|
|||||||
| Komunikaty |
![]() |
|
|
LinkBack | Narzędzia recenzji | Wygląd |
Szpital Wojewódzki im. Św Łukasza SP ZOZ w Tarnowie |
||||||||||||||
|
||||||||||||||
|
|
||||||||||||||
|
Dodane przez
Izabelin
w dniu
09-01-09, 11:59
|
|
Rodziłam w św. Łukaszu w październiku 2007 roku. Gdyby nie to, że lekarz prowadzący ciąże tam pracował nie zdecydowałbym się na to.
Personel na bloku porodowym i sali cesarskich cięć bardzo miły i pomocny. Jeden minus na porodówce nie ma WC i trzeba korzystać z tego przy Izbie przyjęć lub w pokoju do porodów rodzinnych. Porodówka 4 boksy, przedzielone ściankami działowym, stary sprzęt. Oddział położniczy - na sali pooperacyjnej opieka nawet dobra, po przeniesieniu na "normalną salę" nikt o Tobie na pamięta. Położne drwią z pacjentek i z siebie na wzajem. Wizyty lekarskie dwa, trzy razy dziennie ale bardziej to wietrzenie lekarskiego fartucha. Ordynator źle patrzy ma używanie własnych podkładów poporodowych ponoć ze względów na sterylność (te szpitalne to zwinięta lignina, którą brało się z wózka stojącego na korytarzu), dlatego też przed "najważniejszą" wizytą zmieniałyśmy podkłady na szpitalny przydział. Sale 3 osobowe, dziecko przebywa razem z mamą. Minus dwa WC i prysznice na cały oddział. Noworodka można oddać pod "opiekę" położnych z oddziału noworodkowego, ale po zamknięciu się drzwi za takowym rodzicem usłyszałam komentarz do dziecka przywiezionego przez tatusia - no widzisz, rodzice Cię nie kochają. Położne pomimo próśb na siłę dokarmiają dziecko mieszankami oraz uspakajają glukozą. Rodzic nie jest mile widziany (a wręcz wyganiany) przy zabiegach (pobieranie krwi, podawanie leków) i szczepieniu dziecka. Często zdarza się, że noworodki pozostawiane są bez opieki!!! a nawet zmienia się miejsce ich pobytu bez informowania matki. Syn miał podłączaną kroplówkę dwa razy dziennie w gabinecie zabiegowym, moja obecność wg położnych była zbyteczna i ze względu na ciasnotę byłam wyganiana. Gdy chciałam odebrać synka, okazało się, że nikogo nie ma na sali (dzieci pozostawione były same sobie) a mojego dziecka nie ma. Po 15 minutach poszukiwania położnej (była przy porodzie), okazało się, że moje dziecko zostało "oddane" pod opiekę pielęgniarek z oddziału intensywnej opieki noworodka o czym nie zostałam poinformowana. Opieka lekarzy pediatrów bardzo dobra, wszelkie badania noworodka odbywają się w obecności matki, która jest wyczerpująco informowana o stanie dziecka. Wyżywienie poniżej krytyki. |
|
Dodane przez
divalia
w dniu
23-02-09, 09:55
|
||||||||||||||||||||||
|
Ja rodziłam w tym szpitalu w czerwcu 2005. Miałam cesarkę z powodu gestozy. Dzięki jednej lekarce ze mną i z dzieckiem jest wszystko OK. Ale po cesarce nastąpiły komplikacje i lekarze wzajemnie się obwiniali, ginekolodzy twierdzili, że to nie ich wina i zwalali odpowiedzialoność na anestezjologów. Pielęgniarki - po prostu ręce opadają. Jedna tylko się moim stanem przejmowała. Ja nie mogłam się dzieckiem z powodu powikłań zajmować 1,5 tyg. (nie mogłam go karmić-antybiotyk, poza tym dostawałam tlen, bo dusiłam się), a one mi je na siłę przywoziły i mówiły, że nie są niańkami. Dopiero po interwencji u ordynatora zaczęły się zajmować moim dzieckiem. Warunki w szpitalu - WC, prysznice - też tragedia, ale ponoć i tak lepiej niż na "Starym szpitalu".
|
|||||||||||||||||||||
|
Ostatnio edytowane przez divalia : 24-02-09 o 17:30.
|
||||||||||||||||||||||
|
Dodane przez
szalonakisia_1
w dniu
28-05-10, 19:28
|
||||||||||||||||||||||
|
Ja rodziłam w szpitalu w 2009 roku. Byłam zadowolona z personelu i ogólnie z wszystkiego. Jedna lekarka ginekolog połoznik, nie znam nazwiska była dla mnie nie miła, darła się na mnie i wogóle, dobrze, że w ciągu godziny urodziłam, bo bym dłuzej z nią nie wytrzymała. Miałam bardzo miłą połozna , która dużo mi pomogła. Wczesniej byłam na patologi 3 dni i było ok, pielegniarki, połozne miłe i uprzejme.
|
|||||||||||||||||||||
|
Dodane przez
efunian82
w dniu
28-07-10, 09:24
|
||||||||||||||||||||||
|
Położne- w zależności od zmiany :/ podobnie jak pielęgniarki z noworodków- tym to akurat miałam bardzo dużo do zarzucenia. Dobrze radzę pilnować swoich maleństw! Dopakują glukozą żeby nie płakały a potem z fochem że pani źle do piersi przystawia. Lekarze-rutyniarze, dobro pacjenta mają w nosie. "Najwspanialsza" pani ginekolog-połoznik której krótkiego nazwiska nie wymienię dla "nie swoich" pacjentek jest niemiła...
Na szczeście podczas porodu miałam wspaniałą położną p. Agnieszkę, która pomogła mi jak żaden lekarz a nawet mąż ;) miło też wspominam kilka położnych z oddziału :) WIZYTY -żenada, szczególnie podczas wietrzenia fartucha przez ordynatora. Jedzenie- jak wszędzie, ale na pewno niezbyt wskazane dla karmiących mam, o ilości nie wspomnę... |
|||||||||||||||||||||
![]() |
|
| Narzędzia recenzji | |
| Wygląd | |
|
|