leżącej obok mnie pacjentki zdążyła odburknąc tylko, że może w nocy nie będzie nikogo kto może pokarm podać!!!!zapytałam tylko:,,słucham?jak to?''Powiedziała, że dopyta i mi powie.Nie powiedziała, ignorowała mnie.Do pokoju przyszedł ordynator, zapytał w czym problem, ze jestem juz od samego początku bardzo skomplikowana!!!nie słuchał, przegadywał mnie, nie dopuszczał do zdania, rzucił tylko, że zaprasza mnie do pokoju gdzie będą panie pielęgniarki i tam będę mogła powiedzieć co mnie gryzie.Chwilę później byłam już na rozmowie, opowiadałam o tym, jak potrzebowałam pokarmu i wskazując na panią(bez identyfikatora) że na pytanie co z pokarmem miedzy 24-6 rano, odparła,że nie bedzie nikogo kto mi go poda.Wtedy ta pani,,x''zaczeła przedstawiać z drżącym głosem swoja nagięta wersję do pana ordynatora, że ja....zaatakowałam ją!!!Otworzyłam buzię ze zdumienia i myslałam że się uduszę, jak można kłamać komuś prosto w twarz, jak można tak zmyslać!!!???Kiedy próbowałam się tłumaczyć, pan ordynator siedział na krześle z podpartymi rękoma na głowie i miał głowę schyloną w dół i kręcił nia na boki, jak by chciał powiedzieć:,,co ty mi tu opowiadasz, weż już skończ mówić''.To był koszmar.Powiedziałam, że wychodzę na własne żądanie, i niech mi wytłumaczy dlaczego pani w dyżurce powiedziała mi ze do 48h dziecko ma być w szpitalu a ja mogę wyjść wcześniej, bez dziecka!Poinformowałam lekarza, że siostra dzwoniła do fundacji rodzić po ludzku i odpowiedziano,że wedle regulaminu matka powinna pozostac do 48h w szpitalu z dzieckiem ale jesli wychodzi na własne żądanie przed upływem tych godzin to wychodzi z dzieckiem.Lekarz mnie znegował, pani która mnie błędnie poinformowała i siedziała obok, nawet nie odezwała się!!Było dużo więcej pań, nie wiem odpowiedzialnych za co ani jak się nazywały bo nie nosiły identyfikatorów, wszystkie wzdychały i wyraźnie czułam ich ironiczne usmieszki które ukrywały zasłaniając się dłońmi.Wyszłam z pokoju zwierzeń jak ja to nazwałam, ordynator odkodował mi drzwi na oddział i powiedział, że ma nadzieję, iż więcej mnie tu nie zobaczy!!!!!Popłakałam się na dobre, pragnełam stamtąd uciekać, zdenerwowane panie przyszły do mnie do pokoju,było ich chyba z pięć, na oględziny maluszków, zaczeły cos mruczeć odnośnie tej afery jaką rzekomo stwarzam i po złości zostawiły mi płaczącego synka na brzegu łózka z niezałozona pieluszką.Płakałam jak bóbr, razem z małym.Poszłam podpisać oświadczenie o wyjściu na własne żądanie, siostra napisała mi sms-a bym poprosiła o kopię tego oświadczenia wraz z błędnym oświadczeniem o prośbie o dokarmianiu sztucznym(który dyktowała mi pani,,x'' i okazało się przez ordynatora źle napisane-tez się nie przyznała, że to ona mi to dyktowała a zganiono mnie!!!!) Kiedy poprosiłam o kopię, panie oburzone zapytały dlaczego to potrzebuję? powiedziałam, że wedle prawa, tam gdzie jest złozony mój podpis to i nalezy mi sie tego kopia! Przyznaję iż wtedy nagrałam juz panie na dyktafon w telefonie, odparły że o taką kopię mam się zwrócić do dyrektora szpitala!!!Mam to nagrane i o tym fakcie poinformowałam panie dodatkowo prosząc o nazwiska bo nie wszystkie posiadały identyfikatory jak juz wspomniałam wcześniej.Znowu było oburzenie, po co mi ich nazwiska!!!Otrzymałam tylko część z nich.Poszłam do pokoju i do synka.Wtedy znowu przyszła jakaś pani, powiedziała, że pan ordynator prosi mnie do swojego gabinetu, byłam już naprawdę zdenerwowana tą bieganiną, tym szarpaniem się, odpowiedziałam krótko,że nie,że jestem po porodzie, wszystko mnie boli, nie mam nawet z kim zostawić synka i niech to doktor przyjdzie tym razem do mnie.Poszła.Przyszedł ordynator.Bardzo służbowo powiedział,że powinnam otrzymać szczepionkę ze względu iż moja grupa krwi jest minusowa, ale nie dostanę jej wcześniej jak o 16.Czy chcę czekać do tej pory.Powiedziałam ze przyjdę i dam znać, skonsultuje sie ze swoim lekarzem, czy mogę otrzymać ta szczepionkę u siebie w mieście w Malborku i wkoncu opuścić szpital.Dzwoniłam do lekarza który był na urlopie, powiedział ze takiej szczepionki nigdzie nie otrzymam jak nie w szpitalu w którym rodziłam.Nawet moja zaangażowana mama,dzwoniła do dyrektora w Malborku z tym zapytaniem.Dyrektor z Malborka powiedział to samo ale zdziwił się tylko, dlaczego mam czekać tyle czasu, że prawdopodobnie robią mi z tym na złosć.Nie obchodziło mnie to, zacisnełam mocno zęby i postanowiłam jakos przetrwać.Mój partner który wynajoł sobie nieopodal pokój na czas pobytu w Pucku trzymał mnie na duszy,powiedział nawet, że pani od której wynajoł pensjonacik mówiła iż ordynator pracujący w tym szpitalu ma bardzo zła opinię i źle traktuje pacjentki.Także czułam, że nie jestem sama z tym problemem, nie jedna musiała przechodzić podobną gehennę!Tata zdażył też zadzwonic do dyrektora by Ten pomógł w tym bym napewno otrzymała szczepionkę tego samego dnia.Otrzymałam ostatnia porcję mleka dla synka, nie zjadł wszystkiego, zrobił sobie chwilowy przystanek, odstawiłam butelkę i wtedy przyszła pani ze szczepionką! Zaraz po narodzinach synka to była druga najpiekniejsza dla mnie chwila w tym szpitalu, to oznaczało, że zaraz będę wolna!!!Mój partner w mig podjechał pod szpital, przyszedł mi pomóc pozbierać się i wtedy do pokoju ostatni raz weszły dwie panie,,x''.Jedna młoda która najbardziej buntowała się w przedstawieniu mi się i druga starsza.Młodsza powiedziała, że przyszła ubrać maluszka, po czym odparłam,że syn jest juz ubrany przezemnie i zaczełam karmić Go resztką mleka której niedokończył z przed kilku minut.Młodsza pani zapytała,,podaje pani zimne mleko dziecku?''(Nie było zimne,temperatura była pokojowa,zresztą karmione z piersi też nie jest bóg wie jak gorące) odpowiedziałam że tak, na co usłyszałam coś co myślałam,że cos źle zrozumiałam a mianowicie:,,To ja współczuję temu dziecku, jest mi go bardzo żal!!!''Tego było za wiele dla mnie! choć z reguły tego nie robię, tym razem zniżyłam się do tego samego poziomu i zdążyłam tylko odpowiedzieć bo panie szybko skierowały sie ku drzwiom, że ja współczuję pani i mi jest jej żal!!Pakowałam synka w pospiechu, dosłownie biegłam korytarzem ku wyjściu, czułam się jak niesprawiedliwie skazany więźień który wyychodzi na wolność.Obdzwoniłam wszystkich najbliższych którzy trzymali mnie,,przy życiu''duchowo przez te koszmarne dwa dni.Cieszyłam się,miałam maleństwo przy sobie,wracałam wkońcu do domu ale ślad niesmaku pozostał do dziś,szczególnie, że w relacji między lekarzem ginekologiem a pacjentką powinna być szczególna relacja, wkońcu sprzedajemy pewną część swojej intymności komuś obcemu.Takie osoby powinny wzbudzać zaufanie, mieć do pacjenta szczególne podejście, zresztą jak każdy lekarz nie tylko ginekologii.Pytanie jakie kłębi mi się w myślach jest jedno

LACZEGO?Dlaczego spotkał mnie taki chłód ze strony ordynatora, obojetnosć i ignorancja pań odziałowych. Gdzie ta piękna sala w której miałam rodzić? Przez dwa dni jakie spędziłam na oddziale słyszałam kilka porodów, ani jeden nie odbył się sali którą prezentowano mi podczas wstepnej wizyty.Czy to była tylko reklama? wnioskuję, że chyba tak. Nie wiem ile podobnych przypadków doświadczyły kobiety na tym oddziale, które podobnie jak ja chciały RODZIC PO LUDZKU,napewno nie jestem jedynym przypadkiem, tylko nie wszyscy o tym głośno mówią, kobiety wciaż myślą, że tak ma być i już,milczą,nie walczą o swoje, jednoczesnie wciąż uświadamiają lekarzom, iż choćby uhonorowani zostali jako szpital przyjazny dla pacjenta, że chory/a bądź rodząca musi być pokorny służbie, robic co każą i nie walczyc o swoje prawa które się przeciez każdemu pacjentowi należą. Od porodu mineło osiemnaście dni.Trzy dni temu miałam sen, śniło mi się,że wciąż jestem w tym pokoju, chcę uciekać, nie mogę i wtedy wyskakuję z okna, nie wiem czy przeżyłam upadek bo sen sie skończył.Koszmarny sen, taki jak cały pobyt w Puckim szpitalu. Dzis na pytanie odnośnie opieki w szpitalu juz nie odpowiadam z entuzjazmem jak przed porodem iż w Pucku-Po ludzku, teraz jedyne hasło jakie jestem w stanie powiedzieć to... W PUCKU-NIE PO LUDZKU.