Trwa ładowanie...

Moje dziecko nie "ciociuje"

Przychodzi taki wyczekany okres w życiu rodzica, kiedy dziecko staje się na tyle komunikatywne, żeby swobodnie porozumiewać się z otoczeniem. I nie mam tu na myśli opanowania podstawowych zwrotów, gdzie reszty trzeba się domyślać, a sprawną wymianę zdań. No właśnie… Otoczenie! Co z nim zrobić i kogo zaliczyć do Kręgu Zaufanych – cioć, wujków, pań, panów, w końcu Kasiek i Mańków, aby oni nie czuli się niezręcznie, ale i my swobodnie?

Zobacz film: "Jak twój maluszek rozwija się w brzuchu?"

Pamiętam jeszcze z czasów dzieciństwa, kiedy znajome mi dzieciaki miały ciocie i wujków. Zawsze dziwiłam się, skąd mają tak ogromną rodzinę. Zaskoczeniem było dla mnie to, że nawet sąsiadka była ciocią, podczas gdy dla mnie była po prostu panią M. Jeszcze pół biedy, kiedy między panią M. a mamą tego dzieciaka było dobrze.

Zobacz także:

Gorzej, kiedy pokłóciły się na śmierć i życie, a ofiarą padła tutaj nadana funkcja „cioci”. Bo jak wytłumaczyć dziecku, że M. została właśnie zdegradowana do pozycji „pani” i już pod żadnym pozorem nie wypada mówić do niej "ciociu"? Chyba takim pragmatyzmem wykazali się moi rodzice, bo u mnie ciocie były tylko w rodzinie. I teraz z doświadczenia wiem, że to była bardzo dobra decyzja.

Pomieszkując za zachodnią granicą od początku doskonale widziałam różnicę między obywatelami wschodniej Europy a resztą świata. I nie chodziło tu o wygląd, na podstawie którego z daleka bez problemu rozpoznawałam słowiańskie pochodzenie.

W ramach dygresji – możemy się oburzać, rwać włosy z głowy i unosić się honorem, bo my, Polacy, żadnym wschodnioeuropejskim ludem nie jesteśmy, a środkowoeuropejskim! Niestety, takie pojęcie tutaj w świadomości ludzi nie istnieje. Termin ten został wymyślony najpewniej przez nas, bo jakoś nie po drodze nam porównania z bardzo wschodnimi "Ruskimi". Jest Wschód i Zachód Europy, a my jesteśmy na jego wschodnim końcu. A teraz możesz się głowić, po co ta dziewucha wyciąga takie kwestie. A no już spieszę z odpowiedzią.

10 największych błędów wychowawczych, którymi krzywdzisz swoje dziecko
10 największych błędów wychowawczych, którymi krzywdzisz swoje dziecko [11 zdjęć]

Wychowanie dziecka to bardzo skomplikowany proces, który wymaga od rodzica przemyślanych decyzji. W końcu...

zobacz galerię

Wracając do tematu, różnica ta polega na braku dylematów związanych z przypisanymi rolami w rodzinie i otoczeniu. Do teściowej nie zwracamy się "mamo", a per "ty", podobnie z teściem i sąsiadami. Dzieci w przedszkolu do wychowawczyń mówią po imieniu i nie ma to nic wspólnego z brakiem szacunku.

Z nauczycielem ze szkoły językowej, który jest w podobnym wieku, też jakoś dziwnie by to brzmiało, gdybym mu „panowała”. Z resztą, na początku moje środkowoeuropejskie usposobienie nakazywało mi taką formę zwracania się do innych, ale szybko zostałam uświadomiona, że to domena ludzi Wschodu. JA – ludziem wschodu? O nie! Tym bardziej, że taka „nowoczesność” bardzo mi odpowiadała.

Skoro u nas, w Polsce, na taką nowoczesność w relacjach międzyludzkich nie jesteśmy jeszcze gotowi, to chyba stworzyliśmy sobie pośrednią rolę między rodziną a kimś, do kogo można mówić po imieniu. I jest nim właśnie tytuł cioci i wujka dla osób z nami niespokrewnionych, z którego z resztą pewnie kiedyś będziemy się śmiali jak ze stryjków, świekierów (dawniej teściów) czy sneszek (synowych). Swoją drogą, niesamowite te nazwy…

Moje dziecko nie ciociuje
Moje dziecko nie ciociuje (AP)

Zdecydowanie nie jestem fanką wrzucania wszystkich do jednego worka. Jakkolwiek by to nie brzmiało, to jednak ten rodzinny worek jest nieco inny od pozostałych. Nie należę też do grupy rodziców, którzy na pełnienie funkcji rodziców chrzestnych wybierają przyjaciół, bo i życie różnie potoczyć się może, a rodzina to jednak rodzina.

Od młodzieńczych lat, ciężko przechodziło mi przez gardło powtarzanie po rówieśnikach "ciociu" i "wujku" do osób spoza rodzinnego kręgu. Nie dlatego, że rodzice zakazali, a dlatego, że jakoś to takie nienaturalne spoufalanie się ze wszystkimi starszymi znajomymi było dla mnie wręcz krępujące.

I totalnie zapomniałabym o tych dylematach, gdyby nie dawna, bardzo dawna wizyta naszych bliskich znajomych u nas i moja chwila zawahania przy zwracaniu się do nich w obecności mojego dziecka. Pani i pan, Ola i Tomek (imiona zmienione) czy wujek i ciocia? Ja na początku wybrałam - o dziwo - tę trzecią opcję i już przy samym wypowiadaniu tych słów czułam się niezręcznie, a moje dziecko „wywaliło na mnie oczy”. Już wtedy wiedziałam, że ulepieni z tej samej gliny jesteśmy i „ciociować” nie będziemy.

Powiecie, że bzdury i nie ma nic złego, kiedy dziecko będzie się tak zwracało do najbliższych przyjaciół rodziny. Ok, skoro oni nie mają nic przeciwko, to droga wolna, ja w każdym razie nie życzyłabym sobie, abym została mianowana na pełnienie funkcji cioci dziecka niespokrewnionego ze mną.

Tu mocno stawiam granicę między rodziną,a resztą świata – jakkolwiek ta reszta bliska by nie była. I zwracam się ku nowoczesnemu Zachodowi, bo zdecydowanie bardziej odpowiada mi, gdy dzieci mówią do mnie po imieniu, niż per "pani" albo - broń Boże - "ciociu".

Ciocie mojego dziecka mogę policzyć na palcach jednej ręki i niech tak zostanie. Ale zawsze na wszelki wypadek pytam, jaką formę zwracania się preferuje ta osoba, zaznaczając, że rodzinne role są już rozdane.

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.