"Kura Adela. Jak kura połknęła hipopotama" Joanna Krzyżanek, Wydawnictwo Debit - recenzja

"Kura Adela. Jak kura połknęła hipopotama"
"Kura Adela. Jak kura połknęła hipopotama"

W jaki sposób najłatwiej nauczyć dziecko nowych liter i ortografii? Oczywiście poprzez zabawę! Seria książek o kurze Adeli jest idealnym rozwiązaniem dla małych czytelników. „Kura Adela. Jak kura połknęła hipopotama” Joanny Krzyżanek z ilustracjami Zenona Wiewiurki od Wydawnictwa Debit to już piąta część tej niesamowitej kolekcji.

Można by rzec, że poszczególne książki są swoistymi elementarzami dla najmłodszych. Szczególnie, że do każdej z nich przygotowane zostały również zeszyty ćwiczeń, w których maluchy mogą doskonalić zdobytą wiedzę i umiejętnością związane z nowo poznanymi literkami.

„Jak kura połknęła hipopotama” jest zbiorem trzech opowieści, z których każda skupia się na konkretnej literze alfabetu. I tak „Kura i huśtawka” poznaje dzieci z literką „H” i „h”, „Kura i nakrętki” z literą „N” i „n”, a „Kura i cień” z literką „ń”. Każde z opowiadań kończy się zebraniem informacji o poszczególnych literach. Aby łatwiej było zapamiętać słowa, które zaczynają się lub mają w sobie daną literę, zostały one wyróżnione czerwonym drukiem. To moim zdaniem świetne rozwiązanie, gdyż maluch od razu zwraca uwagę na dane słowo i jednocześnie zauważa wybraną literę. W ten sposób poszerza się jego zasób słownictwa oraz umie powiązać literę ze słowem.

Adela jest postacią wyjątkową i dlatego zapada w pamięć oraz budzi sympatię. Od małego kurczęcia jest samodzielna i ma swoje zdanie na każdy temat. Jednocześnie jest bardzo pomysłowa i zabawna. Przeżywa wiele fantastycznych przygód i zawsze może liczyć na pomoc swoich bliskich przyjaciół. Co ważne – opowieści o kurze Adeli doskonale wpisują się w uczucia małych dzieci, ich strach przed cieniami, ulubione zajęcie zbierania, nawet niepotrzebnych na pierwszy rzut oka przedmiotów (ja gdy byłam mała, zbierałam np. papierki po słodyczach, Adela – nakrętki od butelek) czy też huśtania się na huśtawce. Można powiedzieć, że większość dzieci z pewnością zrozumie kurę i jej sposób bycia.

Tekst napisany jest dużą czcionką, a co druga strona zapełniona jest pięknymi, kolorowymi i śmiesznymi ilustracjami. Zdania powtarzają się, wpadają w ucho i znacznie łatwiej je zapamiętać, więc dziecko ma niesamowitą frajdę, gdy odgadnie, co będzie dalej – przynajmniej mojej córce (3,5 lat) bardzo się to podobało. Książka „Kura Adela. Jak kura połknęła hipopotama” jest więc nie tylko świetną pozycją rozwijającą wiedzę dziecka, ale również wspaniałą bajką do czytania, która śmieszy i umila czas. Jeśli przy okazji maluch dowie się czegoś nowego i pozna ortografię, to tylko możemy się cieszyć. Na pewno mu to nie zaszkodzi.

Podziwiam autorkę tekstów Joannę Krzyżanek, że udało jej się napisać teksty, w których użyła naprawdę dużo słów z daną literką. I to nie tylko w tej najnowszej książce z serii o kurze Adeli. W „Kura i huśtawka” na każdej stronie aż czerwieniło się od słówek zaczynających się na literę „h” – hiena, hulajnoga, harmonijka, hula-hoop, herbatniki, oczywiście też huśtać oraz huśtawka, w „Kura i nakrętki” mamy do czynienia z nosorożcem, naparstkiem, niedźwiedziem, nurkiem, niezapominajkami czy nausznikami, z kolei w „Kura i cień”: jeleń, budyń, dzień, słoń, grzebień, Croń, Kroń czy Hroń.

Każde opowiadanie niesie więc ze sobą nową wiedzę i nowe wartości, a jednocześnie nie odbiega od pozostałych pod względem jakości i zabawności. Sama czerpałam dużą przyjemność z lektury, dlatego mogę polecić tę książkę jako bardzo dobry pretekst do uczenia dziecka również w domu. Uważam, że maluch, który oswoi się z literkami i czytaniem, zanim jeszcze rozpocznie naukę w szkole, będzie miał znacznie łatwiej w przyszłości.

Alicja Barszcz, 5 miesięcy temu
Komentarze

DYSKUSJE NA FORUM