|
|||||||
| Komunikaty |
![]() |
| LinkBack | Narzędzia recenzji | Wygląd |
|
Dodane przez
pikaczu9
w dniu
23-10-11, 17:28
|
||||||||||||||||||||||
|
Witam
Ja rodziłam w 2007. W tamtym czasie było wszystko ok. Leżałam na perynatologi w 30 tygodniu i była dobra opieka. Podczas porodu też nie mogłam narzekać. Rodziłam w nocy więc studentów nie uświadczyłam. Obecnie jestem w drugiej ciąży i też zamierzam tam rodzić. W czerwcu byłam na oddziale patologi ciąży bo miałam zbyt duże wymioty. Również jestem zadowolona z tego pobytu. Owszem znajdzie się pielęgniarka lub lekarz co może popsuć reputacjeale to tylko jednostki. Jeśli ktoś wyobraża sobie nadskakiwanie nad sobą to chyba nie znajdzie nigdzie dobrego szpitala poza prywatnymi. Wkońcu mamy nauczyć się samodzielnej opieki nad dzieckiem. Co jeśli w szpitalu wszystko zrobią za matkę a ona w domu nie da sobie rady? Czyja to będzie wina? |
|||||||||||||||||||||
|
Dodane przez
migawka
w dniu
20-11-11, 22:50
|
||||||||||||||||||||||
|
Starsze dzieci urodziłam w innym szpitalu,porody długie,ciężkie,niestety nie byłam zadowolona.
Po latach zaszłam w ciążę i nie chciałam ponownie rodzić w tym najbliższym szpitalu. Wybrałam Madurowicza. Nie żałuję. Wcześniej w marcu 2010 leżałam na patologii ciąży z powodu hypotrofii płodu,niedokrwienia,oraz tachykardii . Dzięki doskonałej diagnozie i odpowiednim lekom ( gdzie mój lekarz prowadzący z mojej miejscowości nie rozpoznał się ) udało się doprowadzić mnie do lepszego stanu i znacznie lepszego wzrostu dziecka. Na odział porodowy zgłosiłam się w nocy gdzie po odejściu wód płodowych pojechałam zjawiajac się tam przed północą .Na izbie przyjęć przyjęta zostałam życzliwie,przebadana i zawieziona na porodówkę. Akcja porodowa nie rozijała się jeszcze,skurcze praktycznie nieobecne. Zbadana zostałam skrupulatnie,pozwolono mi na prysznic,z własnej woli poddałam się lewatywie. Podczas nienastępującej akcji porodowej pozwolono mi na sen,mąż niestety nie mógł być wówczas na oddziale ( za to minusik) Podczas odpoczynku kilkukrotnie zaglądano do mnie,monitorowano dziecko (KTG) ,mimo nocy i zmęczenia personelu nie czułam się opuszczona. Spanie było trudne ze wzgledu na emocje towarzyszące temu co się miało wydarzyć . Z samego rana pani doktor upuściła rsztę wód ,podano mi oksytocynę,mogłam zadzwonić po męża,był blisko,zaraz znalał się przy mnie . Sala porodowa nie duża ,mąż tuż obok,zbędny "tłok" nie przeszkadzał,kontrolowano sytuację,kiedy zaczęły się bóle parte natychmiast znalazły się przy łóżku odpowiednie osoby,poród na szczęście przeszedł bezproblemowo ,tuż po nim neonatolog oceniła stan córki,a później podano mi ją owiniętą w cieplutki kocyk. Po raz pierwszy nie nacięto mi krocza,lekarz i położna zadbały o to by nie było to konieczne . Założono jedynie kosmetyczny szew na nie wielkie niegroźne pęknięcie .Dzięki temu mogłam normalnie siadać,a nie tak jak po poprzednich porodach przez dwa tygodnie mordęga i ból. Po tym zabiegu pozostawiono w sali mnie,męża i naszą córeczkę byśmy mogli cieszyć się szczęściem przez dwie godziny.Cudowne godziny .Zaglądano co jakiś czas,nie działo się nic niepokojącego. Poźniej niunię zabrano do mycia,a ja pojechałam na oddział poporodowy . Tam ...zapewne nie polecam młodym histerycznym wygodnickim królewnom .Realia są inne, jak kubeł zimnej wody - urodziłaś dziecko to się nim zajmuj . Mnie osobiście to nie przerażało. Doświadczenie to raz,lekki poród dwa, no i najważniejsze-od początku chciałam sama zajmować się córeczką. Oczywiście nikt nie pozostawiał mnie samej sobie.Opieka lekarska pod względem dziecka super,względem mnie również,pielęgniarki młode,jakby świeżynki ...mnie to nie przeszkadzało . Dla mnie ogromnym atutem oddziału po porodzie jest wzmożony rygor pod względem odwiedzin i ilości gości przy położnicach .Wyznaczone godziny i jedna osoba- rewelacja ! W poprzednim szpitalu ludzi ile wlezie ,prawie całą dobę . W Madurowiczu - zupełnie inaczej- to uważam za wielki plus. Goście zdążą się nacieszyć,ale w domu , po powrocie,jeśli ktoś tak lubi i sobie tego życzy . Dodam,ze nie byłam niczyją pacjentką,można powiedzieć ,ze wtym szpitalu znalazłam sie jakby z ulicy i mimo to jestem wielce zadowolona z porodu w tym szpitalu,polecam ,jedynie histeryczkom odradzam , natomiast w przypadku trudnych,powikłanych porodów iinnych urazów okołoporodowych nie chcę się wypowiadać,gdyż każdy poród jest inny , w każdej kobiecie jest inne wizja porodu i całokształtu opieki . Ja mam porownanie z innym ...jestem zadowolona. Nie urodzę już dziecka,ale gdyby ... Nie , może wnuki kiedyś ,polecać będe córkom . |
|||||||||||||||||||||
|
Dodane przez
madziaraa
w dniu
31-12-11, 18:08
|
||||||||||||||||||||||
|
Witam,
Rodziłam w tym szpitalu trzy lata temu i byłam zadowolona, również i na mój drugi poród wybrałam Madurowicza. Opieka na porodówce bardzo dobra, poród przeprowadzony w naprawde przyjaznej atmosferze i mimo dużego dziecka (4600) nie nacięto mnie ani nie miałam żadnego pęknięcia. Jedyny minus to wycięto mi torbiel która miała pójść do badania histopatologicznego jednak jak się okazuje na histopatologi nie ma mojej cysty i nie wiem kto zawinił, czy lekarz nie dostarczył czy zaginęła w trakcie badań. Po za tym wszystko na wysokim poziomie. Mogłam być aktywna w trakcie 1 fazy porodu (korzystałam z piłki) i oczywiście mąż mógł być od początku do końca. Dzidziuś od razu wędruje na brzuszek mamy i tak spędza dwie godziny. O oddziale noworodkowym również nie można powiedzieć złego słowa. Wspaniała położna pani Kasia (czarne upięte włosy, szczupła) to osoba z powołania. Nie wzywana , słysząc płacz dziecka przybywała na pomoc.służyła zawsze dobrą radą, chętnie odpowiadała na wszystkie pytania. Po prostu super!!! Wszystkim mogę z czystym sumieniem polecić ten szpital. |
|||||||||||||||||||||
|
Dodane przez
avon85
w dniu
23-01-12, 16:22
|
||||||||||||||||||||||
|
Trafiłam tam w ubiegłym roku .
Położnym nie chciało się kompletnie NIC robić! Wiedziały o moim stanie (ostre wielowodzie) i ,że jest mi bardzo ciężko chodzić czy kłaść się na twardych leżankach- brzuch uciskał mi nerwy więc lędźwiowy odcinek mi rozsadzało a mimo to musiałam chodzić do ich pokoju na KAŻDĄ zmianę kroplówki czy na badanie tętna płodu. One powinny przychodzić do mnie i na zmiany kroplówek i z przenośnym urządzeniem do badania tętna! Raz o 5 rano poszłam do nich na badanie krwi, bo o 6 schodziły sie wszystkie babki z oddziału i stanie w kolejce było dla mnie torturą- to miały pretensje, że je obudziłam!!! Aż się wierzyć nie chce!!! Notorycznie nie miały rękawiczek ani gazików do pobierania krwi i ciągle brały chusteczki z mojego stolika. Raz tak mi pobrały krew że krew siknęła zalewając mnie , pościel i jedzenie, które miałam na stoliku. Usłyszałam po tym- "pani powie salowej, to pomoże zmienić pościel"! Pomagały mi we wszystkim koleżanki z sali- też ciężarne, które wcale nie musiały tego robić ale widziały jak cierpię i to robiły! Za co im z całego serca dziękuję! Męczyłam się okrutnie i ani lekarze ani położne nie wykazały mi choć raz (a byłam tam 10 dni) ludzkiego odruchu, nie mówiąc już o tym, że nie mogłam się doprosić o wyjaśnienie mojego stanu! Umierałam ze strachu a oni mnie po prostu zlali! Dostawałam gentamycynę dożylnio, bez jakiejkolwiek informacji o tym jak inwazyjny jest ten lek i o tym, że moje dziecko może być głuche i mieć rozwalone nerki! Po tym leku żyły pękały mi jak papier a położne z uporem maniaka wkładały mi za małe wenflony zamiast pomyśleć i założyć grubszy więc w rezultacie miałam po kilka wkłuć na dzień- wyglądałam jak pobita, siniak na siniaku! Mówiły przy tym " o pękło, no trudno" a ja wyłam z bólu! Doprowadziły prawie do zapalenia żył, gdybym w porę sama nie wyjęła zgiętego wenflonu, który mi ciął żyłę! Nie mówiąc już o wyglądzie i o wyposażeniu sal czy łazienek!- dosłałam łóżko z ZAGRZYBIONYM MATERACEM!!! W łazience kabina prysznicowa taka, że kobieta w 9 m-cu ciąży nie była w tanie nawet się schylić żeby umyć stopę czy sięgnąć mydło- bo niestety nie zamontowano żadnej półki na kosmetyki. W ubikacjach brak choćby najtańszego haczyka więc kroplówkę musiałam kłaść na podłodze, żeby się załatwić!!! Takie szpitale nie powinny istnieć! |
|||||||||||||||||||||
|
Ostatnio edytowane przez avon85 : 04-02-12 o 12:02.
|
||||||||||||||||||||||
|
Dodane przez
dorota199304
w dniu
14-02-12, 18:59
|
||||||||||||||||||||||
|
Witam, jestem w 32 tygodniu ciąży i przede mną nie lada wyzwanie. A mianowicie wybranie sobie szpitala, w którym chcę rodzić. Sądząc po waszych opiniach na temat tego szpitala jestem niemalże przekonana, że to właśnie w tym szpitalu chcę urodzić. Ale zanim się zdecyduję chcę was zapytać czy nastąpiły jakieś zmiany odnośnie tego co powinnam mieć swojego, a co da mi szpital. Oraz czy ten szpital jest płatny? Pojawił się komentarz o płatnym cesarskim cięciu, natomiast ja jeszcze nie wiem jak będę rodzić czy siłami natury czy przez cesarskie cięcie. Jeżeli będę rodzić naturalnie to czy za przyjęcie mnie będę musiała płacić?
Proszę o szybką odpowiedź. Z góry dziękuje :) PS oceny które się wyświetlą obok wiadomości nie są zmieniane przeze mnie, gdyż nie mogę wyrazić opinii na temat tego szpitala. |
|||||||||||||||||||||
|
Ostatnio edytowane przez dorota199304 : 14-02-12 o 19:03.
|
||||||||||||||||||||||
|
Dodane przez
Migotka5
w dniu
19-02-12, 08:57
|
||||||||||||||||||||||
|
Jestem po cc.Rodziłam 21.11.11-położne i lekarze bardzo mili,dużo rozmawiają,pomagają opieka 24h po cesarce komfortowa.Minusem to straszny ukrop na oddziale bez możliwości przykręcenia kaloryfera ... I jedzenie...Lekarze bardzo mili,oddani i zaangażowani.Jestem zadowolona.
|
|||||||||||||||||||||
|
Dodane przez
rudzia1979
w dniu
20-03-12, 11:02
|
||||||||||||||||||||||
|
Witajcie. Rodziłam 25.01.2012 w Pirogowie (dawny Madurowicz). Dla mnie totalna pomyłka.Szpital ten ybrałam tylko dla tego, że od nowego roku była już nieczynna najlepsza porodówka w Łodzi (Kopernik). Dziecko moje było ułozone pośladkowo więc czekało nie CC. Termin miałam na 31.01.2012. Lekarz kazał mi stawić się na izbie 24.01 i tak też zrobiłam. Niestety nie zostałam przyjęta, lekarz stwierdził, że nic się nie dzieje i odesłał mnie do domu i kazał spróbować dostać się do szpitala dnia następnego. W nocy ok godz. 5 dostałam bóli. Zapakowalismy się z mężem do samochodu i popędziliśmy do tego beznadziejnego szpitala. Na izbie byliśmy lekko po 6, lekarz po badaniu stwierdził, że dziecko jest nadal położone pośladkowo i mam 5 cm rozwarcia i wyznaczył CC na dzień dzisiejszy na godz. 7:45. A na ten czas miałam zostać przewieziona na porodówkę. Mężowi powalona pani połozna z izby już nie pozwoliła wejść na porodówkę - nie wiem dlaczego i poinformowała,że mnie idziecko może zobaczyć dnia następnego po godz 13 - co też nie było prawdą:(Na porodówce byłam ok 6:30 ze strasznymi bólami i po jakiś 5 minutach powiedziałam położnej, że mam juz bóle parte na co odpowiedziała mi, że: "dziecko Ty nie wiesz chyba co to są bóle parte" i powtarzała to 3 razy .W końcu powiedziałam jej dobitnie, że chce mi sie kupę i wtedy łaskawie poszła po lekarza, który stwierdził już zaawansowany poród - 10 cm rozwarcia. Pani ołożna dostała opieprz i miała 3 minuty na przygotowanie do zabiegu tj. założenie wenflonu i cewnika, lewatywy już mi nie zdążyli zrobić:) może to jest jedyny plus. Już jak mnie wieźli na blok to podtykali mi dokumenty do podpisu. Byłam przerazona. Urodziłam córkę o 7:05. Nawet nie chcę mysleć co by było gdyby dziecko zeszło już do kanału rodnego, bo mała była duża ważyła 4010g. Po CC przewieżli mnie na salę pooperacyjną dwu osobową. Dopiszę, że to wszystko działo sie na 4 piętrze. Pielęgniarki naprawdę super. Cały czas miały nas na oku. I tu okazało się, że mąż może przyjść do mnie po godz. 13. I tak też zrobił. Mogł również zjechać na 3 piętro i zobaczyć córkę. Ok. 18 przywieźli nam na chwilkę dzieci. To miła niespodzianka chyba jedyna:)Bo za pół godziny pojawiła się następna niespodzianka tym razem nie miła i nie zrozumiała dla mnie. Na sali pooperacyjnej miałyśmy leżeć 24 godz. ale po 19 już byłyśmy na dole na tam gdzie są dzieci. Po godz 5 przyszła pielęgniarka i zaczęła nas pionizować i kazała się umyć po tych zabiegach zaraz dostayśmy dzieci, przy których wszystko robi się samemu. Następny wałek w tym przeklętym szpitalu to odwiedziny w godzinach 13-18. Od pań pielęgniarek nie ma co liczyć na pomoc. Koleżanka z sali chciała iść się wykąpać i zostawić u nich dziecko na ten czas, to usyszała, że w sali są przecież koleżanki to się zajmą przecież dzieckiem. Nasza malutka miała infekcję - informacje na ten temat były bardzo ogólnikowe i powiedziane typowo w języku medycznym, którego nie rozumiem. Więc jak mąż przyszedł w odwiedziny to poszedł do pani doktor dowiedzieć się czegoś bardziej konkretnego, ale wrócił z kwitkiem, bo pani odpowiedziała mu, że wszystko wie matka:) A zapomniałam o dziwnym zwyczaju obchodów. Poranne obchody można nazwać południowymi, odbywały się po godz 12, na jednym wieczornym w ogóle nas nie było - byłyśmy w łazience i pan doktor zapytał naszych mężów czy wszystko ok i sobie poszedł. Chciałyśmy się dowiedzieć jak pielęgnować pępek, tez był z tym problem dopiero 2 dnia jakaś zapracowana piguła znalazła chwilę dla nas. No i upragniona chwila wyjścia z tego bałaganu i tu koleja niespodzianka. Oddział my mamy opuszczamy w koszulach - nie można się przebrać w swoje własne ubrania, a dziecko już ubrane do wyjścia. NAdmienie, że opuszczałam szpital gdy na dworzu była temperatura -20, więc możecie sobie wyobrazić jak dziecko było opatulone. My mamy ubierałyśmy się na parterze przy hulającym wietrze, który wpadał do środka wraz z odwiedzającymi:) Masakra nie polecam tego szpitala nawet w 1%. To jest wczesny Gierek - nie obrażając tamtych czasów. Gdyby to był mój pierwszy poród to myślę że nie zdecydowałabym sie na drugie dziecko:( A jedzoinko nawet w miarę jak na warunki szpitalne. Jeszcze jedno zabrudził mi się podkład i chciałam dostać drugi to usłyszałam, że nie mają i mąż mi musi kupić. Pozdrawiam Was i proszę zastanówcie się dwa razy nim podejmiecie decyzję o porodzie w Pirogowie:)
|
|||||||||||||||||||||
|
Dodane przez
agako
w dniu
25-05-12, 14:06
|
||||||||||||||||||||||
|
Lezalam w tym szpitalu w 35 tyg ciazy na zapalenie pecherza.Pojechalam do szpitala w nocy w sobote z bolami nerki lekarz na izbie nie byl zachwycony moim przybyciem.Do poniedzialku nikt nie dal mi zadnego leku na pecherz,mialam krew w moczu,w poniedzialek po zbadaniu mnie dopiero lekarz powiedzial zeby dac mi furagin i antybiotyk jednak dopiero dostalam to wieczorem a antybiotyk dozylny na drugi dzien tez wieczorem[mimo mojego dopominania sie o leki]Wenflon tez mi zle zalozono bo zatkala mi sie zyla kiedy poszlam do pielegniarki powiedziala ze tak jest ze lek czasami bokiem wylatuje,dopiero jak nie mogla mi podac kolejnej dawki to wymienila go.KTG robia stazysci ktorzy nie maja o tym pojecia wychodza bledne wydruki a potem lekarze doszukuja sie jakis chorob dziecka,najczesciej zapominaja ze wogole podlaczaja kogos[kolezanka z sali lezala 2 godz ]Lekow tez trzeba pilnowac bo mi przez pomylke podali leki sasiadki na podtrzymanie dobrze ze poszlam do pielegniarek zapytac co za leki dostalam.Wogole mialam wrazenie jakby lekarze przedluzali moj pobyt w szpitalu,kiedy wypisalam sie na wlasne zadanie lekarz do mnie nie przyszedl tylko stazystka ktora wreczyla mi recepte na antybiotyk.Jedzenie okropne,prysznic za zaslonka,co do porodow to napatrzylam sie jak dziewczyny cierpialy chodzac po korytarzu lub klatce schodowej z mezami potem szly na porodowke a po kilku godz wracaly na cesarke wymeczone,na oddziale z dziecmi tez podobno nie najlepiej pielegniarki gburowate nic nie pomagaja.Ogolnie biorac dobrze ze moglam zobaczyc jak tam jest zanim zaczelam rodzic bo tez wybieralam szpital czytajac tu opinie.Wybralam inny szpital rydygiera i nie zaluje
|
|||||||||||||||||||||
![]() |
|
| Narzędzia recenzji | |
| Wygląd | |
|
|