Hej, dziewczynki kochane
Ja już chyba doszłam do siebie, choć przez głowę co jakiś czas przebiegają myśli typu "gdyby nie ta gałąź..." Bo rzeka bardzo szybko płynęła i nawet, gdyby w pobliżu byli jacyś ludzie, to nie wiem, czy by zdążył ktoś zareagować; zanim by się zorientowali, że to pies z nurtem płynie, już dawno byłaby wiele metrów dalej.
Dziękuję za miłe słowa, ale to chyba nie odwaga, a jedynie paniczny lęk przed stratą. I chyba w takich chwilach człowiek najsilniej uzmysławia sobie, jak bardzo kocha - bez znaczenia: czy innego człowieka, czy zwierzę. I jak wiele może stać się przez głupi przypadek, przez jedną chwilę...
Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Tylko Cyma wciąż jakaś "smutna"...
Wracając do naszych Świeżych Mam, to zazdroszczę im trochę, że już mają swoje skarby po tej stronie brzuszka

Ale lepiej, żeby już żadnej się to nie przytrafiło ;) Bo pewnie wiąże się to z dłuższym pobytem w szpitalu

Chyba, że się mylę? Niby można się z najbliższymi zobaczyć, ale nie ma to jak w domu, z mężem/partnerem, w przytulnych własnych czterech ścianach, z maleństwem na wyciągnięcie ręki w każdej sekundzie. Nie wiem jak Wy, ale ja troszkę się martwię, że u mnie skończy się na CC (wydaje mi się, że Mateuszek nie obrócił się główką w dół) i że nie będę mogła go mieć przy sobie zaraz po urodzeniu, i że dłużej w szpitalu przez to przyjdzie mi zostać. A swoją drogą... dziwne, jak się te lęki zmieniają... W wolnych chwilach czytam sobie relacje z porodów (ale nie na Parentingu) i... wierzę, że to najbardziej niezwykła chwila w życiu kobiety. Mąż patrzy co czytam i pyta niekiedy, czy się nie boję? A ja już nawet nie myślę za bardzo o nacięciu

Miałam się wziąć za masaże (wiadomej części ciała), za ćwiczenie mięśni Kegla, za "krawca" - i jakoś odpuściłam... A Wy? Robicie coś w tym kierunku?
Aha, kupiłam sobie jakiś czas temu liście malin - do picia, ponoć od 36tc - że niby ułatwiają poród, kiedy już się zacznie (ale nie wywołują go). Słyszałyście o tym??? I w ogóle - przygotowujecie jakoś swoje ciała i dusze na ten moment?
Agula, moczenie stóp w letniej wodzie pomogło? Bo ja jeszcze nie spróbowałam, ale wczoraj miałam problem z włożeniem swoich najluźniejszych butów (o chodzeniu nie wspomnę...). Mnie stopy nie bolą (jedynie w nocy, gdy do kibelka chodzę - wtedy bardzo są obolałe), ale kostek nie widzę

I pręgi mi się nawet od japonek robią :/
Powodzenia na badaniach
Mojra, ależ musisz być szczęśliwa

Nie dość, że tyle ważnych spraw załatwionych, to jeszcze możesz się cieszyć urządzaniem własnego gniazdka i wszystkimi przyjemnościami z tym związanymi :) Jeszcze nie tak dawno sama tego doświadczałam, więc wiem jaka to radość. Tylko pamiętaj - nie przesadzaj

Masz mnóstwo zapału, ale też mnóstwo emocji - a na dzieciaczka jeszcze nie czas
Mmadziu, Ty też powinnaś zwolnić tempo... Tym bardziej, że Cię nie opuszcza przeczucie, że wcześniej urodzisz... No wiem - łatwo mówić ;) Tym bardziej, jak się zacznie myśleć o tym, co jeszcze trzeba zrobić/kupić/urządzić w tak krótkim czasie
Sekundko - spóźnione ale ze szczerego serca - życzenia marzeń spełnienia

Mnie własna "trzydziestka" jeszcze w tym roku czeka

W listopadzie... Więc raczej huczna nie będzie. Ale Ty za rok już będziesz mogła zrobić naprawdę huczną imprezę ;) Mam nadzieję, że i wczoraj było miło :)
Minu,
Mmadziu - z tymi brzuszkami to macie na myśli ich obniżenie się, czy tylko nagłe zwiększenie ciężaru??? Mam nadzieję, że się w sierpniu nie zamierzacie rozpakować...
Ja to niekiedy czuję się potwornie ociężała, a innym razem - jakbym w ogóle brzucha nie miała i tych nadliczbowych 10 kilogramów

Autentycznie zdarzyło mi się kilka razy, już w ósmym miesiącu, że gdzieś spontanicznie podbiegłam (raz na autobus...), zapominając o swojej piłeczce :)
Miłego dnia :)