Szpital "Inflancka" ? - porażka
Trafiłam do tego szpitala z bólami w dole brzucha i skurczami nieregularnymi w 37tc. przewieziona z powodu braku miejsc w szpitalu na Madalińskiego. Na izbie przyjęć panie wydawały się początkowo miłe, miałam podczas badania zrobiony masaż szyjki macicy (bolało bardzo) zadając mi tym dodatkowe cierpienie oczywiście nie pytając nawet czy się zgadzam, z resztą na oddziale też wydawało się miło. Zebrano niedbale i nie dokładnie informacje o poprzednich porodach, nie zaznaczono też że jestem po poronieniu. Na oddziale robiono niewiele/nic żeby zatrzymać skurcze, czy cokolwiek. Nie podawano żadnych leków, nie robiono badań typu krew, mocz... Tylko KTG na którym pisały się raz bardziej raz mniej regularne skurcze. Raz zrobiono USG z którego też nie wiele wynikało. Po dwóch dniach ból zaczął się nasilać i schodził już czop śluzowy z smugami krwi. Tego dnia na obchód przyszedł pan dyrektor i stwierdził że przecież nic się nie dzieje i mam się zbierać do domu. Z bolącym brzuchem, momentami tak mocno że musiałam przystawać na ulicy lub przyjmować "dziwne" pozycje dotarłam do domu. W karcie wypisowej mam tylko wpis o skurczach przepowiadających nic nie napisano o bólach utrzymujących się i nasilających przy chodzeniu, nie ma też wpisu o odejściu czopu. Oczywiście uśmiechnięty pan doktor wręczając mi wypis zapraszał do tego szpitala jak tylko zacznę rodzić. Kiedy usłyszał że poszukam innego szpitala bo tu mi za daleko i nie jestem zadowolona z opieki zmienił minę diametralnie był zły, oburzony że w ogóle śmiałam powiedzieć coś takiego. Szczerze mówiąc boję się i nie wiem co mam robić w tej sytuacji. Boję się tam wrócić i nie wiem co zrobię jeśli w nagłej sytuacji pogotowie właśnie tam będzie chciało mnie zawieźć.
|