Co do książeczek, tak, owszem, czytam namiętnie. Wtedy Beniamin ma czas na podskoki, kombinacje, stukanie, pukanie. Kiedyś kazałam mężowi "czytać do skutku". Mąż zasnął, a mały przyszedł do pokoju, w którym pracowałam i z uśmiechem na buzi powiedział; "pać". Innym razem mie zaskoczył, bo gdy zaczęłam czytać zupełnie nową książeczkę, zatrzymał się na moment, podszedł do mnie, obejrzał wszystkie obrazki (w tym momencie byłam tak szczęśliwa, że niebo widziałam!) i wrócił do dalszych zadań... kombinowanie, stukanie, łażenie.
__________________

+28 kwietnia 2008 Julcia wróciła do Nieba
|