Zakładam ten wątek z myślą przede wszystkim o mamusiach, które ofiarnie i cierpliwie walczą o sen dla siebie i spokojne dzieciństwo dla maluszka.
Mój Kajtek to typ terrorysty - nie sądziłam, że mając niespełna 3 miesiąca można tak powiedzieć, ale niestety tak jest. Oczywista walka z kolkami, gazikami, bólami brzuszka to jedno, ale histerie, fochy, pokazywanie różków to drugie. Czytam z zapartym tchem "Język niemowląt" i muszę przyznać, że przynajmniej zasypianie w miarę nam wychodzi. Co jednak zrobić gdy maluszek jest najedzony, odbeknięty, przewinięty i nic go nie uwiera, a spać nie chce nadal. Na buźce maluje się zmęczenie, dziecko zaczyna się kręcić i rozkręcać... I tu można zacząć opowieść.... Nie potrafię go uspokoić, a smoczek fruwa pod sufit

Wtedy w ruch idzie wszystko co się w domu znajduje: suszarka, smoczek z nakapanym słodkim Bobotikiem (żeby jednak się uspokoił), noszenie na rękach, przytulanie, guganie....Ale i to daje marne efekty.
Moja znajoma ostatnio pouczyła mnie, że powinnam dawać Viburcol 2 razy dziennie przez minimum tydzień - jest to lek homeopatyczny, więc szkód nie wyrządza a maluch jest zrelaksowany. Poza tym od kiedy dostaliśmy do teściowej leżaczek staramy się wprowadzać pewną rutynę: pobudka - przewijanie - karmienie - odbicie - aktywność w leżaczku (bez niepotrzebnego noszenia) - spanko (gdy zaczyna już marudzić)....póki co działa (odpukać). Z dalszych efektów będę się spowiadać na bieżąco.
Zachęcam Was do dzielenia się swoimi zgryzotami, bo w kupie raźniej

I tak na zachęte:
pamiętajmy, że takie urwisy potrzebują najwięcej miłości!!!!