|
|||||||
| Komunikaty |
| Kącik dla Mam (łączą Was wspólne doświadczenia, przeżycia, troski i radości? W tym miejscu możecie porozmawiać o swoich sprawach) |
![]() |
|
|
LinkBack | Narzędzia wątku | Wygląd |
|
|
#1 (permalink) |
|
Mistrz
|
Proponuje podzielić sie przeżyciami z tej chwili spotkania z najwspanialszym cudem natury jakim jest nasze dziecko
![]() Może ja zaczne ![]() W niedziele 4 marca byliśmy u rodziców na obiedzie ( akurat dzień wcześniej miałam termin ). Od południa zaczełam odczuwać lekkie skurczyki ale że od jakiegoś czasu były częste to myślałam ze to nadal te pseudo . Gdy obliczyliśmy - wychodziło , iż są co 5-6 minut.Wróciliśmy do domku , zrobiliśmy kolacje , obejżeliśmy film itp. No i w końcu ok godzi 12 położyliśmy się spać :). Cały czas przewracałam się z boku na bok aż w końcu musiałam wstać bo nacisk na pęcherz był nie do zniesienia , mój M spał w najlepsze. W toalecie okazało sie że odchodzi czop - więc ja go na papiorek i lece do M... on sie podniósł , popatrzył , kiwnoł głową i dalej w kime .więc tak sobie obok niego przycupnełam na skraweczku łózeczka i czekam....czekam....czekam ... a on jak sie nagle nie zerwie ( chyba dotarło ) i natychmiast do mnie że do wody czas na ciepłą kąpiel i liczymy skurcze ( były już mocniejsze ). Tak spędziliśmy następną godzinkę - M robił sobie kanapeczki a ja relaksik w wodzie ![]() Gdy skurcze były co 4 min. ubrałam sie i zeszliśmy do samochodu. Wtedy zaczeły sie już te mocniejsze - więc co jakiś czas zginało mnie w pół... Dojechaliśmy do szpitala - po 5 min wyszła ( łaskawie ) pani z izby przyjęc , po badaniu okazało sie ze rozwarcie na 2,5 palca więc przebieramy sie w gustwone wdzianko zwane piżamką i na porodówke marsz !!! Tam podłączyli mnie pod KTG i kazali leżeć ( a ja tu nagle mam nagłą potrzebe wizyty u 9-miesięcznego przyjaciela kibelka ). W koncu wypuścili do łazienki ( uff ). Tam zeszło mi z 30 min - nawet położna sie dopytywała czy zamierzam tam urodzić ![]() ![]() W końcu wróciliśmy do sali. Młodziutka położna ( chyba bardziej przerażona odemnie ) wbijała mi sie z 3 razy w ręke aby założyć wenflon - w końcu wyręczyła ją inna ( która zresztą nie mogła zrozumieć ze na jednej ręce mam lekko wystające ścięgno a nie wieeelką żyłe ).... Zostałam nakłuta przy 5 cm. w celu podania znieczulenia ( skurcze były już nie do zniesienia ). Poleżałam sobie z 30 min i........ M poleciał po lekarza aby dał kolejną dawkę - przyszła też położna. Bada...bada...bada i stwierdza - żadne znieczulenie - my tu RODZIMY. No i zaczeło sie - ja czerwona jak burak pre jak idiotka, położna przyciska mi nogi do boków ( nie powiem - bardzo pomogło w parciu ) a M stara sie mnie mobilizowac ( za co chyba jeszcze bardziej go pokochałam - o ile można bardziej ![]() )I nagle o godz 5,53 w fali tsunami ( po nacięciu - miałam za waski otwór i trzeba było mimo masażu ) wyskoczyła nasza Kinia zalewając wodami poowe sali oraz lekarza z położną , nie mówiąc że ledwo co ją utrzymała położna .Potem niestety stara położna pociągneła za łożysko co spowodowało krwotok :( - przybiegł lekarz , popatrzył , zbladł. Ale jakoś mnie pozszywali wkońcu - jednak 3 kolejne godziny spędziłam pod kroplówkami - ale za to z męzulem i malutką u boku oraz szczęśliwa że w końcu jesteśmy w 3 ![]() Reszta to już inna historia ![]() |
|
|
|
|
|
#2 (permalink) |
|
Sprinter
|
U mnie w zasadzie od 25tc było jasne, że poród będzie przez cc - Kajtek nie dość, że był pośladkowo ułożony to jeszcze później okazało sie, że ma pępowinę wokół szyi. Lekarz pouczyli mnie, że jeżeli pojawią się jakiekolwiek skurcze mam natychmiast jechać na IP, bo brak mojej reakcji może się źle skonczyć. Możecie sobie zatem wyobrazić jak się czułam...
Pod koniec 38tc dzidziuś nadal się nie obrócił. W czwartek poszłam na kontrolę do gina i pani doktor oznajmiła mi, że spokojnie mogę wyjechać sobie na weekend (mieliśmy plany wyjazdu nad jezioro), bo dziecko pojawi się najwcześniej za 2 tygodnie. Tak więc pojechaliśmy 100 km nad jeziorko. W piątek była cisza, ale już w sobotę rano zaczęłam się kiepsko czuć... Jakby mi się miała biegunka zacząć czy coś. Przy stole nie usiedziałam więcej niż wymagał tego posiłek. W nocy z soboty na niedzielę nie zmrużyłam już oka. Ok. 4.00 skurcze się nasili, a przez całą noc miałam biegunkę. Nie czułam ruchow Kajtka. Dałam męzowi pospać do 6.00 potem kazałam natychmiast zadzownić do szpitala w Pucku, gdzie miałam pierwotnie rodzić. Pani w dyżurce kazała natychmiast przyjechać. Niewiele myśląc pokonaliśmy 100km w godzinę. Niestety jednak z Pucka niemalże nas wywalili. Na korytarzu złapał nas ordynator i powiedział, że nie mamy czego szukać, bo nie ma miejsc. Zbadał tylko rozwarcie i oświadczył, że zdąże dojechąc od innego szpitala. Potem dowiedziałam się,że jego obowiązkiem było podłączyć mnie pod KTG, bo było zagrożenie dziecka. Nie było czasu na kłótnie. Zapakowaliśmy się do auta i pędziliśmu do Wejherowa. Nie czułam ruchów nadal i byłam przerażona, że skurcze wepchnely Małego w kanał rodny a pępowina się zaciskała. W Wejherowie przyjęli nas natychmiast i podłączyli pod ktg. Skurcze siegaly zenitu, ale ja nadal łudziłam się, że decyzja będzie dotyczyła tylko kwestii pozostania na patologii do rozwiązania albo odesłania do domku. Godzinę później dowiedziałam się, że za 2,5 godz. będzie cc...mało nie zemdlałam. Nikt nie powiedział mi niestety, że nie wolno mi nic jeść ani pić. Po 6 godzinach nerwówki byłam spragniona więc wzięłam lyka Fanty i dlatego musiałam czekać. Czekałam na porodówce, podłączona do KTG i kroplówki....Jak się dowiedziałąm,że będzie 30 minut wcześniej to tak zaczęłam się tak trząść z nerwów, że myślałam, że mam zawał albo coś...okropne. Jak już dostałam zzo to skurcze ustapiły i czekałam tylko na Kajtusia. Było mi lekko niedobrze, ale w sumie nic strasznego. Sama cesarka jest dość nieprzyjemna, ale bezbolesna na szczęście. Mój mąż był ze mną na sali i po kilku minutach od znieczulenia mógł jako pierwszy ucałować synka. |
|
|
|
|
|
#3 (permalink) |
|
Pierwsze kroki
|
witam:)
Moj pierwszy porod...był mies przed czasem....ale od poczatku....pierwsza ciaze mialam martwa:( mialam zabieg...pozniej jak zaszlam w ciaze...to mialam same problemy...jak nie krwawilam, to mialam krwiaka, pozniej skurcze przedwczesne...wiec spedzilam troszke w tym szpitalu...mies przed czasem w nocy zaczelam zle sie czuc...nad ranem okzalo sie ze wody mi sie sacza..wiec pojechalam do szpitala...a ze mies przed czasem to troszke sie martwilam ...powiedziano mi ze jak dzis nie urodze do wieczora to bede wywolywac...wiec czekalam...bylo troszke zamieszania...jak rodzilam...maly przyszedl silami natury na swiat o godz 20:40:) mial 51 cm i 2815:) wiec nie bylo zle:) Jak zaszłam z mala mialam te same problemy co z Oskarkiem...ale mala przenioslam 4 dni...mialam miec rodzinny porod:) udalo mi sie namowic meza...i dzieki niemu skonczylo sie tak jak sie skonczylo...mala w czasie akcji porodowej ulozyla sie twarzyczkowo:( a lekarz ze sie spieszyl powiedzila ze mam lezec na boku i bedzie oki...ciagle mnie badano i mowiono jak dotykaja czegos co sie rusza pozniej sie okazalo ze to oczka malej...matko jak ja sie balam ze cos jej zrobia..wkoncu maz sie zdenerwowala i kazal wezwac lekarza i ma sie zdecydowac na cc bo jak cos sie stanie to on nie reczy za siebie...lekarz sprzyszedl zbadal stwierdzil ze sie spieszy ale no jednak cc mnie czeka w tym momencie powiedzilam zeby sie pospieszyli bo akcja mi zanika i nie czuje boli...wiec ekspresem na stol...pozniej otworzylam oczy maz pokzala mi mala czego ja nie pamietam i im odlecialam...nie wiem co pozniej bylo maz twierdzil ze im niezlego stacha napedzilam....ja obudzilam sie zmaska tlenowa...bylam i z jednym i drugim tydz w szpitalu...po cc mialam komplikazje krwiaki w miejscu ciecia zaczely powstawac i mialam byc jeszcze raz cieta ale zdecydowlam sie ze najpierw zastosuje oklady a pozniej jak nie pomoze to na stol..ale udalo mi sie okladami to rozbic:) mala miala 3120:) i miala 54 cm:) to tyle byc moze haotycznie troszke napisane ale tak to juz jest jak sie che wszystko opisac... pozdrawiam cieplutko:) |
|
|
|
| Parenting wspiera: |
|
|
|
|
#4 (permalink) |
|
Mistrz
|
chyba nie da sie wszystkiego opisac :) nie starczyło by nam strony
![]() |
|
|
|
|
|
#6 (permalink) |
|
Pierwsze kroki
|
to i ja cos napisze!
od poczatku...pod koniec 37tyg, w dzien urodzin mojego m. poszlam po zakupy, w trakcie ktorych pomyslalam ze podejde na ktg, bo mialam byc jutro to zalatwie od razu. jak zwykle lezalam, mloda polozna obok mnie. i nagle zbladla... i mowi ze cos nie tak z tetnem! a ze moj lekarz prowadsacy byl ordynatorem oddzialu wiec od razu na sale! lezalam caly dzien podlaczona, nic nie znalezli, ja cala roztrzesiona i jeszcze plakalam m. na reku ze mam prezent dla niego ale torktu nie upieklam . i tak mnie trzymali 3 dni a tu nic-wszystko w normie!ze ja kobita aktywna to mnie tam szlag trafial, wiec wyprosilam na 3 dzien zeby mnie puscili bo wszystko bylo ok, rozwarcia zero no i wyszlam do domu jak juz wyszlam to skrzydel nabralam, posprzatalam chalupe, zrobilam mega zakupy ( ale sie ludzie patrzyli hehe) i tak zlecialy kolejne 2 dni. 3 dnia, po obiedzie , wbrew wskazaniom lekarza, pobaraszkowalismy z m. bardzo za soba steskieni a potem on pojechal na popoludnie do pracy. wrocil o 21, zjedlismy kolacje i nagle cos mnie zaczelo scickac, tak jak przy @. nie przejmowalam ise specjalnie, ale juz o 23 zaczelo byc grubo, wiec ja do wanny, stwierdzilam ze jesli to juz to musze jak czlowiek przy porodzie wygladac wiec umylam glowe, wygolilam sie ( w mysl tego, ze nikt mnie tam maszynka jezdzil nie bedzie ), ubralam sie, zrobilam lekki makijaz!hehe a maz liczyl.23.45-skurcze co 5 minut a ja stoje na srodku pokoju i smieje sie do lez , ze niemozliwe ze to juz. m. do mnie-uspokoj sie i zacznij ubierac bo mi tu urodzisz!. zadzwonil po mame, podjechala w 5 minut i dawaj do szpitala na porodowke trafilam 12.15, skurcze co 3 minuty,ale jakos specjalnie nie bolalo, zbadali-rozwarcie 7 cm . no a potem polazilam sobie do 3 ( juz troche bolalo co psychicznie odczul m ).o 3.30 mialam kryzys-stanelam przed polozna i glosem terminatora powiedzialam ze ja mam tego dosc i ide do domu ![]() . ona na to -daje glowe ze za pol godzinki bedzie po wszystkim.i tak tez sie stalo! dalam sie polozyc o 3.40, 2 sline parcia ( strasznie mi popekaly naczynka) i rowniutko o 4 Kajtek byl po wlasciwej stronie brzucha!. m. dzielnie przecial pepowine a ja...hehe zaczelam sie naprawde bac dopiero jak mieli mnie zszywac hehe. lekarz do mnie-pani! pani wlasnie dziecko urodzila a kilku szwow sie boi?! no to sie w konu dalam, zeby scen nie robic ![]() po 40 minutach mlody juz pieknie ssal, ja sama po 2 godzinach poszlam sie umyc i wysikac co polozne skwitowaly wielkimi oczami i otwartymi buziam ![]() a na koniec powiem wam, ze to byl najpiekniejszy dzien ( a wlasciwie noc) mojego zycia!!! i wcale tak bardzo nie bolalo! za to ja czulam sie jak mistrzyni swiata, najwieksza i najlepsza ze wszystkich kobiet wszystko ( od pierwszego skurczu) trwalo raptem 6 godzin!a jak wychodzilam ze szpitala to mi polozna powiedziala ze jak w takim tempie urodzilam pierwsze to mam uwazac co by drugiego gdzies w sklepie czy samochodzie nie urodzic ![]() |
|
|
|
|
|
#8 (permalink) |
|
Pierwsze kroki
|
hehe, mi na mysl przychodza ciekawe miejsca...samolot, kosciol,kino
ale najlepiej urodzic w jakims hipermarkecie, to masz wyprawke gratis hehehe zartuje oczywiscie, glupawka mnie bierze ![]() ![]() |
|
|
|
|
|
#9 (permalink) |
|
Mistrz
|
w sumie e niektorych hipermarketach nie jest źle bo mają oddzielny pokój dla matek karmiących więc można sie zaszyć
![]() |
|
|
|
|
|
#10 (permalink) |
|
Mistrz
|
hehe, moje butelkowe!
no to ja tez napisze o drugim porodzie bo bedzie krocej ;) Natanka urodzilam w 37tc i porod trwal raptem 2.5godz, polozne powiedzialy mi ze przy drugim powinnam koczowac przed szpitalem miesiac przed terminem, zeby zdazyc. Przy Noah, od 36tc mi tlukli do glowy ze zaraz urodze no i tak sobie czekalam do ostatniego tygodnia... po calej ciazy pod prochami z powodu skurczy, przestalam brac lekarstwa w 38tyg. i skurcze jakby reka odjal. w 41tc juz calkiem stracilam nadzieje na normalny naturalny porod. we srode rano, byla 6sta, obudzil mnie lekki skurcz. dla pewnosci postanowilam sprawy przypilnowac i spojrzalam na zegarek. po 20min kolejny skurcz, zupelnie bezbolesny, i po kolejnych 20min jeszcze jeden. Wstalam, ubralam sie, zadzwonilam do tesciowej zeby przyjezdzala zostac z Natankiem bo my do szpitala. I dopiero wtedy poszlam obudzic mojego K. Bo on wieczorem byl u znajomego na meczu, troszke poimprezowal bo mial juz dosc tego czekania i nicnierobienia. Wiec poszlam go obudzic i mowie mu "wyspales sie?" a on na to, ze nie. "No to trudno ale trzeba wstawac". ----"Tak, a dlaczego???......... a, dlatego???" Przez 40min oczekiwania na tesciowa skurcze zdazyly sie nasilic i jak przyjechala to mialam je juz co 5minut, i naprawde bolesne. Wsiedlismy w samochod i do szpitala. Na izbie o 8ej, chwila oczekiwania az sie ktos zjawi i mnie "obejrzy", jakas glupia i mloda uczennica polozna podlaczyla mnie pod KTG, i zaczela wypytywac o przebieg ciazy. Ja jej na to, ze tu chyba nie czas na opowiesci bo ja zaraz urodze, a ona na to ze zaraz przyjdzie polozna to sie zorientujemy co i jak. Jak sie juz zjawila, myslalam ze oszaleje, bolalo jak cholera, ja chcialam moje zzo, a ona mi, ze jestem juz na 8.5cm!!! bez zastanowienia kazala sie przeniesc na sale porodowa, ja jeszcze sie ludzilam ze zdaze miec znieczulenie, ona kochaniutka podtrzymywala mnie na duchu, ze tak, tak, oczywiscie ze zdaza mnie znieczulic. :) Sama, o wlasnych silach przeszlam na sale porodowa z jednym skurczem po drodze :) a na sali, zdazylam tylko sie polozyc, nogi w to cos tam co sie nazywa nie wiem jak po polsku ( ;) ). biedna pielegniarka chciala mi zalozyc wenflon ale nie znalazla zyly... Polozna kazala dobrze oddychac, a ja zaczelam przec. Oczywiscie nie odeszly mi wody i tylko dlatego jeszcze nie urodzilam do tej pory. Bolalo mnie tak strasznie, ze ja blagalam by cos zrobila. Ona mi na to, ze albo czekam az odejda i biore cos p/bolowego albo mi pomoze z tymi wodami i rodze natychmiast. Wybralam druga opcje i dwa parcia i w piec minut po przyjsciu na sale, o 8.45 Noah byl po tej stronie. Bylam THE BEST porodem tego dnia bo w tempie ekspresowym trzy kwadranse i po sprawie!! a jakby mi odeszly wczesniej wody to moze i w domu bym urodzila!!! Tak sie balam tego porodu bo maly byl w terminie i myslalam ze trzeba mnie bedzie nacinac a tu prosze, zero naciecia, zero rozdarcia, wszystko elegancko i po 1.5godz bylam juz w lazience w formie olimpijskiej.. Normalnie rodzic to ja moge, ale juz nie mam w planie. szkoda ;) Ostatnio edytowane przez monikouette : 14-11-07 o 14:49. |
|
|
|
![]() |
|
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
|
|