|
Pierwsze kroki
Zarejestrowany: 11-03-2008
Posty: 109
Nastrój:
4 podziękowań w 4 postach
Moja galeria:
|
Zaczarowana chwila
Córeczko,
czułam Cię od środka bardzo długo, całymi dniami i nocami wierciłaś się, fikałaś koziołki a ja się zastanawiałam, kiedy śpisz. Dni płynęły i zbliżał się dzień, w którym zdecydowałaś się przywitać się z Nami. Bożonarodzeniowy prezent czekał na Ciebie pod choinką i zdawał się pytać – kiedy Marysia mnie otworzy? I właśnie nocą 26 grudnia postanowiłaś sprawdzić, co jest w tym pięknym pudełku z kolorowymi Mikołajami i czerwonymi kokardkami. Poród nie był łatwy, ale wraz z Tatą i panią położną robiliśmy wszystko, co w naszej mocy, aby jak najszybciej zaspokoić Twoją ciekawość. Hmnnn...swoją drogą zastanawiam się, kto był bardziej ciekawy – my Ciebie, czy Ty swojego prezentu.
Udało się. Po długich prawie 24 godzinach, byłaś już z nami. Przepełniona radością czekałam, kiedy wydasz z siebie słynny „pierwszy krzyk”. Kilka razy zadałam pytanie: Dlaczego Malutka nie płacze? A w sercu poczułam trwogę...Nareszcie wykrzyczałaś światu, że jesteś!! Kiedy lekarz położył mi Cię na piersiach, pragnęłam, aby ta chwila trwała wiecznie – bezmiar szczęścia.
Razem z pielęgniarką i Tatusiem wyposażonym w aparat fotograficzny, poszliście na mierzenie, ważenie, ocenianie Twojego stanu tuż po przyjściu na świat. Wydawało mi się, że strasznie długo to trwa; czekałam, kiedy znów będę mogła Cię mieć przy sobie. Jednak Tata przyszedł sam...a Ciebie zabrano na oddział, położono w specjalnym łóżeczku i podłączono Ci tlen. Okazało się, że podczas porodu owinęłaś się pępowiną i byłaś trochę niedotleniona. Była to moja pierwsza od 9 miesięcy noc spędzona bez Ciebie...Wtedy właśnie zdałam sobie sprawę do końca, że nie mogę bez Ciebie żyć, że pomimo, iż oddzielnie, nadal tworzymy JEDNOŚĆ. Dotykałam swojego brzucha z przyzwyczajenia, ale nikt mi nie odpowiedział delikatnym ruchem od wewnątrz. Moje myśli były ciągle przy Tobie, Okruszku i wiem, że czułaś to przez grube szpitalne ściany nas oddzielające. Musiałaś to czuć, to było tak silne – moje pierwsze tak potężne poczucie, że jestem Mamą, Twoją Mamą. Już po kilkunastu minutach właśnie to uczucie dało mi siły, aby pójść do Ciebie, po schodach, piętro wyżej...nie pozwolono mi Cię przytulić. Mogłam tylko dotknąć Twoich maleńkich, pomarszczonych paluszków. Czy moja miłość mogła być jeszcze większa? Tylko ten jeden delikatny dotyk sprawił, że tak. Swoim palcem głaskałam Twoją rączkę, naszą rączkę, bo przecież Ty i ja to Jedność.
Córeczko, każda kolejna chwila potęgowała moją miłość do Ciebie i wzmacniała poczucie macierzyństwa, mogłabym pisać Ci o tym bez końca. To jednak ta pierwsza noc bez Ciebie i kilka minut z Twoją dłonią w mej dłoni, to dla mnie zaczarowane chwile, które z każdą chwilą przeradzają się w coś trwalszego i dużo bardziej wspaniałego, niż mogłam sobie wyobrazić...
Twoja MAMA
Ps prezent, zwłaszcza dresik z Kubusiem Puchatkiem bardzo Ci się spodobał:)
__________________
|