Buntowanie się roczniaka - Ciąża, poród, wychowanie - serwis dla rodziców Parenting.pl

Wróć   Ciąża, poród, wychowanie - serwis dla rodziców Parenting.pl > Eksperci > Psycholog
Zarejestruj się Kalendarz Na żywo! Szukaj Dzisiejsze posty Oznacz fora jako przeczytane

Komunikaty

Psycholog (jak rozmawiać z dzieckiem? jak je zrozumieć?)

Joanna Kruszyńska- Buryta Image

Psycholog, socjoterapeutka. Prywatnie mama dwójki dzieci. Mieszka i pracuje w Warszawie.

Ukończyła wydział psychologii UJ w Krakowie i socjoterapii UW w Warszawie. oraz studium terapii rodzin w Krakowie. Obecnie w trakcie szkolenia z psychoterapii CBT.

Od lat współpracuje z niepubliczną szkołą podstawową pomagając i wspierając uczniów, ich rodziców i nauczycieli w pokonywaniu trudności szkolnych, społecznych i emocjonalnych oraz Stowarzyszeniem dla Rodzin na Pradze Północ gdzie konsultuje i prowadzi terapię rodzin i młodzieży w ramach projektów unijnych. Ponadto jako psychoterapeuta oferuje swoją pomoc dzieciom i ich rodzicom w Ośrodku Psychoterapii Mokotów Ośrodkiem Psychoterapii Mokotów , oraz Instytucie IPRO w Międzylesiu

UWAGA Urlop od 20.07 do 20.08

Zamknięty temat
 
LinkBack Narzędzia wątku Wygląd
Stary 02-09-09, 20:54   #1 (permalink)
Spacerowicz
 
villanelle's Avatar
 
Silence is more musical than any song

Zarejestrowany: 6-10-2008
Miejscowość: Przeworsk
Posty: 618
Nastrój:
107 podziękowań w 91 postach
Wyślij wiadomość przez Gadu Gadu do villanelle
Domyślnie Buntowanie się roczniaka

Witam,

od pewnego czasu moja córeczka na wszystko co nie jest po jej myśli reaguje wybuchem płaczu, szlochania, czasami histerii, gdy nie reaguję, a przy tym zdarza się jej nawet kłaść na ziemi. Ostatnio przydażyło mi się to w parku, gdy spacerowałam z coreczką, ładnie szła za rączkę, czasami sama, ale nagle postanowiła, że lepiej jak ja ją poniosę na rękach. I wtedy się zaczęło, bo zaproponowałam jej wózek zamiast moich rąk. Zaczęła się wyginać, piszczeć, wymuszać płacz. Postawiłam ją na rękach przykucnęłam i próbowałam uspokoić albo odwrócić uwagę czymś interesującym tak jak robi to mój mąż, jednak na nic. Często złości się, gdy nie może czegoś wyciągnąć np. zabawka się zablokowała między nogą krzesła a stołu. Wtedy wrzeszczy i symuluje płacz, żeby babcia przyszła jej pomóc. My staramy się nie reagować w takich sytuacjach, ale nie wiem czy słusznie. Czy roczniaka można choć odrobinę nauczyć cierpliwości? Jak powinnam się zachować, gdy córeczka buntuje się w miejscu publicznym?

Druga kwestia: córeczka rzadko reaguje na słowa "nie wolno". Zawsze podnosi wzrok, ale nigdy nie kapituluje i dąży do celu. Próbowałam połączyć te słowa z gestem zabrania jej z miejsca, w którym psoci, gdy nie reaguje na kolejne upomnienia. Jak budować granice w takim przypadku?

Poza tym córeczka jest grzeczna, lubi naśladować nas w tym co jej przypadnie do gustu. Szybko uczy się rzeczy, które ją zaintrygują. Tylko w tych powyższych sytuacjach zmienia się nie do poznania.

Z góry dziękuję.
__________________
Mój blog: "Od kuchni..." || Lila || Flickr || gg: 690060 ||



villanelle is offline   Do góry
Podziękowania dla villanelle za ten post przesyłają:
malwi1313 (07-09-09)
Stary 06-09-09, 02:57   #2 (permalink)
Ekspert - psycholog
 

Zarejestrowany: 7-03-2008
Posty: 194
101 podziękowań w 89 postach
Domyślnie

Kochana Mamusiu Lilianny :)

Za każdym razem, kiedy pisze do mnie taka młoda Mama jak Pani, to serce skacze mi jak piłka :)
Z radości rzecz jasna :) Niewielu rodziców zastanawia się nad postępowaniem z rocznym maluchem. Większość czeka aż maluszek "zacznie więcej rozumieć"... Nie trzeba czekać :)
To wspaniały czas na naukę cierpliwości i wyznaczanie granic. Bardzo słusznie Pani postępuje nie ulegając kaprysom córeczki.
Z Pani opisu wnioskuję, iż córeczka jest bardzo bystrą, "wszędobylską" dziewczynką.
Jej zachowanie jest nieświadomą próbą podporzadkowania sobie otoczenia. W chwili gdy wymusza płaczem Państwa reakcje, należy badzo spokojnie pokazać jak wykonać daną czynność. Najlepiej nie wyręczać maluszka w jej wykonaniu, lecz wskazać sposób. Cierpliwości bądź "niecierpilwośći" dzieci uczą się od nas :)
Nie ma różnicy czy bunt odbywa się w domu czy w miejscu publicznym. Nasza reakcja powinna być taka sama i jednoznaczna, no może z tą tylko różnicą, że w miejscu publicznym chcąc uniknąć hałasu zadziałamy szybciej i drastyczniej. Tak więc, gdy Lilianna nie chce iść za rączkę, to po trzech upomnieniach i odchodzeniu z robieniem 'papa, mama idzie", bierzemy malutką do wózka i wychodzimy z parku. Kładzenie się na ziemi na pewno należy zignorować.
Co do braku reakcji na słowa "nie wolno"... Bardzo typowe zachowanie, które jest "sprawdzaniem" rodziców, jak daleko w danym przypadku można się posunąć. Najlepszym sposobem jest nawiązanie kontaktu wzrokowego (twarzą w twarz) i przytrzymanie mocno za ramionka. W ten sposób słowa "nie wolno" wyraźniej zostaną odebrane, a reakcja jako nieznosząca sprzeciwu. Zabieranie córeczki z miejsca "przewinienia" również jest bardzo dobrym sposobem :)
To nic innego jak budowanie granic.
Świetnie Pani postępuje :)
Zachęcam do zajrzenia w wątek pt.: "bunt trzylatka". Model postępowania jest ten sam :)

Samych radosnych chwil dla Was :)

Pozdrawiam Serdecznie!
A.Żurakowska

P.s. Urocza dziewczynka! Piękne zdjęcie :)
A.Zurakowska is offline   Do góry
2 użytkownicy(ków) dziękuje użytkownikowi A.Zurakowska za ten przydatny post:
malwi1313 (07-09-09), villanelle (06-09-09)
Stary 06-09-09, 21:49   #3 (permalink)
Spacerowicz
 
villanelle's Avatar
 
Silence is more musical than any song

Zarejestrowany: 6-10-2008
Miejscowość: Przeworsk
Posty: 618
Nastrój:
107 podziękowań w 91 postach
Wyślij wiadomość przez Gadu Gadu do villanelle
Domyślnie

Serdecznie dziękuję.

Z tym odchodzeniem i robieniem papa to będzie czasami problem, bo córka potrafi i mamie zrobić papa, choć z natury jest przylepką i wszędzie najlepiej jest jej na rękach rodziców.

Mam jeszcze pytanie. Wkładać do wózka mimo buntu? Bo w takich sytuacja z reguły wózek też staje się wrogiem Lilii. Wtedy i na ziemi i w wózku jest nie dobrze. Jakbym ją wzięła na ręce to byłaby w 7 niebie z tym, że ona noszenie rąk wykorzystuje do wskazywania tego co chce wziąć, osiągnąć lub do czego chce dość.
Ostatnio prawie za każdym razem zdarza się jej taki "popis" z płakanie bez łez, kładzeniem się na ziemi, puszczaniem rąk jak się ją chce przytrzymać i jakby wiotczeje wtedy cała, żeby jej jeszcze bardziej współczuć. Do tego jak już nie ma sił to jedziemy wózkiem na sygnale, bo Lila nie mając już ochoty płakać, ale nie mogąc osiągnąć celu robi tylko takie "aaaaaa".
Mąż był w szoku, jak zobaczył, co Lila wyprawia. Dzisiaj sytuacja znów się powtórzyła, wczoraj również. Problemem zaczyna być błoto :/ niestety...

I jeszcze jedna rzecz, czy mam odchodzić, gdy córeczka próbuje dokonać wymuszenia? Czytałam, że na 1-2m można odejść, czy mogę być obok niej bez żadnej reakcji na jej szlochy.

Mam jeszcze pytanie dotyczące nauki nocnikowania. Mąż postanowił uczyć córeczkę robienia kupki do nocnika. Wygląda to tak, że gdy mała przykuca i zaczyna postękiwać tak jak to zawyczaj czyni :) mąż pyta się jej bardzo pogodnym głosem "Lila, będziesz robić kupkę to choć na nocniczek?". Wcześniej było to bardzo skuteczne i sama byłam ogromnie zdziwiona, ponieważ wcześniej córeczka nawet nie chciała siadać na nocnik, a teraz zaczęła odbierać to jak jakąś atrakcję za sprawą podejścia taty (dodam, że tata skuteczniej umie ją czymkolwiek zainteresować niż ja). Później przez pewiem okres skojarzyła nawet, że jak chce się jej kupkę to niosła ze sobą nocnik do taty, ale... No właśnie miała biegunkę po żelazie i kilka razy się jej nie udało. Oczywiście były też razy, gdy nie dawała sygnałów, ale te kiedy dawała skończyły się po prostu wcześniejszym finiszem. Nie wiem czy był to główny powód zmniejszenia się jej zainteresowania siadaniem na nocnik, czy może powodem było ciągłe mówienie i nakłanianie babci, żeby siadała na nocnik i robiła siku i kupkę. Moja mama jest niereformowalna, więc nie pomogło upominanie, aby za często jej nie zachęcała, kiedy nie daje sygnału, ponieważ ją to zniechęci. Być może to to, a może właśnie ta biegunka - sama nie wiem. W każdym bądź razie moje pytanie brzmi czy dać narazie córeczce spokój, czy nadal pracować - zapewne od początku - nad nocnikowaniem tak jak to robił mój mąż.
Zdaję sobie sprawę, że każde dziecko trafi na swój czas przygody z nocnikiem, ale postęp, który zobaczyłam u Lilii po zachętach taty był efektem paru dni. Dlatego nie chcielibysmy tego teraz zaprzepaścić.

I druga sprawa, która mi się nasunęła przy tym nocnikowaniu. Czy do dziecka należy mówić non stop podczas zabawy? Szczerze to mamy problem, bo córeczka nie umie bawić się sama. Zawsze potrzebuje kompana, bo tak została przyzwyczajona. Wcześniej - nawet gdy prosiłam - żeby dziecko zostało chwilę samo, zawsze zjawiała się babcia albo dziadek. Córeczka jednak urosła, stała się problematyczna dla dziadków, którzy nie mają do niej sił i wszystko zostało nam rodzicom. Jak idę gotować obiad to Lila wisi mi na nodze albo psoci w kuchni przy szufladach. Nie da się jej choć na chwilę czymś zająć, żeby się pobawiłą sama. Uważam, że taka samodzielna zabawa jest ważna dla dziecka w każdym wieku, a nasza córeczka po prostu nie miała okazji się tego nauczyć. Czy da się to jakoś naprawić? Dodam, że mieszkamy z moją mamą, a więc teoretycznie jest z Lilą 24h. Teoretycznie tylko :) Poza tym córeczka staje się bardziej samodzielna w zabawie przy drugim dziecku np. byliśmy u rok starszego kuzyna i potrafiła długi czas przebywać sama w drugim pokoju u swojej cioci (czyli całkiem obcym miejscu) albo bawić się zabawkami kuzyna bez mamy i taty, którzy są niezbędni w domu :/
__________________
Mój blog: "Od kuchni..." || Lila || Flickr || gg: 690060 ||




Ostatnio edytowane przez villanelle : 06-09-09 o 22:27.
villanelle is offline   Do góry
Podziękowania dla villanelle za ten post przesyłają:
malwi1313 (07-09-09)
Parenting wspiera:
Stary 07-09-09, 01:43   #4 (permalink)
Ekspert - psycholog
 

Zarejestrowany: 7-03-2008
Posty: 194
101 podziękowań w 89 postach
Domyślnie

Witam Droga Mamo!
Najlepiej przeczekać napad i w fazie zmęczenia, kiedy mała nie ma już sił walczyć wsadzić ją do wózka. Wiem, że nie zawsze jest to możliwe... Tak naprawdę chodzi o to, żeby tak pokierować sytuacją, aby "postawić na swoim", bo to nie maluch rządzi, a my rodzice. W ekstrymalnych sytuacjach, gdy wiemy, że może nastąpić próba wymuszenia, można użyć fortelu i uprzedzić roszczenie wychodząc wcześniej niż dziecko z propozycją np.: "chodź wezme Cię teraz na rączki", "pozwolę Ci teraz na...".
Napad histerii jest wymuszeniem zmiany. Do tego aby odbył się teatrzyk potrzebna jest widownia. Jeśli "widzowie" przedstawienia oddalą się, to dla kogo występować? Tak, więc dobrze jest się oddalić. Po paru minutach braku reakcji, córeczka powinna się zmęczyć i zakończyć show.
Co do nocniczka... Z tego co Pani opisała, to rzeczywiście Lilianna załapała "sprawę", ale nie miała szansy utrwalić to czego się nauczyła. Myślę, że oba powody miały w tym swój udział. Ale nie ma biedy, szybko nadrobi stratę :)
Moim zdaniem należałoby teraz odstawić, powiedzmy, na tydzień naukę, ale tak aby nocniczek był w zasięgu samodzielnego dostępu dla córeczki. Po tygodniu wznowić stopniowo naukę i tu model postępowania Taty jest jak najbardziej wskazany :)
Oczywiście, że podczas zabawy nie trzeba cały czas mówić! Słusznie Pani zauważyła, że prawdopodobnie Liliannka przywykła do obecności osób trzecich. Proszę się jednak nie martwić :) Nie jest za późno na zmianę :) Na pewno bardzo pozytywnie wpłynie na samodzielną zabawę większy kontakt z dziećmi. Czy to w piaskownicy, na podwórku, placu zabaw, gdzie rodzice siedzą na ławce, a dziecko bawi się z innymi dziećmi. Interweniujemy tylko w razie potrzeby.
Poza tym zachęcam do puszczania w trakcie domowej zabawy "przedszkolnych" , rytmicznych piosenek. Wówczas dziecko chętniej przebywa w swoim pokoju. Dobrym sposobem jest także chowanie części zabawek na np. tydzień lub dwa. Po tym czasie zamienia się obecne zabawki na te schowane i dziecko z na nowo odkrywa radość z zabawy. Większe zainteresowanie "nowością" sprawia, że już nie potrzebuje naszej stalej obecności.


Wszsytkiego Najlepszego dla Was!

Pozdrawiam Serdecznie!
A.Żurakowska
A.Zurakowska is offline   Do góry
Podziękowania dla A.Zurakowska za ten post przesyłają:
malwi1313 (07-09-09)
Stary 07-09-09, 19:12   #5 (permalink)
Spacerowicz
 
villanelle's Avatar
 
Silence is more musical than any song

Zarejestrowany: 6-10-2008
Miejscowość: Przeworsk
Posty: 618
Nastrój:
107 podziękowań w 91 postach
Wyślij wiadomość przez Gadu Gadu do villanelle
Domyślnie

W takim razie poruszę sprawę samodzielności w miejscach publicznych. W naszym przypadku wygląda to tak, że Lila często, a w zasadzie to zawsze boi się nowych miejsc, obcych ludzi i zaraz ucieka w kierunku mamy albo taty. Najchętniej to na ręce, bo ona wszystko na początku obserwuje z góry. Wiem, że jest to normalne, ale takie napady strachu przed miejscem czy osobą zdarzają się jej czasami, kiedy oswoi się już z obcym miejscem np. placem zabaw, bawi się wpiaskownicy, rozsypuje piasek, macha łopatką i nagle wpadnie na pomysł pójścia na huśtawkę. Wtedy idzie, idzie i nagle zmienia zamiar uciekając w kierunku mamy lub taty z zamiarem "na ręce", bo akuratnie ktoś przyszedł albo coś się jej nie spodobało. Jest to o tyle nagminne, że w miejscu takim jak sklep, park czy miasto nie mogę ani chwili prowadzić jej za rączkę. Czy jest na to za wcześnie dla roczniaka? Dodam, że naogół córeczka kiedy spotyka się z nową osobą, która zaczyna do niej mówić najpierw wstydliwie wtula twarz w mamę będąc oczywiście na rękach, bo inaczej reaguje płaczem jakby ta osoba miała jej coś zrobić. Takie poznanie nowej osoby zawsze tak wygląda, nie dotyczy to tylko dzieci w pewnym wieku (podobnym do Lilii). Dlatego zawsze oswaja się przy nas do obcych, a później jest skłonna przynosić nawet takiej osobie zabawki do rąk.
__________________
Mój blog: "Od kuchni..." || Lila || Flickr || gg: 690060 ||



villanelle is offline   Do góry
Podziękowania dla villanelle za ten post przesyłają:
malwi1313 (07-09-09)
Stary 02-10-09, 01:44   #6 (permalink)
Ekspert - psycholog
 

Zarejestrowany: 7-03-2008
Posty: 194
101 podziękowań w 89 postach
Domyślnie

Witam Droga Mamo,
Zachowanie córeczki jest w tym wypadku jak najbardziej prawidłowe. Ramiona Mamy i Taty to jedyny bezpieczny świat, który dobrze zna.
Wyjście naprzeciw i raptowne zawrócenie, to badanie terenu :) Teren nie zawsze jest uznawany za bezpieczny, nawet jeśli wiele razy córeczka była w tym parku, to jakiś nowy element mógł sie pojawić lub zostac zauważony. To samo z nowo poznanymi osobami. Jeśli dziecko widuje osobę niezbyt regularnie musi na nowo oswajać się z jej obecnością.
Ten etap minie :) Naszym zadaniem jako rodziców jest dać maluszkowi możliwość schronienia w ramionach tak długo jak tego potrzebuje i co za tym idzie poczucie bezpieczeństwa.

Pozdrawiam Serdecznie!
A.Żurakowska
A.Zurakowska is offline   Do góry
Nieprzeczytane Dzisiaj, 18:11  
AutoPomocnik
Guest
 
Co robisz?

Posty: n/a
Domyślnie Wątek zamknięty

Przepraszamy, ten wątek został automatycznie zamknięty po upływie regulaminowych 270 dni od jego założenia.
  Do góry
Zamknięty temat

  Ciąża, poród, wychowanie - serwis dla rodziców Parenting.pl > Eksperci > Psycholog

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks are Wył.
Pingbacks are Wł.
Refbacks are Wł.



Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 18:11.