|
|||||||
| Komunikaty |
![]() |
|
|
LinkBack | Narzędzia recenzji | Wygląd |
Szpital Ginekologiczno-Położniczy „INFLANCKA” |
||||||||||||||
|
||||||||||||||
|
|
||||||||||||||
|
Dodane przez
mrs_szaya
w dniu
08-02-08, 13:07
|
||||||||||||||||||||||
|
Mój pierwszy poród 21.kwietnia 2001r
ZALETY: chyba żadne WADY Patologia: -łazienki w kiepskim stanie -łóżka niewygodne -ciasne sale -olewczy stosunek pielegniarek Porodowka: - ciasne sale -duchota okropna - w sumie to j.w. Moj pierwszy porod opoznial sie w czasie pod koniec 41 tygodnia przy kolejnej kontroli z IMiDZ na Kasprzaka powiedziano mi ze mam rozwarcie na 1 palec (mimo ze zadnych objawow ja sama nie czulam) wiec rodze i mam sobie wybrac szpital gdzie mnie zawiozą bo u nich miejsca nie ma Wybralam Inflancką, nie mialam o tym szpitalu pojecia ale drugim wyborem byla Żelazna a tam nie chcialam rodzic. Zawiezli mnie na Inflancką (Moja siostra z wielką torbą tłukła sie niestety autobusem) Zostalam przyjeta na porodowke gdzie musialam wlezc schodami a to 2 czy 3 pieterko było Na porodowce podlaczyli mnie do KTG i tak lezalam z pół dnia, bo skurcze jakies tam byly ale sie zmyły wiec tuż po obiedzie (a bylam kompletnie naczczo) zeszlam pietro nizej na patologie, oczywiscie torbe targalam sama i na obiad przybylam 5 min za pozno wiec sie nie zalapalam. Po jakims czasie odnalazlam sie z siostrą wiec jakies jedzenie mi kupila bylam na patologii tydzien. kiepsko pamietam caly ten czas bo jak wiadomo tam kazdy dzien wyglada tak samo i dluzy sie w nieskonczonosc 12 dnia po terminie lekarze powiedzieli ze jak sienie stanie nic to nastepnego dnia wywołują do wieczora byl u mnie chlopak (ówczesny ) ze swoimi rodzicamio 19 sie zebrali do domu a mi o 19.15 zaczely sie skurcze poczatkowo myslalam ze jak zwykle zoladek mnie boli i rozwiazywalam krzyzowki ![]() dopiero kobitki z sali powiedzialy zebym poszla bo pewnie rodze a ja tu gupia krzyzowki rozwiazuje No wiec zbadano zatwierdzono i poszlam znowu na gore (oczywiscie targajac torbe) w miedzy czasie probowalam dodzwonic sie do chlopaka ale niestety komorki nie posiadal a zanim dotarl do swojego Pruszkowa to troche trwalo ![]() Na porodowce kilka razy bylam badana tak "delikatnie" ze chyba rzeźnik jest delikatniejszy byl pozny wieczor, nikogo na porodowce rodzilam na sali ogolnej (Dodam wazna informacje, mialam 17 lat) byly stare metalowe plaskiełóżka wygladalo to okropnie mimo ze bylam sama chlopaka (jak juz dotarł) nie wpuszczono na poczatku wypuscili mnie na korytarz i pozwolili chodzic po "pokoju wypisowym" (taka większa salka gdzie byly wypisy zbiorowe i przy okazji tego pogadanka z lekarzem, byly fotele stol przewijak i zlew) i moglam pojsc do lazienki chodzilam wkolko po tych kilku metrach kwadratowych i probowalam oddychac jak mnie uczono na szkole rodzenia, ale wyszlo na to ze to moj facet oddychal patrzac na zegarek a ja powiedzialam ze mam gdzies to liczenie i niech se sam oddycha bo mnie BOLI!! po jakims czasie mnie znowu zbadali rozwarcie szło słabo i wody tez nie odeszly wiec ostalam zastrzyk z czegos tam domiesniowo co mialo przyspieszyc rozwieranie szyjki bolalo jak cholera i wywolalo nudnosci nawet nie macie pojecia jaka przyjemnosc i satysfakcje przynioslo mi zwymiotowanie IM do zlewu. Mialam takie mile uczucie jakbym obrzygala tego lekarza i wszystkie siostrzyczki co takie milutkie byly dla mnie Potem znowu badanie i stwierdzili ze sie ruszylo wiec zostaje na lozku przebili mi pecherz i juz nie pozwolili sie ruszyc i zostalam sama gdyz siostrzyczki wrocily do picia kawki i ogladania TV ![]() ![]() mialam okropne bole krzyzowe z powodu tylozgiecia macicy zwijalam sie i jęczałam ale oczywiscie nie bylo reakcji, raz tylko przyszla i jak powiedzialam ze juz nie moge bo chce przec to powiedziala ze przec mi nie wolno jeszcze i żebym tak nie halasowala bo tu caly oddzial obudze a pozatym "jak sie chcialo to sie ma" i ze napewno nie boli az tak bardzo !!!!! jak poszla po kilku chwilach stwierdzilam ze mam dosc i zaczelam "popierac" i ja zawolalam z wielkim niesmakiem zawolala lkekarza zeby zbadal i sie okazalo ze "juz" przec moglam leżąc na plasko bolalo jak cholera nie bylo jak sie zaprzec Małemu urodzila sie glowka a dalej wyjsc nie chciał no wiec madry pan doktor zaczal mi naciskac na brzuch dwoma przedramionami i popreostu chcial malego ze mnie "wycisnąć" dlugo sie tak męczyłam az wkoncu zlamali malemu obojczyk zeby go wyciagnac mial okropnie ciną główke i cale białka oczu przekrwione w 100% byl okrpnie wymeczony jak sie okazalo ważył 4200 i jak go siostrzyczka przyniosla to w oczach widzialam ze glupio jej bylo ale nic nie powiedziala tylko " nooo rzeczywiscie duzy chlopak" byla 3 w nocy wiec ogolnie bylam intruzem na oddziale przeszkodzilam siostrzyczkom w kawce i ploteczkahc do tego mój wiek napewno mial swoj udzial w ich stosunku do mnie bylam wymeczona i "porwana" bo za malo mnie nacieli rano kazano mi isc do lazienki mimo ze nie bylam w stanie nawet usiasc bo mdlalam i tracilam oddech z wysiłku ale uznano ze przesadzam i panikuje i mam isc i koniec dobrze ze akurat przyjechal moj chlopak wiec pomogl mi dojsc do lazienki i sie umyc ochody byly pobieżne na zasadzie "jak tam co tam dowidzenia" dobrze ze bylam dosc swiadoma jak sie dzieckiem zająć (mialam 2 male siostrzenice) wiec jeszcze pomagalam kobitce jej dzieciaczka przewinac ;) 3go dnia wyszlam i tak skonczyl siemoj koszmar wtedy jak ktos pytal mnie "jak było" mówiłam ze nigdy wiecej dzieci za zadne pieniadze i skarby swiata nie dam sie na to namowic cdn ![]() |
|||||||||||||||||||||
|
Dodane przez
mrs_szaya
w dniu
08-02-08, 13:47
|
||||||||||||||||||||||
|
CD
![]() no ale cóż dałąm sie namówić poraz drugi ![]() ZALETY: -bylam w stanie uzyskac wszelkie informacje ktore mnie interesowaly -moglam liczyc na lekarzy na patologii i na polozne na porodowce i na lekarza - wspanialy i zyczliwy facet , szkoda ze nazwiska nie pamietam Znowu zaczelam przygode od patologii , w dniu terminu maly przestal sie ruszac i okazalo sie ze spada mu tętno chcieli mnie przyjąć odrazu (a bylam wieczorem, bo caly dzien obserwowalam brzuch) ale sie wymigalam ze przyjade rano bo ta noc i tak nic nie zmieni lekarz w izbie przyjec byl naprawde wporzadku rzetelny i widzialam ze nie olewa sprawy i zalezalo mu zeby mnie przyjąć przyjechalam rano i tu pierwsza WADA dopiero ok 15 dostalam miejsce w sali bylismy z mężem glodni zmeczeni i wogole coraz bardziej źli. tym razem tez nie zalapalam sie na obiadek ale M przywiozl chinczyka ![]() 3x dziennie mialam KTG choc czesto musialam sie o nie sama upominac obchód to byla czysta teoria, raz mnie nawet na wieczornym nie bylo bo sie z mężem zagadalam na dolnym hall'u i nikt sie tym zbytnio nie przejął Mąż mógł siedziec u mnie do 22nikt sie nie czepial, raz sie siostra pytala czemu tak, i czy juz nie za pozno ale powiedzialam ze Mąz pracuje od rana do 19 i tylko o tej porze moze mnie odwiedzic i juz nie bylo problemow Skurcze mialam przepiekne i ciagle mi wmawiano ze chyba rodze i ze to nie mozliwe ze nie mam bóli bo skurcze są jak w srodku porodu ![]() na 7dmy dzien po terminie bylo ustalone wywołanie oksytocyną Poszlam rano, dostalam kilka kroplowek, do 14 bylam na oksytocynie skurcze byly silne ale o dziwo dalam sobie super rade mimo ze byla to sala ogolna i srodek dnia dogadalam sie jakos z poloznymi i mąż mógłbyc ze mną zastawiono nas parawanem i siedzielismy. Był srodek pieknego slonecznego dnia wiec o wiele inaczej mi sie rodizlo Z poloznymi zlapalam jakas nic porozumienia bo zauwazyly ze wiem dokladnie co sie dzieje nie panikuję nie marudzę rozumiem co do mnie mówią i czemu robią tak a nie inaczej dzieki temu naprawde traktowaly mnie równo (mimo ze jedna z nich towarzyszyla mi przy pierwszym porodzie )bylam sama na sali wiec to tez dawalo komfort Potem przyszedl lekarz zbadal mnie i powiedzial ze oksytocynka dziala bo sie ladnie rozkreca wiec musze wybierac albo rodze albo wracam na ogórkową ![]() (o ktorej od poczatku zartowalam ze wkoncu sie doczekalam w menu ogorkowej a tu mi porod zaplanowali) Posmialismy sie a ja poprosilam o rade z mężem czy wybrac porod rodiznny czy znieczulenie, gdyz nie stac mnie bylo na obie te przyjemnoscilekarz szczerze zyczliwie usiadl przy nas i powiedizal ze jesli ma mnie boleć to po co mi mąż, ktory tego bólu nie zabierze, lepiej byc wypoczętą i zeby mniej bolało i posluchalam go i nie zaluje Po tym badaniu poszlam juz na porodowke (czyli na druga czesc tej sali) siostry z zartem powiedzialy ze pierwsza jestem to moge sobie lozko wybrac ![]() (wybralam to co w tedy ) z ta róznicą że teraz łóżka sa nowoczesne, z regulacją oparcia i w trakcie porodu "przeksztalca" sie dolną czesc tak ze mozna rodzic kilka skurczow musialam przetrwac na leząco ale bylo i tak ok bo miaalm krotkie skurcze i dlugie przerwy miedzy nimi skurczów było 7 (nie zapomne do konca zycia chyba) potem przyszedl anestezjolog i w 2 min zalozyl znieczulenie odrazu zrobilo sie cieplutko i milutko i mialam ochote isc spac ;) posluchal tez mnie ze jestem odporna na leki przeciwbolowe i odrazu dal wiekszą dawke ktora miala starczyc na 2h ;) ale starczyla na 45 min bo potem zaczelam czuc parte bóle , co zdziwilo lekarza ze mimo znieczulenia czuje je od samego poczatku i to dosc silnie Siostra zdazyla mnie zbadac po czym wrzasnela po salową ze nam sie kawaler spieszy i juz 10cm jest a przed chwila 5cm bylo , troche sie nawet posmialam z nimi między bólami salowa przemajstrowala wyrko na porodowe i w 3 skurcze bylo po wszystkim zabrano go tylko by zbadac i pokaza tacie i za 3 min mialam go na brzuchu Lekarz w trakcie poinformowalam ze przy pierwszym porodzie za malo mnie nacieto a dziecko mialo 4200 i teraz tez wychodzilo z usg ze ok 3900 wiec zapobiegawczo mnie nacieli, ale minimalnie (potem sie okazalo ze dalo by rade bez - ale doceniam ze mnie posłuchali) Potem odrazu dostalam malego i mnie zszywano z malym na brzuchu moglam go odrazu nakarmic bo lozko bylo w pozycji "półleżącej" dopiero jak mnie zszyto wzieli malego zeby go ubrac a ja przeszlam na sale przedporodową zeby odleżeć przepisowy czas z reguly odbywa sie to na porodowce ale w miedzy czasiezrobilsie tam prawdziwy tłum ledwo zeszlam a w minute nastepna kobieta juz tam lezala zastawiono nas na sali, wpuszczono męża, i przygaszono swiatło było naprawde przytulnie i dobrze a ja bylam wypoczęta i chetna zeby urodzic za te wszystkie kobitki ktore sie męczyły potem przewieziono mnie na sale Salą okazał sie dawny sala odwiedzin(w ktorej poprzednio sie tak męczyłam), byla to sala 4x wieksza od pozostalych sal, miala tylko 4 lozka a jedno pozostalo puste było duzo miejsca duze okno i trafilo mi sie naprawde super tym razem sala wydawala mi sie wilelka i wspaniala (za to przy pierwszym porodzie wydawala sie klitką... jak to stres wplywa na pojmowanie rzeczywistosci) Odrazu zabralam manatki i poszlam sie wykapac co przy pierwszym porodzie bylo niewykonalne moja mama nie mogla uwierzyc, ze tak poprostu wstalam i poszlam sie umyc SAMA !! byłam wypoczęta i zrelaksowana... dzięki znieczuleniu Przychodzila przemila pani od laktacji i uczyla nas karmic i wogole nam pomagala pielegniarki w kazdej chwili poratowaly jakims proszkiem przeciwbolowym albo radą i bez wyrzutów moglam liczyc na dokarmienie małego zeby pospal troszke dluzej niz 20 minut. Ten porod wspominam wprost rewelacyjnie Moglabym urodzic jeszcze troje zaraz po Xawku juz po 36h bylam gotowa do wyjscia i mialam wypis w ręku tylko musielismy czekac do 48godzin zeby pobrano krew z pietki na fenyloketonurie a potem odrazu zwialismy do domku po porodzie moglam tez liczyc na poradnie laktacyjną bylismy kilka razy kobietka tam byla przemilai naprawde pomocna teraz rodzila tam moja kolezanka i podobno i rodzinny porod i znieczulenie są bezplatne szkoda ze ja sie nie zalapalam ale i tak bylo dobrze |
|||||||||||||||||||||
|
Dodane przez
kasia80
w dniu
09-02-08, 12:54
|
||||||||||||||||||||||
|
A więc tak mój pierwszy poród w 2004 roku odbył się na Inflanckiej bo na Kasprzaka kazali czekac do nastepnego dnia popołudniu:)
Ogólnie poród wspominam sympatycznie miałam chyba najlepsża opiekę bez płacenia:) Skurcze zaczeły się na nocnej zmianie wiec wylądowałam w pokoju obok porodówki(na porodówce leżała już Pani która bardzo krzyczała)Podłączono mnie pod KTG i położna poszła do swojej kanciapki:)Była b. nie przyjemna jak poprosiłąm o coś rozkurczowego ale nei nospe bo nie dizłą na mnie to po złości mi ja podała dopiero za drugi posdnaiem leku rozkurczowego dał mi cos innego.Do rano do czekałam:)Przed 8 rano przylazł młody facet w kitelku i od razzu sie mna zaintyeresiował co 15 minz zegarkiem w ręku temperatura, puls, tętno dziecka:)Potem zjawiła się połozna i też najpierw mnie jak sie czuje potem w karte i kazął chodzic na piłce siedziec w czym pomagał owy faet który późnie jsie okazał studentem:) póxniej zaczełą sie koncow akcja i o 11:20 urodziłą się Alicja:)Odrazu pediatra ja zabrał na ważenie a mnie konczyli "obsługiwac".W trakcje przyszła pediatra że małą ma 10/10 zdrowa i zaraz sie tu zjawi:)Co do wyzyieni ato nie iem zabardzo bo jak w sobote to w niedziele byłąm juz w domu:)Wiec ogólnie wspominam dobrze poród |
|||||||||||||||||||||
|
Dodane przez
ulla32
w dniu
17-05-08, 09:39
|
||||||||||||||||||||||
|
Przede wszystkim chcę podziękować. Doktorowi Maciejowi Ruszkowskiemu-za ciepło i anielską cierpliwość, zespołowi sali operacyjnej, który 18 kwietnia zadbał o mnie w czasie operacji-szczególnie Paniom anastezjolożkom- za słowa otuchy i troskę. Szczególnie mocno dziękuję Pani Bogusi Rutkowskiej, która na sali pooperacyjnej robiła wszystko, żebym czuła się bezpiecznie i komfortowo. Jej troska i sposób niesienia pomocy wykracza daleko poza zimny profesjonalizm. Pani Bogusiu, 18 kwietnia2008 będzie dla mnie dniem wyjątkowym, dzięki Pani wsparciu. DZIĘKUJĘ! Wszystkim Paniom pielęgniarkom, które po porodzie otoczyły mnie opieką, dzieląc się przydatną wiedzą. Jesteście kochane, to Wy tworzycie ten oddział. A na koniec- dziewczynom, z którymi dzieliłam salę- powodzenia, mamusie, było nam przez tych kilka dni raźniej razem.
|
|||||||||||||||||||||
|
Dodane przez
anczer
w dniu
12-05-09, 13:18
|
||||||||||||||||||||||
|
Zalety:
- sale do porodow rodzinnych - znieczulenie za darmo - swietne polozne - pani Malgosia od laktacji Wady: - ciasno na poporodowym (ale bylam w trakcie remontu) - strasznie duzy ruch, przez co ciezko liczyc np na rozmowe z lekarzem - rutynowo nacinaja Wiecej: Rodzilam na Inflanckiej w czasie remontu, przez co wszystkie porody odbywaly sie na bloku porodowym A. Fajne sale do porodow rodzinnych, ja trafilam akurat do takiej z prysznicem. Trafila mi sie swietna polozna, niestety nie pamietam nazwiska... Nic mi nie narzucala, chociaz zaproponowala pare rzeczy, np pilke, kolo porodowe, powiedziala mezowi, jak mnie masowac. Mi najlepiej bylo pod prysznicem i w efekcie siedzialam tam przez caly czas najsilniejszych skurczow, a ona prawie wchodzila pod prysznic, zeby mnie zbadac. Na koniec trafilam na fotel porodowy w innym pomieszczeniu. Poczatkowo nie wpuszczono tam meza, ale prawde mowiac i tak nie mialabym na to na tym etapie ochoty :) Na sama koncowke zostal zawolany. Pod koniec podlaczono mi oksytocyne, ale jak spytalam, po co, to mi wyjasnily i powiedzialy, ze moge sie nie zgodzic. Ostatecznie zgodzilam sie, bo z coreczka nie wszystko bylo ok i podobno lepiej bylo przyspieszyc akcje. Z tego samego powodu nie mam pretensji o naciecie, ale fakt faktem, ze nikt nie spytal mnie o zdanie. Na poporodowym juz nie bylo tak dobrze, straszny tlok, niezbyt mila pani pediatra... Co nie znaczy, ze nie zajma sie dzieckiem, czy nie dopilnuja jego zdrowia albo zdrowia mamy. Da sie przezyc, zwlaszcza ze wzgledu na cuodwna pania Malgosie od laktacji - dla samej tej kobiety warto rodzic na Inflanckiej. Ogolnie jestem zadowolona. |
|||||||||||||||||||||
|
Dodane przez
kiki13
w dniu
03-06-09, 16:34
|
||||||||||||||||||||||
|
Witam, na Inflanckie rodziłam w kwietniu 2009 r. trafiłam na blok porodowy "A" do sali z prysznicem. Jestem bardzo zadowolona z położnej miała na imię Kasia młoda bardzo sympatyczna dziewczyna, która była przy mnie cały czas, proponowała różne metody złagodzenia bólu jednak mi najlepiej było na piłce, pokazała mężowi jak ma mi pomagać przy skurczu, jak za mna ma oddychać jak mnie masować itp. Szpitalowi należy sie pochwała za to że daja darmowe znieczulenie no i co do zalet to chyba by było wszystko. Kiedy trafiłam na poporodowy to byłam troche zawiedziona. Sale ciasne i duszne, ja leżałam w sali cztero osobowej, łazienka na poporodowym fatalna, Panie od laktacji to różnie bo ja trfiłam na taka jedną że szkoda gadać, a i jeszcze jedno młode mamy jak wychodzicie ze szpitala to przyjżyjcie sie waszemu dziecku czy nie ma żółtaczki bo mi powiedzieli że wszystko jest ok a jak po tem sie okazało to moja córeczka miała żołtaczke i to taką pożądną wyglądała jak by się soczków marchwiowych opiła.
|
|||||||||||||||||||||
|
Dodane przez
melanka2
w dniu
27-07-09, 08:52
|
||||||||||||||||||||||
|
Nie rodziłam na Inflanckiej, ale zadzwoniłam aby czegoś się dowiedzieć i umówić (miałam mieć cc planowane). Zostałam tak niemile potrakowana na tej całej infolinii że zrezygnowałam z Inflanckiej! Jak tam wszyscy tacy mili to dziękuję bardzo!
|
|||||||||||||||||||||
|
Dodane przez
kooolka
w dniu
18-08-09, 23:22
|
||||||||||||||||||||||
|
Witam serdecznie, ja również rodziłam na Inflanckiej - w lipcu tego roku. Moja ocena tego Szpitala jest średnia. Rodziłam na "prywatnym" Bloku A /jak przedmówczyni/ i tam warunki były doskonałe - w cenie 600 zł. /lub 500 dla tych z kartą/ zawierała się profesjonalna, oddana obsługa położnicza, co jest oczywiście najważniejsze!!! oraz b. wysoki standard. sal - duże wygodne łóżko, wanna, umywalka, duży fotel z podnóżkiem dla zmęczonego męża, worek sake oraz piłka do ćwiczeń. W kwestii kiompetencji lekarzy - ja niestety przezyłam tam dwie zmiany i w drugiej części pobytu towarzyszyła mi nie lekarz lecz Starsza Asystentka Lekarza - młoda kobietka, kt. nie za bardzo chciała pomóc w zakończeniu porodu /było b. ciężko
/... ogólnie zaglądając w wydruk ktg nie do końca chyba wiedziała o co chodzi... z nią trafiłam kiepsko bardzo... :/ po przejściu na II-gie piętro okazało się, że nie jest już tak fajnie. Również trafiłam do sali 4 osobowej -sala podzielona na dwie części - w jednej 2 osoby, w drugiej 4. Na tej sali koszmar - duszno na maksa, ciasno! Jeżeli chodzi o łazienkę - róznież nieciekawie - ogólnie do dyspozycji dwie łazienki - na całe piętro - jedna z dwoma kabinami wc i prysznicami, druga - 1 wc i jeden prysznic. Pomijając estetykę - o tyle źle, że to wc z 1 kabina znajduje się zaraz przy bloku przedporodowym = wiecznie biegające kobietki po lewatywie - czyli wiecznie delikatnie ujmując zajęty i "nieświerzy kibelek". ogólnie - dla rodzących na górze - cięzkie warunki - brak porodów rodzinnych mimo mylnej informacji na internecie... Mąż może towarzyszyć tylko na prywatnym bloku... W kwestii jedzenia - dziwna akcja - podawane wszystko do jedzenia - czy uczulające czy smażone - nie ma znaczenia - dla kobiet karmiących uwaga - zwracajcie uwagę na to, co dostajecie na talerzu i co zamierzacie zjeść - kuchnia nie interesuje się dietą mam karmiących... Reasumując - z porodem na Bloku A - super - polecam z czystym sumieniem, ponieważ resztę można przeżyć - dwie doby i domu - ale z porodem na górze - ja bym nie chciała... na sali przedporod. jest ok. 5-6 łóżek i tak patrzeć jak cierpią inne kobietki i razem z nimi się "wyginać" w bólu to ja dziękuję... Wolę powalczyć wspierając się ramieniem męża w sali 1 osobowej... pozdrawiam i wszystkim rodzącym dziewczynom życzę powodzenia |
|||||||||||||||||||||
|
Dodane przez
myszekr2
w dniu
18-09-09, 17:14
|
||||||||||||||||||||||
|
Trafiłam do tego szpitala z bólami w dole brzucha i skurczami nieregularnymi w 37tc. przewieziona z powodu braku miejsc w szpitalu na Madalińskiego. Na izbie przyjęć panie wydawały się początkowo miłe, miałam podczas badania zrobiony masaż szyjki macicy (bolało bardzo) zadając mi tym dodatkowe cierpienie oczywiście nie pytając nawet czy się zgadzam, z resztą na oddziale też wydawało się miło. Zebrano niedbale i nie dokładnie informacje o poprzednich porodach, nie zaznaczono też że jestem po poronieniu. Na oddziale robiono niewiele/nic żeby zatrzymać skurcze, czy cokolwiek. Nie podawano żadnych leków, nie robiono badań typu krew, mocz... Tylko KTG na którym pisały się raz bardziej raz mniej regularne skurcze. Raz zrobiono USG z którego też nie wiele wynikało. Po dwóch dniach ból zaczął się nasilać i schodził już czop śluzowy z smugami krwi. Tego dnia na obchód przyszedł pan dyrektor i stwierdził że przecież nic się nie dzieje i mam się zbierać do domu. Z bolącym brzuchem, momentami tak mocno że musiałam przystawać na ulicy lub przyjmować "dziwne" pozycje dotarłam do domu. W karcie wypisowej mam tylko wpis o skurczach przepowiadających nic nie napisano o bólach utrzymujących się i nasilających przy chodzeniu, nie ma też wpisu o odejściu czopu. Oczywiście uśmiechnięty pan doktor wręczając mi wypis zapraszał do tego szpitala jak tylko zacznę rodzić. Kiedy usłyszał że poszukam innego szpitala bo tu mi za daleko i nie jestem zadowolona z opieki zmienił minę diametralnie był zły, oburzony że w ogóle śmiałam powiedzieć coś takiego. Szczerze mówiąc boję się i nie wiem co mam robić w tej sytuacji. Boję się tam wrócić i nie wiem co zrobię jeśli w nagłej sytuacji pogotowie właśnie tam będzie chciało mnie zawieźć.
|
|||||||||||||||||||||
![]() |
|
| Narzędzia recenzji | |
| Wygląd | |
|
|