|
|||||||
| Komunikaty |
| Kącik dla Mam (łączą Was wspólne doświadczenia, przeżycia, troski i radości? W tym miejscu możecie porozmawiać o swoich sprawach) |
![]() |
|
|
LinkBack | Narzędzia wątku | Wygląd |
|
|
#1 (permalink) |
|
Mistrz
|
nie wiem czy ten wątek już istnieje, ale zachęcam mamy do opowiedzenia nam swojej historii :)
__________________
|
|
|
|
|
|
#3 (permalink) |
|
Mistrz
|
Gosia i tyle? A gdzie pierwszy błysk w oku? z kserokopiarki wyjechał? ;)
__________________
|
|
|
|
| Parenting wspiera: |
|
|
|
|
#4 (permalink) |
|
Mistrz
|
to był 7 stycznia...strasznie rozpaczałam po tym jak zostałam wystawiona w samego Sylwestra...spedziłam go sama w domu rycząc w poduszkę...tydzień później postanowiłam iść z cała ekipą znajomych na dyskotetkę...tańczyłam, bawiłam się, a wszystko po to by delikwent, który mnie wystawił widział, że wcale mi na nim nie zalezy...i tak roztańczona wpadłam na kogoś...wymieniliśmy spojrzenia i tyle...tańczyłam dalej...i nagle o coś zawadziłam...patrzę a na parkiecie leżą okulary...były zaj....scie smieszne...szkła mialy jak denka od win...podniosłam je i załozylam...musiałam nieźle w nich wygladać tak swoja droga...ale ja zawsze szalona byłam...nagle stuknał mnie ktoś w ramię...odwróciłam sie i zobaczyłam kolesia, na którego przed kilkoma minutami wpadłam...powiedział: "możesz mi oddac moje okulary?" usmiałam się jak nie wiem co i je oddałam...potem od słowa do słowa...wspólny taniec i dłuuuga rozmowa...jak się okazało, on też był w sylwestra wystawiony przez dziewczynę...zaczelismy sie pocieszać i tak zostało do dzisiaj...po 1,5 roku zamieszkalismy ze sobą a po 5 latach wzięliśmy slub....
połączyły na gogle starej babci ![]() najśmieszniejsze jest to, że znalismy sie z widzenia od Zawsze ![]()
__________________
Ostatnio edytowane przez Anulka : 05-05-09 o 10:37. |
|
|
|
|
|
#5 (permalink) |
|
Sprinter
jeszcze 15 st. więcej i będę żyć :-)
Zarejestrowany: 10-11-2007
Miejscowość: Warszawa
Posty: 3 022
Nastrój:
236 podziękowań w 207 postach
|
Ja Andrzeja tez poznałam w pracy. Zajmowałam się wtedy sprawami kadrowymi. I któregoś dnia przyszedł kolega i powiedział, że ten studenciak będzie u nas rysował na umowę zlecenie i że zaraz mi poda wszystkie dane, żebym sobie wprowadziła. I jak zobaczyłam tego studenciaka z jego pięknymi ciemnymi oczami, pięknymi gęstymi włosami i jak się jeszcze do mnie odezwał to aż mnie dreszcz przeszedł
Ale na początku nie startowałam do niego, bo okazało się, że jest związany od paru już ladnych lat z jedną panią (zresztą też Katarzyną ). Czas mijał, pracowaliśmy sobie obok siebie, studenciak często zaglądał mi w dekolt, ale na tym się sprawa kończyła, hehe. Aż nagle jego pani postanowiła robić karierę, wyjechała do Brukseli na staż i jakoś to się między nimi nie poukładało dalej. Ja lizałam razy po toksycznym wcześniejszym związku, więc właściwie nie myslałam o czymś nowym. Aż pewnego dnia kiedy siedzieliśmy do bladego świtu przy finiszu ważnego projektu... CDN |
|
|
|
|
|
#6 (permalink) |
|
Mistrz
|
Kat_ja Kat_ja Kat_ja Kat_ja Kat_ja Kat_ja Kat_ja dawaj!!!!
__________________
|
|
|
|
|
|
#7 (permalink) |
|
Mistrz
|
o wow Katja niezle sie zapowiada
prosimy dalej ;) Anulka- denka od alpag ;) ![]() ![]() ![]() S ma wade wzroku ;)? ja sie niebawem rozpisze wiecej ale musze miec chwile ktorej brak :( |
|
|
|
|
|
#8 (permalink) |
|
Sprinter
jeszcze 15 st. więcej i będę żyć :-)
Zarejestrowany: 10-11-2007
Miejscowość: Warszawa
Posty: 3 022
Nastrój:
236 podziękowań w 207 postach
|
Ja jako personel "niewykwalifkowany" siedziałam i składałam tonę rysunków, każdy arkusz wielkości stołu do ping-ponga. Praca niezwykle kojąca
Tylko kręgosłup i mięśnie ramion trochę siadają, więc trzeba robić przerwy. W czasie z jednej z przerw Andrzej przyszedł mi pomóc i zaczęło się od takiego zdania: "Ale bym zjadła..." No i po kolei wyliczaliśmy na co w danej chwili mielibyśmy ochotę (oczywiście do jedzenia). A w końcu mój przyszły mąż zapytał czy rozmasować mi trochę ramiona. I to już był koniec W tej chwili między nami zaiskrzyło. Razem wychodziliśmy z pracy, specjalnie o tej samej porze jechaliśmy metrem do pracy, robiliśmy zakupy, no ogólnie każdą chwilę staraliśmy się spędzać razem. Oczywiście romanse biurowe nie są mile widziane, więc ukrywaliśmy się skrzętnie. I tak naprawdę prawie nam się udało, gdyby nie moje koleżanka, która załatwiła mi właśnie tę pracę. Któregoś dnia plotkowali z moim dyrektorkiem i ona do niego powiedziała: "No to chyba następny ślub w firmie nam się szykuje..." On oczywiście nie wiedział o co chodzi, ona go próbowała przekonać, a potem się wypytywała mnie. Ja naturalnie próbowałam zaprzeczać, ale nie wytrzymałam bo jej dociekliwść strasznie mnie rozbawiła I ona powiedziała takie zdanie, którego nie zapomnę do końca życia: "Wiesz, nawet jakbyś na torturach się zapierała to ja i tak wiedziałabym, że kłamiesz. Wystarczyło zobaczyć jak wy na siebie patrzycie". To był rok 2001. W kwietniu 2003 oficjalnie się zaręczyliśmy, we wrześniu zamieszkaliśmy razem, pobralismy w lipcu 2004. Koniec historii ![]() |
|
|
|
|
|
#9 (permalink) |
|
Mistrz
|
Ja poznałam swojego partnera w autobusie jak jechałam z praktyk a on z pracy usiadłam koło niego a on zagadał do mnie " Pani z pacy ?" i tak się poznaliśmy a że jesteśmy z tej samej miejscowości i nie wiedzielismy nawet o tym ogole . i tak zaczelismy sie spotykac w autobusie wymienilismy sie pozniej num telefonu i umawialismy sie na spacerki ........
__________________
![]() ![]() Nowe porównanie z aktualnymi zdjęciami :) http://mamaczytata.pl/pokaz/8792/gabrysia_pysia_ |
|
|
|
|
|
#10 (permalink) |
|
Super Moderator
|
2002 rok - miałam trudny czas w moim życiu (rozne demony przeszlosci krzyczaly glosno) i moja przyjaciółka z Krakowa namówiła mnie bym spędziła u Niej urlop. Pojechałam do Niej w lipcu (miałam ochotę na samotne spacery kiedy ona będzie w pracy) i kiedy odbierali mnie z dworca usłyszałam "pojutrze idziemy na imprezę urodzinową naszego Przyjaciela". Nie miałam ochoty na żadne imprezy więc odmówiłam. Kasia jednak uparła się, ja na znak protestu nie przygotowałam się jakoś specjalnie, wsiadłam do auta i pojechałam z nimi (bez entuzjazmu). Tam poznalam mase ludzi, impreza byla huczna i mila. Między innymi był Bartek, fajny, miły, sympatycznie się rozmawiało, jeden z wielu fajnych poznanych tam osób. Nagle Kasia ogłosiła odwrót więc wyszłam. Rano tylko (sobota) pomyślałam że szkoda że nie wymieniliśmy żadnych kontaktów by sobie od czasu do czasu pogadać. (daleka byłam od myślenia o jakimkolwiek związku). W niedzielę wieczorem zadzwonił mój telefon i usłyszałam... dobry wieczór mówi Bartek M...
Moja reakcja? Złość, bo podejrzewałam że moja i Kasi koleżanka, pospolita swatka zadziałała (Kasi bym o to nigdy nie podejrzewała). Rozmowa była miła, ale też z moim dużym dystansem przeplatanym tą złością. Nazajutrz wróciłam do Szczecina, Bartek do Warszawy gdzie pracował. I dzwonił, pisaliśmy maile. Gdyby ktoś mi powiedział wówczas że to wszystko aż tak szybko się potoczy to bym zabiła śmiechem... (ale już chyba i tak się mocno rozpisałam) w każdym razie by już nie zanudzać - cztery tygodnie od ww imprezy ustaliliśmy datę ślubu :) Ostatnio edytowane przez Ann : 13-06-08 o 21:03. |
|
|
|
![]() |
|
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
|
|