Witam we wtorkowy poranek. U mnie już od 6 rano pada śnieżek, a ja na nogach. Zasnęłam standardowo po 3, ale już przed 5 było siusiu, no i o 6 już było po spaniu. Włączyłam pranko, byłam w sklepie (całe szczęście, że mam go pod nosem tzn. pod domem:)) Nie mam pomysłu na dzisiejszy obiad tzn. na drugie danie, bo zupkę dziś gotuję jarzynową:) Wypadałoby wziąć się za prasowanie.
Wiecie co...poczytałam trochę i znowu mam pewne wątpliwości...chodzi o wody płodowe. Wiem, że odchodzą, bo to jasne:) ale skąd mam wiedzieć czy czasem te wody jakoś się nie sączą. Teraz nie wiem jak u Was, ale jakoś nieco więcej jest wydzieliny czy tam upławów i one u mnie nie mają koloru, więc skąd mam mieć pewność, że to nie sączą się te wody? Wiem, ze może to głupie pytanie, ale tak mnie to jakoś zastanawia, bo czytałam, że sączące się wody są niebezpieczne:) Nie wiem, może niepotrzebnie zawracam sobie tym głowę, ale tak mnie jakoś naszło...
Widzę, że Wy też macie twardy brzuch...u mnie to samo, no ale Młoda się rusza, więc chyba wszystko ok. Jutro mam wizytę u lekarza, więc jakby co, to zapytam -tak na wszelki wypadek:)
Jejku ale zgłodniałam! Idę do kuchni...tylko nie mam jakoś na nic smaka...Kupiłam świeżą bułeczkę z ziarnami, wiec coś pomyślę, a potem tu zajrzę:)
__________________
|