Nareszcie! W Polsce nastał tak długo wyczekiwany baby boom. Dzieci rodzi się coraz więcej, a co za tym idzie – nasze wydatki na maluchy rosną w lawinowym tempie. Przed urodzeniem dziecka warto otworzyć w banku rachunek z nieograniczonym limitem.
Zaczyna się od wydatków „ciążowych” i związanych z przygotowaniami do przyjęcia nowego członka rodziny.
- Jeśli nie chcemy czekać w kolejkach u państwowego ginekologa, trzeba się liczyć z wydatkiem ok. 200 - 250 zł miesięcznie. Dodatkowo, w czasie ciąży dochodzą jeszcze inne zakupy. Podręczniki – dla chętnych, sporo owoców – wskazane, no i ubiory ciążowe. Myślę, że spokojnie można liczyć 200 zł miesięcznie – opowiada 30-letni Krzysztof, tata 2-miesięcznego Gucia. - Na szczęście szkoły rodzenia nie kosztują prawie nic, bo są one w 90% finansowane przez gminy. Ale już poród na pojedynczej sali kosztował nas 500 zł. Płatna sala poporodowa to kolejne pół tysiąca. Bardzo często rezerwuje się ginekologa i położne na sam poród. Jest to jednak forma łapówki, my z tego nie skorzystaliśmy – dodaje Krzysztof.
Więcej na stronach:
Dziecko, czyli studnia bez dna - - - Onet.pl Dziecko