Cienie rosną o zmierzchu (recenzja)

„Cienie rosną o zmierzchu” to świetna książka. I tyle. Więcej mogłabym już nie pisać. Co tu dopowiadać, jeśli pozycja ta trafia do serca i umysłu nie tylko młodego człowieka, ale i jego rodzica?

Książka ta to świetne połączenie i przeplatanie się perypetii ze świata dorosłych i świata dzieci. Główny bohater - Joel, omal nie ginie pod kołami autobusu. Po otarciu się o śmierć stwierdza, że to co mu się właśnie przytrafiło to Cud. Długo zastanawia się dlaczego zdarzyło się to właśnie jemu, dlaczego przeżył i po co w ogóle ten incydent miał miejsce?

Po dogłębnej analizie owego feralnego dnia stwierdza, że za to wszystko, za wygrane życie, musi spełnić dobry uczynek – tak, aby być kwita z losem i z Bogiem. Ów dobry uczynek postanawia wykonać właśnie w świecie dorosłych. Wchodzi do ich życia i, nazwijmy to po imieniu, dość mocno w nim miesza. Jego infantylne myślenie zderza się ostrą rzeczywistością, jednakże Joel się w niej absolutnie nie gubi. To dziecko naiwne, bezkrytyczne, dobroduszne, a jednak odnajduje się w ciężkiej, surowej i momentami bardzo smutnej rzeczywistości. Ma zawsze pomysł na pokonanie przeciwności losu, po prostu świetnie sobie radzi. Na wszystko ma gotową odpowiedź, która choć nie zawsze idealna, jest przyjmowana przez dorosłych jako prawda. Joel prócz pomysłu na dobry uczynek, wiele rzeczy odkrywa. Sam dochodzi do tego w jaki sposób dorośli piszą miłosne listy i próbuje taki napisać. Sytuacja śmieszna, aczkolwiek pełna prawdy i dziecięcego zaangażowania.

Są takie książki dla młodzieży, które dorosłym czyta się ciężko - o ile w ogóle mają ochotę po nie sięgać. Męczą się, bo muszą przebrnąć przez szereg prostych, momentami nawet niemądrych tekstów skierowanych do 11 - 12-latków. Oni się z tego śmieją, rodzice niestety nie. „Cienie rosną o zmierzchu” to książka uniwersalna. Ma w sobie humor, ma w sobie dozę egzystencjalizmu, porusza tematy separacji rodziców, ludzkiej odmienności oraz wątki wiary, religii, Boga. Śmieszy i wzrusza. Zadziwia i ściska za gardło. Nie ma w niej przemocy, nie ma niepedagogicznych sytuacji, słów i porad. Jest naprawdę fantastyczna. Polecam ze szczerego serca. Jedno tylko na co trzeba zwrócić uwagę, to wiek dziecka. Zbyt młody czytelnik może się przy tej lekturze po prostu nudzić. Najlepszy wiek to 10 lat i oczywiście więcej.

Ewelina Niestrawska-Mazur, ponad rok temu
Komentarze

DYSKUSJE NA FORUM