|
|||||||
| Komunikaty |
![]() |
|
|
LinkBack | Narzędzia recenzji | Wygląd |
Samodzielny Publiczny Szpital Kliniczny nr 4 w Lublinie
Autor Ann
09-02-08 |
||||||||||
|
||||||||||
|
|
||||||||||
|
Dodane przez
mundialowka
w dniu
16-03-08, 21:58
|
||||||||||||||||||||||
|
Zalety:
-ogólny dobry wygląd szpitala -szczelne okna :)) -lekarz, który prowadził mój poród zgodził się na wybłaganą cesarkę, ponieważ przez kilka godzin rozwarcie się nie powiększało -pielęgniarki na poporodowej miłe i sympatyczne, służące pomocą -położne nie są skorumpowane - TO PEWNE!! Wady" -ciągłe twierdzenie, że nie ma wolnych miejsc "jedźcie do innego szpitala" -pewna "wielka" położna na porodówce jest okropna i straszna... |
|||||||||||||||||||||
|
Dodane przez
kluska
w dniu
17-05-08, 00:41
|
||||||||||||||||||||||
|
ja miałam szczescie byc na oddziale 2 tyg,po urodzeniu Jadranki,zachorowałyśmy obie-w salach był ukrop,a w toaletach palarnia i pootwierane okna w pazdzierniku
bie byłam wymagającym pacjentem,nie prosiłam o pomoc,ale i tak czułam sie jak KROWA czego nie moge powiedziec o oddziale ginekologii,gdzie w ciagu ciazy byłam kilkakrotnie-wspaniała opieka oddział położniczy tragedia bigdy nie czułam sie tak poniżona zapomniałam dodac -miałam poród wywoływany,czyli od piatku do niedzieli trwała kacja porodowa,od skurczy co 10 minut-dostałam łóżko do porodu,żeby na nim spać,bo nie było miejsc,trudno spać na czymś takim zwłaszcza jak co jakiś czas pojawia się skurcz-ale to jest pikuś ,to co się działo po porodzie wspominam jako najgorszy czas |
|||||||||||||||||||||
|
Ostatnio edytowane przez kluska : 18-05-08 o 18:57.
|
||||||||||||||||||||||
|
Dodane przez
askasam
w dniu
11-11-09, 11:13
|
||||||||||||||||||||||
|
Witam
Długi czas, właściwie cała ciążę leżałam na oddziale patologii ciąży.Komfort sali nie najlepszy, zapakowane niemiłosiernie, 8-9 łóżek do tego jeszcze dostawiano po 1-2 jak było dużo kobiet do przyjęcia.Opieka pielęgniarska rewelacyjna, naprawdę czułam,że że w każdej chwili mogę liczyć na pomoc.Mam nawet wrażenie,że pielęgniarki trochę przesadzały z tą nadmierną opieką bo kiedy kobieta po porodzie lądowała na położnictwie przeżywała prawdziwy szok.Miałam cesarkę, którą bardzo źle zniosłam i właściwie jeszcze po trzech - czterech dniach byłam w stanie przejśc niewielki kawałek sali i odpływałam.Do toalety wysyłano mnie z salową, która kazała mi trzymać się ściany bo ona ma chory kręgosłup i nie może mnie podnosić jak się przewrócę.O pomocy w myciu raczej nie było mowy, więc poprosiłam mamę,żeby mi pomogła.Wynikła straszna afera bo panie pielęgniarki, które najpierw odmawiały pomocy orzekły,że one mogą pomóc.W końcu olałam ich awanturowanie się i poszłam z mamą.Cały czas były przekonane,że ściemniam i że jestem przewrażliwiona na swoim punkcie, nawet w momencie gdy straciłam przytomność w toalecie po zdjęciu szwów.Komentowały w chamski sposób. Jeśli chodzi o opiekę nad noworodkiem- też nie najlepsza.Byłam dwa tygodnie w szpitalu z dzieckiem ze względu na mój stan.Kilka dni przed wyjściem zgłaszałam pediatrze,że dziecko sapie jakby miało katar i pokasłuje.Lekarka stwierdziła,że to od fototerapii.Tego samego wieczora gdy wróciłam do domu wezwałam lekarza do domu.Stwierdziła poważne zapalenie płuc u dziecka |
|||||||||||||||||||||
|
Dodane przez
misia_w1
w dniu
14-06-10, 11:52
|
||||||||||||||||||||||
|
Ja też rodziłam na Jaczewskiego. Miałam cięcie cesarskie. Chciałam napisać parę słów na temat opieki na położnictwie. Leżałam na korytarzu z braku miejsc. Nie wiem czy wiecie ale są dwa rodzaje położnych: te od dzieci i te od kobiet. Te od dzieci rewelacyjne babki, pomocne, na każde zawołanie, wytłumaczą, pokażą, doradzą. Te od kobiet - .... (nie chcę pisać brzydko). Urodziłam ok 12 w południe. Dopóki były studentki to zaglądały do mnie, sprawdzały temperaturę, odchody, samopoczucie itd. Podłączono mi środek przeciwbólowy w kroplówce. Ok 15 studentki skończyły zajęcia i skończyła się opieka. Gdyby nie to że wiem jak sobie zakręcić kroplówkę to już dawno miałabym powietrze w żyłach. Położne przechodziły obok mojego łóżka bo wychodziły na papierosa ale żadna się nie zainteresowała moim stanem. A gdyby jakiś krwotok??? Przecież ja tego nie czułam... Dopiero jak poczułam że lód położony na brzuch koło 12.30 to raczej grzeje a nie chłodzi (a było już po 19 bo była druga zmiana położnych) to prawie szarpnęłam za rękaw przechodzącą na papierosa położną to raczyła odłączyć kroplówkę, zabrać lód i umyć mnie (powiedziałam, że chciałabym żeby mnie umyły bo inne panie były myte jeszcze przez studentki a ja byłam wtedy za świeża). Jakoś udało mi się to uzyskać. Potem jeszcze był cyrk w nocy. Ok północy podeszła do mnie pani i powiedziała: "no to wstajemy". Na co ja prawie zaczęłam się śmiać. Ja nie mówię żeby mnie podnosić, ale przynajmniej podać rękę. Ciężko jest wstać beż mięśni tłoczni brzusznej... Pierwsze kroki kieruje się oczywiście do toalety. O jakimś podtrzymaniu nie ma mowy... Całe szczęście leżałam na korytarzu tuż przy toalecie... Córeczkę przywieziono mi dopiero ok. 6 rano - poprosiłam o to bo ja i tak nie byłabym w stanie nic przy niej zrobić... I takie są moje refleksje odnośnie porodu na Jaczewskiego. Napisałam, żebyście kobitki wiedziały czego można się spodziewać. Pozdrawiam.
|
|||||||||||||||||||||
|
Dodane przez
klapouchy
w dniu
29-06-10, 17:28
|
||||||||||||||||||||||
|
Witajcie dziewczyny mam termin na luty 2011r. ciążę prowadzi dr Jacek Tomaszewski proszę napiszcie mi co sądzicie o Tym lekarzu i porodzie w Tym szpitalu. Pozdrawiam
|
|||||||||||||||||||||
|
Dodane przez
nadzia71
w dniu
03-02-12, 16:21
|
||||||||||||||||||||||
|
Witam :)
Rodziłam we wrześniu 2011r. na Jaczewskiego. Podczas porodu położną miałam po prostu wspaniałą. Nie chodziłam wcześniej do szkoły rodzenia i trochę się bałam że nie będę wiedziała jak oddychać. Położna wszystko mi wytłumaczyła i ćwiczyła ze mną zanim zaczęły się skurcze. Od momentu przyjęcia była ze mną praktykantka ze studiów, bardzo sympatyczna dziewczyna. Ze względu że było przepełnienie mąż nie mógł być od początku ze mną, jednak aby pojawiła się taka możliwość położna go przyprowadziła. Opieka po porodzie była b. dobra. Pielęgniarki tłumaczyły jak karmić maleństwo, jak przewijać, jak kąpać. Minusem było to że łazienka jest na korytarzu i nie chodzi o to że były kolejki bo leżałam tydzień czasu i ani razy nie musiałam czekać w żadnej kolejce. Chodzi o to że musiałam zostawić maleństwo w sali i pójść się umyć, przez co nie miałam możliwości słyszeć czy płacze. Jeżeli chodzi o odwiedziny w pokoju przeznaczonym specjalnie do odwiedzin dla jednych jest plusem dla innych minusem, dla mnie akurat minusem, ponieważ moje maleństwo było pod lampami bo miało żółtaczkę i nie mogłam za bardzo widzieć się z mężem bo musiałam pilnować maleństwa. Ubranka szpital zapewnia ale można mieć swoje. Jedzenie jak to jedzenie szpitalne nic specjalnego, ale codziennie jakiś deserek dostawaliśmy:) Ogólnie jestem b. zadowolona. Personale bardzo miły i co trzeba to wytłumaczył. Polecam |
|||||||||||||||||||||
![]() |
|
| Narzędzia recenzji | |
| Wygląd | |
|
|