pośrednictwem przywołać osobę, którą chce się poprosić o pomoc. Takiego „Pudziana” na przykład, który pomaga chłopakom przygotować się do konkurencji sportowych. Ale Staszek przeczuwa, że za tę pomoc trzeba będzie się kiedyś odwdzięczyć. Potrzeba spłaty długu przychodzi szybciej, niż chłopiec mógł się tego spodziewać…

Oczywiście nie byłaby to powieść młodzieży, gdyby nie pojawiła się także miłość – na razie jeszcze bardzo nieśmiała, skrywana i niewiele wróżąca. Jest też postać wroga publicznego numer jeden – Klaudek, który postanowił za wszelką cenę uprzykrzyć „nowemu” życie, choć i on nie jest pozbawiony ludzkich uczuć. Jest rodzina Staszka – rodzice i młodsza siostra – bardzo sympatyczni ludzie. Oraz kumple – Karol i Antek, z którymi można konie kraść, a których przyjaźń bywa poddawana różnym próbom. Pojawia się też chiński chłopiec, ale to już inna opowieść… Jednym słowem, w powieści jest wszystko, co gwarantuje udaną i niezapomnianą lekturę.

Próbowałam złapać autora na jakimś błędzie, jakiejś niekonsekwencji i… nie udało mi się! Gdy już myślałam, że znam zakończenie danego wątku, to po chwili okazywało się, że wcale nie miałam racji. Gdy wydawało mi się, że już nic ciekawego nie może się zdarzyć, znów byłam zaskakiwana. Książka jest nieprzewidywalna, a zarazem wielce prawdopodobna. Choć opisuje rzeczy „nie z tego świata” to jednocześnie jest osadzona we współczesnych realiach. Jest także świetna językowo – postacie mówią w zróżnicowany sposób, nie pozbawiony dowcipu czy złośliwości, gdy sytuacja tego wymaga. Choć autor (Tomasz Duszyński) w środowisku literackim nie jest jeszcze postacią znaną, to ja mu wróżę jak najlepiej. I sukcesów ze szczerego serca życzę!

Agata Hołubowska, ponad rok temu
Komentarze

DYSKUSJE NA FORUM