Hej, dziewczyny :)
Łasiczko - nie odpuściłam. Po prostu nie mam czasu. Niby nic wielkiego nie robię, ale doskonale zdaję sobie sprawę z tego ile mi pisanie czasu zajmuje - więc jak już przeczytam to, co Wy nastukałyście, to stwierdzam, że nie ma sensu, bym sama za pisanie się zabierała, bo zawsze za coś muszę się zabrać. Tym bardziej, że coraz intensywniej przygotowuję się na powitanie Mateuszka... Bo jakieś takie przeczucie mam, że będzie się chciał na świecie pojawić wcześniej... Fobię mam jak
Mmadzia ;) A czy uzasadnioną...? Sama nie wiem - może jutro się dowiem...
Synuś tydzień temu (32tc) ważył 1900g - to akurat. Szyjka - 4,5 cm - rewelacja. Stopień dojrzałości łożyska - II. I odpowiednia ilość wód płodowych. Niby nie ma powodów do zmartwień. Niby

Muszę aplikować sobie 2x2 Luteinki dziennie i wspomagać się doraźnie No-spą, bo mój brzuch jest twardy prawie bez przerwy, a najbardziej chyba w nocy. I jak za szybko chodzę. Normalnie kamień :/ Tak więc mój kochany gin powiedział, że mam zdecydowanie ograniczyć stymulowanie macicy = nie głaskać brzuszka

No dobra - jak mus to mus. A tu się okazuje w praktyce, że nie ma to najmniejszego chyba znaczenia

Przeciwnie - synuś najwyraźniej nie godzi się na taki układ; intensywnie przypominał o swoim istnieniu przez całą dobę, prawie bez przerwy - w efekcie brzuch był jeszcze twardszy niż zwykle

I bądź tu mądra... I tak sobie sama dałam przyzwolenie na okazywanie czułości ;)
Przy okazji gin pobrał wymaz z pochwy na posiew i - niestety - coś tam wyhodowano

Jutro idę z wynikami do innego gina (w zastępstwie mojego, który jest na urlopie) i dowiem się co dalej z tym fantem. Niepotrzebnie poszperałam w internecie

Przez to dowiedziałam się, że te paskudne bakterie są poważnym zagrożeniem dla dzieciaczka, jeżeli na 4 godziny przed porodem i w trakcie (nie pamiętam dokładnie procedury) nie poda się mi jakiegoś antybiotyku, a po - również małemu. Jeśli chodzi o przebieg ciąży natomiast, to istnieje ryzyko porodu przedwczesnego...
Tyle wiedzy z internetu. Zobaczymy, jak się to ma do rzeczywistości, jak mnie jutro lekarz oświeci (a podobno znakomity również ginekolog). Chcieliśmy na weekend zrobić sobie wypad na Mazury, ale się obawiam, że przez to wszystko nie wypali :( Tym bardziej, że będę musiała przyznać się także do tego, że miewam bóle brzucha (jak miesiączkowe) i niekiedy dziwne, bardzo bolesne jakby kolki z prawej strony, które nie dają mi się wyprostować i chodzić.
A tak mi się marzy kąpiel w jeziorze

Niby ciąża sama w sobie jest przeciwwskazaniem, ale na dobrą sprawę opinie są różne - jak zawsze. To jezioro, nad które się wybieramy, ma I klasę czystości - korci mnie niemiłosiernie...
Mmadziu, a jak Twoje samopoczucie? Pisałaś, że też Cię bóle brzucha niepokoją i że skurcze miałaś. Byłaś z tym u swojej ginekolog? Masz podstawy do obaw? Rozumiem Twoje lęki, no bo medycyna - owszem - gna do przodu i daje szansę takim maleństwom, jednak lepiej powitać dzieciaczka planowo, niż umierać z niepokoju o jego płucka, zdrowie i życie. No i zostawiać go w szpitalu

Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Ja to już taka głupia jestem, że jak czasem zdarza nam się psa pod czyjąś opieką zostawić, to się przez cały czas zamartwiam: że np. samochód ją (bo to sunia) potrąci albo jakiś inny pies na spacerze zaatakuje, albo że ją ktoś spod sklepu ukradnie (bo tak się kiedyś zdarzyło zresztą). A co dopiero dziecko takie maleńkie mieć od siebie z daleka

Jak pisanie pracy? Do przodu? Współczucia wielkie...
Co do Twojego M i jego pracy, to wiem doskonale, co masz na myśli - sama chciałabym, żeby mój mąż jeszcze wyjechał za granicę, żeby kredyty chociaż pospłacać. Nie na stałe, ale choć na dwa miesiące - dałoby to nam naprawdę sporo, szczególnie w sytuacji, gdy tyle wydatków z dzieckiem i z urządzaniem mieszkania. No ale co zrobić - teraz już po zawodach, bo dostał umowę na stałe i zarobki niezłe jak na toruńskie realia, więc nie zaryzykuje. Poza tym - kiedyś zarzekł się, że już nigdy w życiu sam nigdzie nie wyjedzie :( To miłe, ale z drugiej strony... wiesz, jak jest...
Aisha - gratuluję nowego własnego mieszkanka

Oby to docelowe było ;) Chyba, że masz inne plany. Bo ja przeprowadzek nie cierpię - mam ich za sobą naprawdę sporo.
Mojra - z tą siarą to różnie bywa i nie ma co się nią przejmować. Mi od dwóch miesięcy wypływa, a mojej mamie przy wszystkich trzech ciążach to się nigdy nie zdarzało. Mnie to nawet bawi, jak M mówi "Mlekuś" na mnie, a poza tym - jakoś tak fajnie mi na psychikę działa - że faktycznie wszystko wskazuje na to, że mamą będę :)
Drodka, wierzę, że cięcia nie czułaś - większość kobiet tak mówi. Na pewno da się to przeżyć, tak jak i szycie - ale ja nie chcę i jeśli to tylko będzie możliwe, to będę się bronić rękami i nogami ;) Dobrze, że już nie te czasy, że się nogi do łóżka rodzącym przywiązywało ;)
Łasiczko, gratuluję udanego finału z Łasica-Fast ;) Niech się ten biznes kręci jak najlepiej
Co do
Natana, to mi naprawdę to imię bardzo się podoba i nawet przez chwilę na mojej liście było (ale jak wiesz, Mateusz okazał się jednym jedynym kompromisem pomiędzy moimi i męża preferencjami). Czemu je za mroczne uważam? Nie wiem

Tym bardziej, że nikogo o takim imieniu nie znam. No tak mi po prostu w uszach brzmi

Ale Ty się opiniami innych nie przejmuj, bo to Twoje dziecko i krzywdy mu raczej imieniem nie zrobisz. Zresztą, taka krzywda także kwestią gustu i czasów jest - tak mi się wydaje. Mój śp. wujek - Alfons miał na imię i w tamtych czasach jakoś nikogo to nie dziwiło ani śmieszyło. I mówiono Aloś na niego.
Z kolei moja kuzynka już przed urodzeniem synka wiedziała, że będzie on Aleksandrem, choć wszyscy bardzo się krzywili. No i wszyscy pytali: "Jak Kwaśniewski?". A ona odpowiadała: "Nie, jak Aleksander Wielki" :) Kurczę, to faktycznie inaczej od razu brzmiało. A teraz nikt sobie nie wyobraża, żeby Olek Olusiem nie był :)
Co do krechy na brzuszku, to mam także - od pępka w górę, kończy się w połowie drogi do mostka ;) Nie jest mono zauważalna, ale jest. I nie przeszkadza mi. Podobno to "kresa czarna" (bardziej wyraźna u pań o ciemnej karnacji - ja blada jestem jak córka młynarza) - znika po wszystkim ;) A pępek? Też jeszcze nie wyszedł, ale kto wie? Chyba ma zamiar, choć niezbyt stanowczy ;)
Puma, jak Cię Twój facet denerwuje gadaniem o rozstępach, to mu też coś znajdź - na pewno i on doskonały nie jest ;) A Ty w ciąży zaawansowanej jesteś i taka natury niesprawiedliwość, że przeważnie się piętnem na całe życie stan ten odciska :/ Też się martwię, że paskudnie wyglądać będzie mój brzuch i piersi (jeszcze nic nie ma, ale nie wierzę, żeby tak pozostało) - mój mąż mówi, że to nie koniec świata i że na pewno nie wpłynie to na jego ocenę mojej atrakcyjności - chyba zdaje sobie sprawę z tego, że skoro chce, bym mu JEGO DZIECKO urodziła, to z jakimiś kosztami się to musi wiązać. Na szczęście jest dojrzałym facetem i pewnie pogodził się z tym, że wiecznie młodziutkiej i idealnej laseczki mieć nie będzie

Tym bardziej, że jak się poznaliśmy, to miałam lat 17, a dziś... prawie 30

Ten wniosek właśnie mnie dobił
Jak zwykle - rozgadałam się. Mam nadzieję, że raz na jakiś czas to wytrzymujecie ;)