 Dane kontaktowe |
| Adres | | Szpital na ul. Lutyckiej w Poznaniu |
| Telefon do kancelarii | | Szpital na ul. Lutyckiej w Poznaniu |
| Telefon na izbę przyjęć | | Szpital na ul. Lutyckiej w Poznaniu |
|
|
|
|
Szpital na ul. Lutyckiej w Poznaniu
Szpital na ul. Lutyckiej w Poznaniu - choć przyjęcie do szpitala nie należało do najprzyjemniejszych to sam poród dobrze prowadzony, dobrzy lekarze, fachowa obsługa, opieka położnych po zabiegu bardzo dobra, uczynne pomocne siostry położne, dbają o kobiety.
Co do reszty: wygląd szpitala w środku i na zewnątrz jest jak za komuny i obsługa częściowo też,
po przeniesieniu na oddział położniczo-ginekologiczny bliżej oddziału noworodkowego zaczęły się problemy, pasmo dziwnych i nerwowych sytuacji.
Po rozmowach z różnymi rodzicami, którzy ostatnio tam arodzili można zauważyć kilka głównych problemów.
Większość sióstr jes na NIE, cokolwiek by nie spytać i poprosić to nie można, nie mają czasu, nie ma, nie wolno, radzić sobie samemu, we włąsnym zakresie itd.
W pewnym momencie przychodzi chęć zadzwonic na pogotowie i poprosić o pomoc, żeby przyjechali do szpitala na oddział gin-połóżn pomóc wykończonej po ciężkim porodzie kobiecie.
Siostry nie przynoszą dzieci do karmienia, jeśli mama chce to może sama zabrać dziecko i sobie przewieźć przez caaały długi korytarz, oczywiście jeśli po drodze nie zemdleje - dzień po porodzie, gdy niektóre panie ledwo mogą wstać, którym się ciemno robi przed oczyma wkutek utraty krwi czy po operacji tzw. cesarski. Może dziecko przeniść ktoś z rodziny np mąż może kilka razy na dzień zwalniać sie z pracy i jechać do szpitala żeby siostry w pokoju socjalnym mogły w spokoju obejrzeć ulubiony serial i wypic porządną kawę z ekspresu. One nie mają czasu nosić dzieci do karmienia - to taki zwyczaj w szpitalu nagradzanym przez miesięcznik Twój styl - szpital przyjazny kobiecie czy jakoś tak - a powinno być 'Szpital przyjazny siostrom'.
Mogą natomiast dać na stałe dziecko, ale wtedy i grożą poważnie - już nie pomogą, trzeba sobie radzić samemu jak Pani zasłabnie to nikt nie pomoże.
W porównaniu do innych poznańskich szpitali np. na Polnej i Raszei szpital na Lutyckiej wypada jak ruski kołchoz i wizualnie i mentalnie. Odbiega od standardów o kilka poziomów.
Dzieci są w podartych ubrankach bez części guzików. Raczej sa kiepsko myte i kremowane bo maja podrażnioną skórkę, kiedy się je wypożyczy na chwilkę, odparzenia i co również się zdarza można dostać malucha z oddziału noworodkowego z dużą kupą w pieluszcze, a co tam nie ch sobie mam sama poprzewija jak chciała to ma.
Jak coś dolega mamie to ew. mogą coś doaradzić ale nie pomoć czy wyleczyć, radźcie sobie same drogie mamy idźcie do apteki i kupcie same podstawowe leki na niektóre pryzpadłości poporodowe to jest tylko szpital w mieśce wojewódzkim i my nie mamy takich środków.
Przy łóżku są takie guziki do wezwania pomocy, jak się wezwie do dziecka to siostra przychodzi i mówi że nie ich oddział one są z położniczego a dzieckiem opiekuje się oddział noworodkowy i niech mam tam sam pójdzie bo one nie mogą ich poinformować, to nie ich sprawa. WIęc mam może iść przez ten caały długi koryyytarz i jak po drodze nie zemdleje to powie że z dzieckiem jest coś niepokojącego, oczywiście dziecko wtedy musi zastawić same bo siostry powiedzą że to nie ich sprawa.
Można zadzwonić oczywiści na pogotowie żeby przyjechało do szpitala i poinformaowało oddział noworodkowy że mają podejść do dziecka, bo siostry z położniczego nie mają czasu.
Widac pewien problem komunikacyjnyc pomiędzy dwoma - byc może zwaśnionymi klanami Oddziałem Nowordkowym i Położniczym. Sugerowanych rozwiązaniem mogło by tu być sygnału świetlne np. alfaabetem Morse'a SOS-przyjdździe po nwoworodka, albo znaki dymne indiańskie ale tu włączyłby się alarm przeciwpożarowy o ile działa w tym budynku i nie wyświetla komunikatu OBYWATELU RADŹ SOBIE SAM I ALARMUJ SOBIE SAM TO NIE MOJA SPRAWA. Można też zainwestowąć w CB radio - takie samochodowe i sobie dawać cynk.
Czasem wieczorem nie są zmieniane podkłady na łóżkach, więc Panie leżą w poplamionych od krwi.
Papieru w ubikacjach też trudno uświadczyć i aż strach się pytac sióstr bo można się domyśleć co mogą odpowiedzieć.
Pytanie i prośba o jakąś podstawą rzecz dla matki po porodzie kończy się odsyłaniem w próżnię - 'Idź do oddziału noworodkowego' a tam mówią 'idź do położniczego' i tak w kółko grają pacjentem w ping-ponga, kilka setów i pacjet pada ze zmęczenia.
Dziwi że w czasach gdzy szpitale ścigają się w rankingach 'przyjazności dla matek z dzieckiem', walczą o laury 'rodzić po ludzku' są jeszcze samotne wyspy jak szpital w Poznaniu na ul. lutyckiej, gdzie mentalność obsługi zatrzymała się kilkadziesiąt lat temu. Wśród tego całego marazmu i tumiwisizmu jest kilka osób nie zesputych przez panujący tu klimat, i które łamiąc przyjęte w szpitalu dogmaty potrafią zaryzykować pomóc pacjentce i za to podwójne uznanie.
Można wybaczyć brak lekarstw i środków higieny bo nie każdy ma środki od ministerstwa tzw. zdrowia, które czaruje nas że wszystko jest OK, ale postawy antagonistycznej i traktowania pacjentów jak intruzów wybaczyć nie można.
|