jak miło sie czyta te wasze wpisy...
tak, ciąża cudowna - mogłabym jak słonica 2 lata w ciązy chodzic...
macierzynstwo - to juz temat rzeka...
moje zycie sie wywróciło tak, że długi czas sie nie mogła pozbierać, nie mając prawie zadnej (oprócz posprzatania) pomocy ze strony męża - przy dziecku "nie umiał" nic zrobic...
swojego syna uwielbiam, choc to >żywe srebro< daje mi od samego początku popalić - kolki, nieprzespane noce do półtora roku, a broi jak mały diabełek...za to jak sie mizia to słodkością samą jest...
czyli jeden wielki rollercoaster, górka kolejka to pikuś, pan pikuś
jednak chcialabym miec jeszcze jedną dzidzię...
mimo iż w trakcie pierwszego trudnego roku zarzekałam sie, ze Vic będzie jedynakiem...
Pozdrawiam zakręcone mamy
