|
|||||||
| Komunikaty |
![]() |
|
|
LinkBack | Narzędzia recenzji | Wygląd |
|
Dodane przez
anetamariusz
w dniu
11-05-11, 16:22
|
||||||||||||||||||||||
|
Witam Was Sz. Panie,
Jestem w 40 tc. Zameldowana jestem w Gdyni, ale pomieszkujemy latem w domu w Pucku. W Pucku rodziłam w 2006 roku synka. Chcę podzielić się z Wami moimi obawami przed moim drugim porodem. Szukałam opinii na temat Pucka ponieważ ja przeżyłam tam horror. Co prawda po 12 godzinach wymiotów, kąpieli w wannie i bólach krzyżowych, mój poród zakończył się cesarką. Zakończył się ratowaniem dziecka -czułam, że jest źle z dzieckiem, jednak nikt nie chciał słuchać osób mi towarzyszących, ja byłam praktycznie nieprzytomna. Ojciec dziecka telefonował nawet po karetkę do Wejherowa. Po opiniach widzę, że nic się nie zmieniło w związku z tym gdy nadejdzie moment porodu jadę do Wejherowa. Chcę, żebyście wiedzaiły, że nawet położne i lekarze ginekolodzy z Gdyni odradzają Puck. Wychwalane jest Wejherowo. Więc podjęłam dezycję - będę tam rodzić. Nie chcę się specjalnie rozczulać bo od porodu w Pucku minęło 5 lat, ale dodam, że wówczas na dyżurze nie było Dr. Przybosia - był lekarz z Gdańska i wiem, ze to On podjął decyzję o cesarce - inaczej mój synek mógł umrzeć. Niestety wypisali mnie po 2 dniach chociaż nie mogłam chodzić a dziecko miało żółtaczkę. Następnego dnia ze skierowaniem z przychodni wylądowałam na oddziale dziecięcym w Pucku a mnie wpisali na ginekologię - miałam zapalenie po cesarce i 40 st. gorączki, nie wiedzieli co mi jest przez 3 tygodnie. Podawali leki dożylnie i tłumaczyli żeby karmić piersią chociaż nie miałam pokarmu. Mały spadł z wagi z 3400 do 2500. I ponieważ nie jadł - to nie wypłukiwała się z jego organizmu tzw. bilirubina. Ja miałam depresję i schudłam 25 kg, chociaz w ciązy przytyłam 15. Na oddziale dziecięcym w Pucku jest naprawdę profesjonalny personel, niestety nie mogę tego powiedzieć o oddziale położniczym. Boję się panicznie drugiego porodu, chociaż całą ciążę czułam się świetnie i do samego końca pracowałam zawodowo. Mam już skurcze i bóle, więc myślę, że na dniach pojawi się na świecie mój drugi synek. 3mam kciuki za wszystkie mamuśki. I WY 3majcie za mnie. Dam znać jak mi poszło w Wejherowie. Pozdrawiam |
|||||||||||||||||||||
|
Dodane przez
ewcia,matka
w dniu
14-05-11, 20:06
|
|||||||||||||||||||||||
|
Cytat:
![]() |
||||||||||||||||||||||
|
Dodane przez
badziowa
w dniu
09-08-11, 20:29
|
||||||||||||||||||||||
|
Witam. Rodziłam 29.07.2011 r. w Pucku. Nie chciałabym rodzić w innym szpitalu. Szpital ogólnie nie robi wrażenia. Sale małe ale czyste. Miałam cesarskie cięcie. Bardzo szybko podjęta decyzja a jeszcze szybciej byłam na sali operacyjnej gdzie spotkałam mase ludzi czekających na wyciągnięcie synka z mojego brzucha. Po porodzie zostałam przeniesiona do sali, po godzince dostałam moje maleństwo do nakarmienia i od tej pory już się z nim nie rozstawałam. Co pół godziny przychodziła do mnie położna mierzyła ciśnienie, zmieniała kroplówki i wymieniała podkłady. 6 godzin później kazali mi wstać i to było najgorsze w tym wszystkim.Niestety nie było żadnego wyciągu aby się podciągnąć jedynie pomocna dłoń położnej. Ale jakoś dałam rady.
Ogólnie szpital ma małe sale, nie przystosowane dla kobiet po CC. Także ubikacja nie jest przystosowana. Ale opieka położnych jak i lekarzy rekompensuje wszystko. Gorąco polecam szpital położniczy w Pucku. Fachowa opieka i ogromna pomoc ze strony położnych i super opieka nad dzieckiem. Zawsze z chęcią pomogą. |
|||||||||||||||||||||
|
Dodane przez
bozena_gora
w dniu
22-11-11, 13:21
|
||||||||||||||||||||||
|
Nagrody i wyróżnienia szpitala są tylko na papierze w rzeczywistości szpital nie ma nic wspólnego ani z tytułem Szpital przyjazny dziecku ani Rodzić po ludzku.
Wszystko jest OK w przypadku kobiet "stworzonych" do rodzenia i bez komlikacji. Problem zaczyna się w momencie, gdy nie ma postępu porodu i rodząca nie kwalifikuje się do rodzenia siłami natury. Kilkanaście godzin męczyłam się z bólami krzyżowymi, doprowadzona do wyczerpania organizmu i prawie omdlenia, po kilku interwencjach u lekarza przez mojego męża, ktoś w końcu się mną zainteresował. Sytuacja była tak poważna, że w przeciągu minuty podjęto decyzję o cesarskim cięciu. Dziecko urodziło się z zapaleniem płuc, drżeniem górnych i dolnych kończyń, sinieniem wokół ust. Spędziłam 10 dni w szpitalu, widziałam zbyt wiele nieprawidłości, niepotrzebnych męczarni rodzących i wzywaniem karetek dla zagrożonych życiem noworodków. Decyzja o wyborze szpitala należy do Was, przyszłych matek. Życie i zdrowie naszych dzieci jest najważniejsze. Zanim traficie do szpitala sprawdźcie opinie, aby nie było rozczarowania, tak jak w moim przypadku, szpitalem w Pucku. Nie polecam szpitala w Pucku! Nigdy nie zdecyduję się na hospitalizację i leczenie w tym szpitalu! |
|||||||||||||||||||||
|
Ostatnio edytowane przez bozena_gora : 22-11-11 o 13:23.
|
||||||||||||||||||||||
|
Dodane przez
Mamuśka37
w dniu
24-11-11, 10:59
|
||||||||||||||||||||||
|
Współczuję wszystkim mateczką które musiały rodzić w Pucku. Szok!!! Ja miałam szczęście rodzić w USA w cywilizowanym kraju gdzie naprawdę rodziłam po ludzku. Opieka położnych i pielęgniarek jest naprawdę niesamowita. Wszystkie się interesowały i ciągle pytały jak się czuję, jak mi pomóc. Rodziłam dwa razy i dwa razy miałam problem z karmieniem piersią, mam wklęsłe brodawki do tego nie miałam pokarmu. Bardzo chciałam karmić piersią a że nie byłam w stenie to wpadłam w rozpacz i ciągle płakałam przy kolejnych nie udanych próbach. Pielęgniarki przychodziły do mnie aby mnie pocieszać, tłumaczyły że są mamy które niestety nie mogą karmić dzieci i że przynajmniej próbuję. Nadal byłam zdołowana więc przysłali do mnie panią specjalistkę od laktacji, panią psycholog. Niestety przy dwójce dzieci karmiłam je sztucznym mleczkiem. Ale dzięki tym paniom podbudowałam się psychicznie. Nie było problemu z podaniem dziecku mleczka w nocy, pielęgniarki dały mi kilka buteleczek mleczka do dyspozycji. Ile potrzebowałam tyle brałam, jeśli dziecko potrzebowało więcej bez problemu panie donosiły mi więcej.
Teraz mieszkam w Polsce i cieszę się że nie rodziłam tutaj w Pucku. Ale byłam w Pucku w szpitalu dwa razy na pogotowiu z synkiem. Synek miał zapalenie krtani "Krup" i wtedy się dusi, musi od razu dostać zastrzyk. Kiedy podjechaliśmy na pogotowie o 2 w nocy panie pielęgniarki kazały nam czekać. Dziecko się dusi a my czekamy na panią doktor bo ona śpi. Nie wiem czy bały się ją obudzić czy co?? Dopiero mój mąż wpadł w szał, zaczął je tam wszystkie wymyślać to dopiero wtedy pojawiła się zaspana pani doktor. Nie do pojęcia. Ja też naprawdę na dzień dzisiejszy nie polecam tego szpitala. Może za 100 lat kiedy zmieni się mentalność i kiedy ten stary szpital wyburzą i wybudują normalny, czysty nowy szpital. Pozdrawiam. |
|||||||||||||||||||||
![]() |
|
| Narzędzia recenzji | |
| Wygląd | |
|
|