Tak naprawde z tymi upałami to trudno trafić. Jak rodziłam Tomka, to cały czerwiec było strasznie upalnie. Tomek rodził się 7-8 lipca, mąż mi ograniczał picie, bo może cesarka - koszmar. A po porodzie w szpitalu wychodziłam spod prysznica półmokra i zanim doszłam do sali to byłam suchutka. Nogi miałam jeszcze ze 2 tygodnie opuchnięte. A moja koleżanka z pracy rodziła pod koniec sierpnia. Czerwiec przechodziła w miarę mało uciążliwie. Spokojnie sobie pojechała w lipcu na urlopik, nad polskie morze i jak rodziła to było dawno po upałach.
JA TEŻ MARZYŁAM O RODZENIU WIOSNĄ ;)
Nic to... nie myśleć o nudnościach, znaleźć sobie zajęcie - ja w pierwszej ciąży planowałam i organizowałam wykończenie nowego mieszkania (wprowadziliśmy się miesiąc przed rozwiązaniem nie mając umeblowaniej kuchni). Można zająć się szydełkowaniem lub dzierganiem na drutach pajacyka dla maluszka (osobiście uwielbiam, ale teraz brak na to czasu)
Najlepszy jest drugi trymestr. Poprawia się samopoczucie, przybywa sił witalnych i mijają nudności.
JUŻ NIEDŁUGO 