Gdyby nadal obowiązywały statystyki z lat 30., to np. w roku 2006 zmarłoby w Ameryce 160 tys. (zamiast 20 tys.) noworodków. Wielka w tym zasługa dr Apgar, choć dziś mało kto pamięta, że nazwa skali, zgodnie z którą ocenia się stan zdrowia dzieci zaraz po urodzeniu, bierze się od jej nazwiska.
Jest rok 1949. W kafeterii szpitala znanego nowojorskiego Uniwersytetu Columbia grupa studentów w towarzystwie ulubionej pani profesor od anestezjologii Virginii Apgar je śniadanie i żywo dyskutuje. - Warto by coś wymyślić, co pomogłoby nam oceniać stan noworodków zaraz po urodzeniu, bo dziś trochę się w tym gubimy - mówi jeden z młodych adeptów medycyny. - Ależ to dziecinnie proste! - odpowiada błyskawicznie Virginia Apgar. - Należy to zrobić w następujący sposób - pani profesor chwyta najbliższą dostępną kartkę papieru i szybko wypisuje na niej pięć punktów:
1. czynność serca,
2. oddech,
3. napięcie mięśni,
4. odruchy na drażnienie,
5. zabarwienie skóry.
Studenci nie mają czasu, by zareagować, gdyż Virginia zrywa się na równe nogi i z kartką w dłoni biegnie wprost do położników, by dopytać, co sądzą o jej pomyśle. Tak wyglądały narodziny słynnej skali Apgar służącej do oceny stanu zdrowia noworodków. Oceny, którą do dziś obowiązkowo przeprowadza się w każdym szpitalu położniczym na świecie. Można by rzec, że każde dziecko, które rodzi się w asyście lekarza czy położnej, jest wciąż oglądane oczami Virginii Apgar. Bohaterka tego tekstu wymyśliła swoją skalę, mając 40 lat. A co działo się z nią wcześniej?
Więcej na stronach:
Nikt się przy mnie nie udusi