|
|||||||
| Komunikaty |
| Poronienie (jak sobie poradzić po stracie, co dalej) |
![]() |
|
|
LinkBack | Narzędzia wątku | Wygląd |
|
|
#1 (permalink) |
|
Mistrz
|
moze nie jestem najtrudniejszym przypadkiem klinicznym, na pewno jest tutaj wiele mam, ktore przeszly gorsze rzeczy ode mnie,
ale nie chodzi o porownywanie, bo przeciez strata dzieciatka w czwartym czy osmym czy trzydziestym tygodniu to i tak ogromny bol, kiedykolwiek sie przydarza. mam 32 lata, kochajacego partnera, mam dwoch wspanialych i zdrowych synkow, i w podpisie moglabym tez dorzucic......................... piec gwiazdek... piec Aniolkow...zanim urodzil sie Natanek moje zycie bylo bardzo trudna przeprawa... w poszukiwaniu szczescia, w poszukiwaniu odpowiedniego "tatusia", przeprawa w utrzymaniu ciazy... i wiele razy stracilam nadzieje, i wiele razy zwatpilam w zycie i w sprawiedliwosc... po drodze zwatpilam tez w Tego tam, na gorze, akurat tej wiary nie udalo mi sie odnalezc... tak czy inaczej jestem teraz mama dwoch pieknych chlopcow, bola mnie rece od zaciskania kciukow zeby sie udalo, ale bylo warto. chcialam przez ten nowy watek powiedziec Wam, tym, ktore przeszly przez to nieszczescie, ze jest tam gdzies swiatelko w tunelu, w momencie gdy przydarza sie nam to nieszczescie mamy oczy pelne lez i dlatego nie widzimy, ze gdzies tam, jest jeszcze nadzieja... ALE ONA ISTNIEJE NIE MOZE BYC INACZEJ....................... nie mozna w to watpic nawet jesli wydaje nam sie, ze to koniec swiata. sama tak pisze a byly chwile, ze nie wierzylam juz w nic, udalo mi sie jednak podniesc i isc do przodu wierzac ze sie jednak uda... tego samego zycze wszystkim tym, ktore zwatpily i nie maja juz sily na kolejne proby... pamietajcie, ze tutaj jestesmy, aby podtrzymac na duchu, wesprzec w miare mozliwosci oraz porozmawiac... czasem, przed ekranem komputera latwiej jest wylac nasze smutki, latwiej niz komus kogo ma sie na przeciwko siebie... |
|
|
|
|
|
#2 (permalink) |
|
Mistrz
|
monikouette az mi się łezka zakręciła jak to przeczytałam, dzielna kobieta
|
|
|
|
|
|
#3 (permalink) |
|
Mistrz
|
zycie ma czasem dziwne sposoby na to aby czegos nas nauczyc.
od jakiegos czasu ja skonczylam te trudne lekcje i zycie toczy sie raczej spokojnie i szczesliwie, ale nie zawsze tak bylo. to co bylo naprawde trudne to to, ze prawie wszystkie te nieszczescia przydarzyly mi sie tutaj we Francji, z dala od przyjaciol i rodziny, z dala od wszystkiego i wszystkich, ktorych znam.... bylo to w okresie gdzie bardzo brakowalo mi domu, Polski i czlowieczenstwa... mialam wtedy meza, ktory okazal sie byc kims zupelnie innym niz na poczatku naszego zwiazku... ale chyba najtrudniejsze bylo to, ze z dala od bliskich (nawet jesli mialam tesciow) przezywalam to wszystko sama... i dopiero po fakcie informowalam o tym moja mame, przez telefon, zaczynajac zdanie od tego samego "nic sie nie martw, wszystko juz w porzadku ale....." ta epoka jest juz za mna, rozwiodlam sie i myslalam ze koszmar sie skonczyl. zwiazalam sie z Krzyskiem kolejna ciaza i znowu...... ale tylko raz. a potem juz tylko szczescie... tego samaego zycze wszystkim... |
|
|
|
| Parenting wspiera: |
|
|
|
|
#4 (permalink) |
|
Pierwsze kroki
|
Monikouette fajnie że poradziłas sobie , ale wiem że to nie kciuki Ci pomogły
a własnie TEN na Górze wiedział co robi i dlatego musiałas przejść przez to żeby teraz miec cudownych synów i wspaniałego partnera!!Pozdrawiam ![]()
__________________
[ |
|
|
|
|
|
#5 (permalink) | |
|
Mistrz
|
Cytat:
wiem, ze musi byc jakas rownowaga w tym swiecie i ktos musi wierzyc "za mnie" bo ja juz nie wierze... wiem, ze zawsze mi powtarzano ze On wystawia nas na proby... ale ilez tych prob, przez jak dlugi czas i do jakiego stopnia?? no wiem, ze to raczej bardzo trudna dyskusja i moze wywolac polemike, nie o to jednak chodzi, aby tu polemizowac... :Uśmiech: najwazniejsze ze przebrnelam przez te smutne chwile i teraz moge sie cieszyc moimi chlopcami (trzema z tatusiem wlacznie) ![]() |
|
|
|
|
|
|
#6 (permalink) |
|
Sprinter
|
Moniko, bardzo dziękuej za ten wpis, i pozostałe też, przeszłaś wiele, 5 Aniołków to taaak dużó, ja straciłam "tylko" 1 małą Muszelke w 9 tc, ale bardzo to przeżyłam, i nie wiem do końca czy zrobione zostało wszystko by ją uratowac? czy miałam na to wpływ, lot samolotem, leki.... nie wie tego nikt, od tego czasu od marca sie staramy z przerwami i nadzieją że jednak zasługujemy na to by mieć kolejne dziecko, zwłaszcza że nasz Wito i tak przy porodzie ucierpiał i jest niepełnosprawny............ juz nawet obwiniałam siebie że nie mogę być normalną matką jeżeli jedno dziecko jest kaleką a drugie poroniłam............ teraz jednak pogodziłam się z tymi nieudanymi próbami, wiem że muszę dużo czasu poświęcać Witkowi a drugi maluch będzie jak Ten na górze zadecyduje, bo choć nei jestem zbyt religijna w to wierze
__________________
Monika,Wituś (25.04.2005 r.) i Pawełek (23.11.2008 r.) www.witek.okama.pl -->1% podatku na operacje i rehabilitację Witusia ! www.dla-witka.blogspot.com - kup i wesprzyj Witka Profil Witka na FB - dołącz do znajomych i pomóż zbierać fundusze na rehabilitacje ********************************************* ![]() ![]() ![]()
|
|
|
|
|
|
#7 (permalink) |
|
Mistrz
|
MalaMoni
no wlasnie, zupelnie nieistotne jest kto ile przezyl, strata naszych fasoleczek jest i tak wielkim przezyciem.... czy raz czy dwa.. po pewnym czasie, przyznam szczerze, podchodzilam do tego bardzo "rzeczowo" (brakuje mi polskiego slowa), gdy zaszlam w ciaze po raz kolejny nie myslalam o tym jak to bedzie gdy dzidzia juz bedzie z nami, po prostu zupelnie bez wyrazu czekalam na kolej rzeczy... ale potem wzielam sie w garsc i jakos udalo mi sie zmienic moje podejscie. ale to wszystko bardzo mnie uodpornilo na szczescie, przez dlugi czas bardzo trudno bylo mi wierzyc ze cos dobrego mi sie przytrafia ale teraz jest coraz lepiej... wierze mocno, ze zycie wkrotce zadecyduje o wielkim Szczesciu i dla Was!!! Na pewno tak bedzie bo jakze mogloby byc inaczej... kazdy zasluguje na szczescie, na milosc, radosc i piekne chwile... tylko szkoda ze czasem droga do tego tak uslana cierniami... Nie mozesz obwiniac sie za to co sie stalo. Mysle, ze nikt nie ma do tego prawa. Chyba najlepszym lekarstwem na bol po utracie dziecka jest wyzbycie sie poczucia winy, inaczej dazymy na sam dol... Jakos trzeba to przezwyciezyc i starac sie myslec pozytywnie. Wiem, wiem, ze to trudne. Tak samo z Twoim synkiem, absolutnie nie wolno Ci myslec ze jestes zla mama! Wszystkie jestesmy najwspanialszymi mamami pod sloncem!!! Chcemy dla naszych maluszkow jak najlepiej a, ze nie zawsze sie nam udaje to nie nasza wina!! ktos kiedys mi powiedzial ze Ten na Gorze wystawia nas tylko na te proby, ktore wie, ze potrafimyzniesc. Mam nadzieje ze tak jest bo optymizm jest teraz nieoddzielnym elementem mojego charakteru... :Uśmiech: mocno Cie sciskam ![]() |
|
|
|
|
|
#8 (permalink) |
|
Sprinter
|
Monik, o ile sprawa z Witkiem jst oczywista zaniedbanie lekarzy przy porodzie to jednak gdzieś tam na dnie serca pozostało wrażenie że imam w tym udział, ze moze jakbym żądała cesarki, nie pozwolila na zostawinei mn w szpitalu wymogła usg itd że wtedy byłoby inaczej, ale nei było i jest jak jest dziecko zostanie kaleką do końca życia, to przy Muszelce obwiniałam tylko siebie, że za mało uważąłam na siebie, poleciałam samolotem, brałam nieświadomie leki, itd
............... teraz już się wszystko prawie unormowało, ale czasem najdą mnie myślenice ;) i wtedy ryczę jak bóbr ...........![]()
__________________
Monika,Wituś (25.04.2005 r.) i Pawełek (23.11.2008 r.) www.witek.okama.pl -->1% podatku na operacje i rehabilitację Witusia ! www.dla-witka.blogspot.com - kup i wesprzyj Witka Profil Witka na FB - dołącz do znajomych i pomóż zbierać fundusze na rehabilitacje ********************************************* ![]() ![]() ![]()
|
|
|
|
|
|
#9 (permalink) |
|
Mistrz
|
MalaMoni
ja tez znam te momenty dy dopada mnie dolek, gdzy nachodza wspomnienia, wiem jakie silne sa te mysli... dobrze, ze jest juz lepiej, trzeba zyc przyszloscia a nie wspomnieniami i cieniem przeszlosci... wiesz, bylam na blogu Waszego Witusia, chyba juz kiedys tam zajrzalam, jeszcze na rodku... az sie poplakalam... ale na jednym ze scrapikow widzialam ze Witus byl na czworaka, powiedz mi, jak On sie teraz czuje, jak wyglada sytuacja? czy wszystko dobrze sie rozwija, czy jeszcze jakies operacje??? sorki ze tak wypytuje ale czuje sie taka bezsilna, jakbym mogla to bym ten jeden procent podatku przekazala ale ja nie mieszkam w Polsce... napisz mi tutaj albo na priva, dziekuje bardzo |
|
|
|
|
|
#10 (permalink) |
|
Sprinter
|
w tej chwili Wito ogóelnie rozwija się super, jednak odrzucił chora ręke i nie chce jej używać, inna sprawa że nie rusza paluszkami wiec nie może w niej nic trzymać..............wiec pewnie myśli po co mu ona. dodatkowo nei chce wogóle ćwiczyć w domu, wyrywa się, płacze, a na siłe też nei można za bardzo, jeździmy na turnusy reh, ćwiczymy w ośrodku i liczymy na cud, niebawem czeka nas kolejna operacja we Francji w paryżu......... stronka ciut nieaktualna, ale nei bardzo moge pisać nowości, bo zaczynamy walkę o odzskodowanie................
__________________
Monika,Wituś (25.04.2005 r.) i Pawełek (23.11.2008 r.) www.witek.okama.pl -->1% podatku na operacje i rehabilitację Witusia ! www.dla-witka.blogspot.com - kup i wesprzyj Witka Profil Witka na FB - dołącz do znajomych i pomóż zbierać fundusze na rehabilitacje ********************************************* ![]() ![]() ![]()
|
|
|
|
![]() |
|
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
|
|