|
Osesek
Zarejestrowany: 16-07-2010
Miejscowość: Malbork
Posty: 19
0 podziękowań w 0 postach
|
Szpital w pucku- koszmar część 2
razem ze mną, że niestety ale musimy skręcic na....Puck.Zaraz po wejściu na oddział połozna od początku przeprowadzila ze mna szczegołowy wywiad o przebytych chorobach itp, itp.podpisywanie deklaracji których nawet nie miałam czasu przeczytać(ja zawsze mówię, że na takie regulaminy należy brać urlop z pracy, są takie długie hihih:)Oczywiście na korytarzu zauważyłam pana ordynatora który miał bardzo brzydka minę widząc mnie, wtedy znowu zadałam sobie pytanie:chłopie, co ja ci takiego zrobiłam???!Została ze mna mama i zaraz dwie przeszłysmy do sali porodowej- malutkiego pokoiku który nie wyglądał tak jak 7 tygodni wczesniej, podczas zapoznawania się ze szpitalem.Położna poinformowała mnie że będę rodzić tu, a kiedy zapytałam o salę z wanną, z workami powiedziała,że ona dpiero do pracy przyszła i nie wie...zapyta..i nie zapytała, bóle przybrały na sile i jak to my kobiety, wszystko nam wtedy jedno, oby tylko juz urodzić.Poprosiłam o wannę, wtedy przeszliśmy do malutkkiego pomieszczenia gdzie takowa się znajdowała, typowa domowa wanna.No nic-pomyslalam sobie, wchodzę, oby tylko usmierzyc ból.Faktycznie bóle nie były tak mocne, złagodziło się, ale też akcja porodowa traciła na czasie-wiadomo.Później do izolatki- bo tak wyglądała ta sala porodowa, połozna przyniosła worek, pokazywała jak mogę rodzić przy łóżku.W zasadzie cały czas byłam ,,na nogach'', chodziłam..nawet zaczełam w pewnym momencie biegać.Mama pomagała ile mogła, podawała mi wodę do picia i co chwila wychodziła na korytarz dać sprawozdanie tacie z postepów porodu, wtedy kiedy Jej nie było, do sali wszedł ordynator, w bólach zaczoł ze mna dyskutować, że to co dzis wyprawiłam to było nie do pojęcia! ALE CO TAKIEGO???To ze nie zgodziłam sie na nie ludzkie traktowanie i poprosiłam o wypis? Pytał cos, czy chce dziś napewno urodzic..nie pamiętam do czego dążył, ale odparłam że to nie czas na dyskusję i że proszę o danie mi spokoju, wtedy weszła do sali mama a ordynator uciekł do pokoju obok!Skurcze miałam częste ale płytkie, zapytali czy zgadzam sie o podanie kroplówki, nie mogłam dowiedziec sie co to za kroplówka, kiedy pytałam czy to oksytocyna, słyszałam ze napewno po tym będzie szybciej...:/ok. Po wkłuciu wenflona wprawdzie nie czułam wzmożonej akcji, nie pamiętam w zasadzie juz nic oprócz bólu nie do zniesienia.Połozna cały czas prosiła o współpracę a ja z ogromnych chęci nie miałam na to siły, w partych bólach schodzić z łóżka i wchodzić zaraz na niego spowrotem, zreszta stołek który był pomocny jako podwyższenie do wejścia na łózko porodowe było ruchome ze dwa razy złapała mnie mama bym nie upadła(uwaga na to!!!)Po 5 godzinach postępującej akcji porodowej połozyłam się na łóżko, choc chciałam rodzic na siedząco, tak było mi wygodniej, przyszedł ordynator i bardzo ale bardzo boleśnie pomagał połoznej pomóc wyjść główce,pamiętam że uchwyciłam go za przedramię w bólu i wtedy główka wyskoczyła, nie byłam nacinana jak prosiłam, zreszta położna mówiła ze to i tak nie jest potrzebne, więc jestem naprawde wdzięczna, że pod tym względem panie postarały się.Położono mi synka na piersi, okryto nas, byłan wtedy najszczęśliwaszą kobieta na świecie. To było cudowne przeżycie!Miałam tak zdrętwiałe nogi, nie potrafiłam na nich ustac, więc na wózku zawieziono mnie do pokoju.Z całego wrażenia nie przespałam ani minuty podczas pierwszej nocy,zanim pozostawiono mnie samą z dzidziusiem pokazano mi jak karmić Go piersią.Rano synkowi udało się zjeść pierwszą porcję mleka z piersi, niestety tylko z jednej i na tym się skończył pokarm, piersi były zupełnie puste, nawet nie czułam by nabierały pokarmu.Synek usnoł, a mi podano herbatkę na przyspieszenie laktacji i zalecono pić duże ilości wody.Zrobiłam co mi kazano, ale pokarm jak się skończył tak sie pojawić nie chciał.Zanim jeszcze Malutki się obudził prosiłam o pomoc gdyż obawiałam się,że obudziwszy się nie będzie miał co jeść, więc każdy z osobna do którego zwracałam się o pomoc ściskano mi piersi co niesamowicie bolało, i tak miałam juz przeciętą prawą brodawkę. Usłyszałam nawet, że kobiety karmią gdy leci krew!! było to dla mnie absurdem.Rozumiem dobroczynny wpływ karmienia piersia ale nie dajmy się zwariować.W szpitalu panował przywilej karmienia piersią- jako coś co warto czynić a nie jako przymus!Kiedy synek się obudził, szukał piersi, przystawiwszy go denerwował się i płakał bo nie otrzymywał pokarmu.Położyłam Go do szpitalnego szklanego wózeczka i poszłam z nim do dyżurki poprosić o kolejną pomoc.Znowu ściskano mi piersi by dowieść czy oby napewno nie ma mleka.Wyszło trochę siary i kazano mi dalej przystawiać do piersi.Mały denerwował się ale ssał,zasnoł.Nie wiem ile się najadł, skoro podczas tylu prób mleka widać nie było.Podczas drugiej nocy obudził mnie płacz synka, przystawiłam go do piersi, nie chciał ssać, machał główką, wciąż próbowałam, kiedy chwytał brodawkę zaraz znowu puszczał.Była 1 w nocy, poszłam do dyżurki, obudziłam śpiącą panią, przeprowadziła jeszcze dokładny wywiad a dziecko mi wciąż płakało, poprosiłam o dokarmienie.Pani podała mu glukozę, po czym przyniosła mi Go do pokoju.Niestety nie najadł się wystarczająco bo ok.godziny 3 znowu obudził mnie jego płacz, znowu poszłam do dyżurki, zrelacjonowałam co się dzieje i poprosiłam o kolejne dokarmienie, tym razem małego nie było pół godziny, kiedy przyniesiono mi go, zapytałam czy płakał z głodu nie usłyszałam odpowiedzi. Było jasne,że tak.Tym razem spał dłużej.Może podano mu mleko tym razem, nie wiem.Rano znowu płacz, przystawianie do piersi, znowu zdenerwowanie.Poszłam do dyżurki chyba już po raz dziesiąty raz.Ściskano mi bardzo obolałe piersi, jak by nikt mi nie wierzył że nie mam pokarmu, co było po prostu moim marzeniem!Poprosiłam by podali mu sztuczne mleko, na co w odpowiedzi usłyszałam, że musze poczekać na panią która jest odpowiedzialna za oświadczenia pisemne które mam złożyć u niej, iż zwracam się z prośba o sztuczne dokarmienie.Dziecko płakało mi coraz donośniej, ja byłam coraz bardziej zdenerwowana i bezradna.Dziwiłam się ze w takiej nagłej sytuacji gdzie moje dziecko płacze z głodu mam czekać bo pani,,x''jest GDZIEŚ na JAKIMŚ oddziale.Było mi coraz bardziej żal zanoszącego się już synka, poszłam do pokoju, po drodze spotkałam kilka pań których pytałam czy odpowiadają za funkcję sztucznego karmienia, każda z nich kwitowała mnie i szła jeść drożdżówkę w dyżurce.Wyciągnełam z opakowania butelkę którą wziełam ze sobą do szpitala do laktatora, wlałam przegotowanej wody i podałam choc odrobine wody dla synka, by się nie odwodnił.Tak z wózeczkiem i butelką chodziłam po korytarzu w desperacji czekając na tą panią. W pewnej chwili pani połozna, która przechodziła obok mnie zauważyła butelkę z wodą i poskarżyła się pozostałym paniom siedzącym w swoim pokoju, wtedy jedna z nich która wydawała sie wcześniej być dosyc opanowaną osobą wyrwała mi butelkę i zaczeła krzyczeć, że jak ktos to zobaczy to ona będzie musiała przed sądem zeznawać!Nie zabardzo wiedziałam o co tej pani chodzi! poprosiłam by oddała mi butelke bo to moja własność i powtorzyłam pytanie kiedy mogę spodziewać się pani u której moge podpisać to oświadczenie i nagle ni stąd ni zowąd z krzesla podniosła się odpowiedzialna osoba za to i zaczeła ze mna rozmawiać o dokarmianiu.W tle dalej trwała gorąca dyskusja jak ja mogłam podać dziecku wodę!!??? a która matka może patrzeć na płaczące dziecko??kto potrafi to znieść i patrzec na to bezsilnie!??i jak się okazało, ta pani cały czas tam była a mnie zignorowano!Miałam podpisać ze się zgadzam na dokarmianie, pod warunkiem, że dziecko będzie dokarmiane 20ml mleka co 3 godziny a w nocy miedzy goziną 24 a 6 rano mleka nie dostanę! z niewiadomych przyczyn!Kiedy ochłonełam, zaczełam się zastanawiać niby dlaczego nie otrzymam w nocy pokarmu??Jak mam dziecku wytłumaczyć, że teraz niedostanie bo tak ma być?Wtedy do pokoju przyszły dwie panie, pani połozna i pani pediatra, zapytałam pani pediatry, bardzo grzecznie(leżała ze mną na sali koleżanka która była w stanie potwierdzić moje grzeczne pytanie do tej pani)dlaczego nie moge otrzymać mleka dla synka miedzy 24-6 rano, długo milczała zanim odpowiedziała, widac było ze sama nie wiedziała dlaczego, odwracając odrazu głowę w stronę
|