U mnie było tak: rano pierś, pod moją nieobecność młoda dostawała kaszkę (łyżeczką, mała nigdy nie lubiła smoczków); jakiś gotowy deserek (gerber, bobovita), zupkę, soczki, po powrocie z pracy pierś. Trwało to rok i 4 mieisące (pewnie dłużej bym glizdę karmiła ale dostałam anginy i kategorycznie musiałam ja odstawić, odbyło sie to bez problemów, powiedziałm "mama ma kuku i nie ma dydy "

zrozumiała
