Gra za darmo, czyli droższa niż płatna

Producenci gier odkryli ostatnio nową kopalnię złota. Już nie warto sprzedawać gry za prawdziwe pieniądze, znacznie lepiej wychodzi się na jej rozdawaniu, a potem zachęcaniu użytkownika do płacenia za udogodnienia. Okazuje się, że na tym modelu (zwanym mikrotransakcyjnym lub mikropłatnościowym - mimo że ceny nierzadko idą tu w dziesiątki dolarów) można się przejechać, zwłaszcza jeśli jesteśmy rodzicem maniakalnie grającego ośmiolatka.

Polecane wideo:

1. Apple oddaje pieniądze

System stał się głośny ostatnimi czasy, kiedy to wobec firmy Apple wytoczony został pozew zbiorowy, w którym grupa rodziców domagała się zwrotu pieniędzy wydanych przez ich dzieci podczas mikrotransakcji. Apple wyłgało się tanio, bo oddało kasę za pomocą bonów do swojego sklepu, ale sam fakt pojawienia się pozwu pokazuje, że problem narasta i dotyczy coraz większych ilości graczy, zwłaszcza najmłodszych.

Moje dzieciaki nie znają wprawdzie hasła do AppStore'a, ale od pierwszych chwil obcowania z morzem kolorowych, ślicznych gier z pieskami, kotkami, kucykami i krówkami mają przykazanie, że nie wolno kupować diamencików ani innych rzeczy, które daje się zdobyć jedynie lub głównie za prawdziwe pieniądze. Owszem, wymaga to chwili mojego skupienia nad każdą grą i zrozumienia, gdzie kryje się finansowy kruczek, ale po dojściu do pewnej wprawy zauważamy to niemal na pierwszy rzut oka.

2. Czas za pieniądze

Jak to właściwie działa? Mechanizm jest prosty, ale perfidny: przez pierwszych kilkanaście minut gry możemy robić wszystko. Tytuł prowadzi nas za rączkę, wyjaśnia podstawowe zasady, wprowadza nowe zależności i zasypuje nas nagrodami, wśród których trafia się okazjonalnie również waluta, na której producent zarabia. To wszystko ma w nas (a w dziecku zwłaszcza) wyrobić poczucie bezpieczeństwa. Aha, myślimy, gra jest faktycznie darmowa, gram w nią już od dwudziestu minut i cały czas robię to, na co mam ochotę.

Stopniowo jednak cały proces szybkiego i płynnego rozwoju zaczyna dostawać coraz większego tarcia. Posłużę się przykładem znakomitej gry Hayday (polecam, ale ostrożnie), traktującej o zarządzaniu farmą. Pierwsze zboża po zasadzeniu wyrastają tak szybko, że nawet nie ma kiedy zastanowić się nad czasem potrzebnym do zebrania plonów. W miarę zdobywania kolejnych ziaren okazuje się jednak, że trzeba czekać: na niektóre zboża kilka minut, na inne kilkanaście lub nawet pół godziny. Równolegle wszystkie czynności na naszej farmie zaczynają się ślimaczyć. Kury znoszą jajka po godzinie, produkcja paszy dla nich zajmuje kilkanaście minut... a zewsząd świecą nam w oczy diamenciki. Chcesz od razu zebrać jajka? Zapłać, to tylko kilka diamentów. Zasadziłeś wszystkie ziarna kukurydzy, a potem wyprodukowałeś z nich popcorn? Współczujemy, ale już za jeden diamencik możesz odbudować swoje kukurydziane zasoby! I pamiętaj, potrzebujesz kukurydzy i popcornu, żeby wykonać zadania, za które otrzymasz punkty doświadczenia i awansujesz na wyższy poziom!

3. Postęp wspomagany

Wioska smerfów

Grający w Smurfs' Village, chcący przyspieszyć zdobywanie kolejnych poziomów, muszą wydać niewiarygodną kwotę. Jednorazowo to ponad 300 złotych.

Widać zatem na pierwszy rzut oka, że większość tytułów z mikropłatnościami bazuje na ludzkiej niecierpliwości - a z dziećmi pod tym względem mało kto jest w stanie konkurować. To stąd właśnie wzięły się pozwy wobec Apple'a: gry z mikropłatnościami w cyfrowym sklepiku pojawiają się w kategorii darmowej, a tymczasem dzieciaki powydawały w nich grube dziesiątki (w niektórych wypadkach nawet setki) dolarów wyłącznie dlatego, że były niecierpliwe.

Do niedawna zresztą mikropłatności nie wymagały podawania hasła do sklepu AppStore, co Apple już poprawiło i zanim wydamy kasę, aplikacja prosi o potwierdzenie, a potem jeszcze o hasło. Jeśli jednak postanowiliśmy zaufać dziecku i to hasło mu daliśmy, radzę przeprowadzić poważną rozmowę na temat tego, co wolno, a czego nie wolno robić w każdej z gier. Określenie wyraźnych granic to najskuteczniejsza metoda postępowania z młodzieżą, znacznie lepsza niż karanie za coś, czego do końca nie rozumieją. W pewnym wieku koncept pieniędzy jest jeszcze trudny do pojęcia, a jeśli producent gry w swoim sprycie przebrał prawdziwą gotówkę za diamenciki, dziecko nie będzie potrafiło odróżnić ich od innych elementów gry. Nie ma co też sprawy bagatelizować, bo mikropłatności mimo swojej zwodniczej nazwy potrafią generować makrokoszty. Koronny przykład to gra Smurfs' Village, gdzie największy pakiet waluty przyspieszającej (beczka smerfojagód) kosztuje 99 dolarów. Tak, ponad 300 złotych!

4. Mikropłatności na szeroką skalę

Większość gier służy zarabianiu pieniędzy i od tej myśli należy zaczynać każdą rozmowę z dzieckiem, które w coś gra i cieszy się, że jest za darmo. O mikropłatnościach najwięcej mówi się w kontekście gier mobilnych (na tablety i smartfony), ale i gry pecetowe nie są od tego wolne. Weźmy największy przebój ostatniego roku, czyli League of Legends - każdy nastolatek w to gra. Tutaj system jest uczciwszy niż w grach mobilnych, bo wydawanie pieniędzy niczego nie przyspiesza i niczego nie ułatwia - daje jedynie prawo grania określonymi postaciami oraz umożliwia zmianę wyglądu bohaterów. To ostatnie (tak zwane skiny) potrafi kosztować horrendalne pieniądze - na przykład 80 złotych. Oczywiście płatność jest tu dużo trudniejsza niż kliknięcie paru okienek i wpisanie hasła, ale niektóre dzieciaki mają awaryjną kartę kredytową z jakimś niewielkim limitem i warto wiedzieć, na co wydają swoje pieniądze.

Cały rynek zmierza w kierunku mikropłatności, co potwierdzają nawet słowa dyrektora finansowego koncernu Electronic Arts, który zapowiedział, iż w każdej nadchodzącej grze firmy pojawią się mikropłatności, bo gracze je uwielbiają. Warto mieć świadomość, z jakiego powodu je uwielbiają. I postawić jasne granice swojemu grającemu dziecku.

Komentarze

DYSKUSJE NA FORUM

Zabawki

AlaGrunwald • ostatni post 2 tygodnie temu

9
Artykuły Cyber Parenting
Cyber Parenting

Kinect Gwiezdne Wojny

Kinect Gwiezdne Wojny

Gratka dla miłośników Gwiezdnych Wojen Twoje dziecko pokocha tę grę. Wróć do artykułu Rodzinna zabawa z grami Kinect.

Cyber Parenting

Kamera EyeOn™ Baby

Kamera EyeOn™ Baby

Przód kamery EyeOn™ Baby Kamera EyeOn™ Baby to prosty i profesjonalny wygląd oraz niezawodna jakość.Bok kamery EyeOn™ Baby Kamera EyeOn™ Baby ma niewielkie rozmiary, dzięki czemu nie zajmuje dużo miejsca w pomieszczeniu.Tył kamery EyeOn™ Baby...

Cyber Parenting

Tablety i smartfony niszczą neurony u małych dzieci

Jak wynika z badań Millward Brown przeprowadzonych na zlecenie Fundacji Dzieci Niczyje ponad 40 proc. dzieci, które nie ukończyły jeszcze dwóch lat, korzysta ze smartfonów i tabletów. Zbyt wczesne korzystanie z tego typu urządzeń może być szkodliwe dla...

Cyber Parenting

Just Dance 2014

Just Dance 2014

Just Dance 2014 na konsolę Xbox 360 Dla wszystkich wielbicieli tańca i ruchu. Wróć do artykułu Rodzinna zabawa z grami Kinect.

Cyber Parenting

Niezapomniane chwile z kamerą EyeOn™ Baby

Niezapomniane chwile z kamerą EyeOn™ Baby

Elektroniczna kamera Kamera EyeOn™ Baby pomoże zapamiętać najpiękniejsze chwile spędzone z Twoim dzieckiem.Kamera EyeOn™ Baby Dzięki tej kamerze, żadna z chwil nie zostanie zapomniana.Działanie kamery EyeOn™ Baby Obsługa kamery jest bardzo prosta...

Cyber Parenting

5 najważniejszych elektronicznych rodziców

Czasy się zmieniają, a społeczeństwo razem z nimi. Większość wynalazków, które miały ułatwić nam życie i odciążyć nas od pracy sprawiła, że roboty mamy więcej i musimy ją wykonywać w coraz krótszym czasie. Świat gadżetów mocno wpływa też na wychowanie...

Cyber Parenting

Pasja zbierania niczego

Od zawsze wiadomo, że dzieci lubią zbierać - cokolwiek. Zwykle przechodzi im z wiekiem, ale niektórym nie przechodzi i wtedy nieraz się okazuje, że zbieranie znaczków to pasja, z której można wyżyć. Ale nasze dzieci się o tym nie przekonają. Bo one zbierają...

Cyber Parenting

Nie tylko panowie

Od lat panuje przekonanie, że tylko panowie znają się na współczesnej elektronice rozrywkowej. Badania przeprowadzone na zlecenie Sony Computer Entertainment Europe pokazują jednak, że świat zmienia się szybciej niż się tego spodziewamy. Mamy...