Po wczasach idzie jak po grudzie - jakoś mi się odechciewa pracować, na szczęście mamy sezon ogórkowy, więc nawet niespecjalnie muszę udawać, że coś robię
Nie przejmuj się tak tym ślubem :) My z K. postanowiliśmy sobie, że chcemy, żeby były jakieś potknięcia - i wyszło tak, że to my odstawiliśmy szopkę :) Ale najważniejsze, że gościom się taki luz podobał, nikt nie czuł się zbyt usztywniony, ale też obyło się bez jakiś pijackich numerów. Słowem - impreza jak trzeba. I teraz każdy ze znajomych się martwi, czy jego wesele będzie tak samo udane :) Także pamiętaj najważniejsze słowo - LUZ!!
Sukienką też się nie martw. Ja miałam szytą ciutkę wcześniej, a do ślubu szłam już zafasolkowana :) I kiecka była lekko przyciasna, bałam się nawet, że zabraknie mi tchu w kościele. Ale problem się sam rozwiązał - przy wsiadaniu do auta strzeliły mi 2 guziczki. Na szczęście miałam gołe plecy, a te guziczki były niewidoczne :) Jakoś nie zepsuło mi to zabawy, a defektu nikt nie zauważył :)