Chciałabym, aby moja historia o tym jakiego traktowania doświadczyłam w szpitalu w Pucku były przestrogą dla kobiet które rozważają myśl urodzenia tam swojego dziecka. Z góry uprzedzam, iż histroia jest długa, postaram się opisać ją najdokładniej jak potrafię.Mieszkam w Malborku, od ub.r przebywałam za granicą i tam też miałam urodzić synka, niestety z pewnego powodu, musiałam wrócić do kraju.Bardzo zależało mi na dobrej opiece podczas porodu jak i po,szczególnie istotnym elementem była dla mnie możliwość wyboru dowolnej pozycji porodu jak i ochrona krocza przed zbędnym nacięciem.Dlatego zaczełam poszukiwać jak najlepszego szpitala.Po opiniach w internecie, na forach itd. zdecydowałam się iż ta najpiekniejsza chwila narodzin synka odbędzie się właśnie w Pucku. Szpital ten z opini odpowiadał wszystkim moim kryteriom.W 32 tygodniu ciąży odwiedziłam szpital w celu zapoznania się z oddziałem. Pani w dyżurce poprosiła dla mnie panią położną która zaprosiła mnie i mojego partnera do sali porodowej. Nie ukrywam faktu iż zrobiła na mnie ogromne wrażenie, duża wanna, piłki,krzesełko, worki itd. pani położna również była bardzo sympatyczna(nie miał nawet znaczenia fakt iż z malborka do Pucka dzieli mnie 100km!) opuściłam szpital żegnając się z pania położna iz mam nadzieję,że niebawem się zobaczymy. Cały niepokój co czeka mnie tej godziny,,zero''odszedł w mgnieniu oka, chciałam rodzić już w tej chwili!:)Wprawdzie znalazłam kilkanaście złych opini na temat pana ordynatora Andrzeja Przybosia ale stwierdziłam, że przecież najwiekszy kontakt będę mieć z położnymi które będą mi asystować a nie z doktorem. Siedem tygodni później, dokładnie dnia 25 czerwca 2010 wieczorem poczułam skurcze przepowiadające, które nasilały się, odczułam nawet w pewnym momencie jak by odeszło mi trochę wód. Zrobiłam relaksacyjną kapiel i zaraz rano następnego dnia zadzwoniłam do Pucka zapytać co mam robić w sytuacji kiedy podejrzewam częściowy odpływ płynu owodniowego. Położna odpowiedziała, że jeśli istnieje takie prawdopodobieństwo należy natychmiast przyjechać się do szpitala. Dwie godziny później byłam juz na miejscu, zrobiono mi KTG i...nieco bolesne badanie ginekologiczne, po którym krwawiłam jeszcze następnego dnia. Słuzbowym głosem, pani położna która przeprowadziła badanie powiedziała że w ciąży to normalne przy badaniu i mam się nie przejmować. Zdziwiło mnie to bo jeszcze dwa tygodnie temu podczas badania u swojego prywatnego lekarza u którego prowadziłam ciążę takiej dolegliwości po badaniu nie miałam. Chciałam dodać iż w sali nie było żadnego parawanu za którym mogłam się rozebrać, musiałam to zrobić przy biurku gdzie siedziała położna. Podczas badania zimnym podniesionym tonem głosu krzykneła że mam grzybicę, jak bym conajmniej wyrządziła jej jakąś krzywdę. Poleciła mi pozostanie na jeden dzień w szpitalu na odgrzybienie i na obserwację czy nie odchodzą mi wody.Była też bardzo zniesmaczona kiedy pokazałam jej wkładkę, zwykła, takie jakie posiada każda z nas. Zrobiła zniesmaczona minę, że takich wkładek się nie używa i dała mi stertę grubych szpitalnych wkładek. Po badaniu poszłam na korytarz do czekających tam na mnie rodziców i sie rozpłakałam, już wtedy czułam, że chyba wcale nie jest tu tak fajnie.Zdecydowałam się pozostać pod obserwacją, dostałam pokój i co chwila chodząc do łazienki sprawdzałam wkład, kiedy musiałam go wymienić podeszłam do pokoju w którym przebywała pani położna z inna panią, z prośbą czy mogła by ocenić wkład bo chcę go wymienić. Stałam dokładnie na korytarzu w framudze drzwi kiedy położna odparła: proszę go pokazać.Ku skrępowaniu wyjełam wkład z majtek i pokazując go połozna odparła iz to co jest na wkładzie to nie wody.Poszłam do pokoju.Od tamtego czasu juz nikt nie sprawdzał moich wkładów.Rano zrobiono mi pobieranie krwi, oddałam mocz do analizy, zrobiono mi KTG, pytałam czy widać jakis zarys skurczów to ta sama położna mówiła ze nie ma, natomiast druga która asystowała mówiła ze są. Juz nie wiedziałam co ze mna jest. Ok godziny 9 rano na obchód przyszedł ordynator szpitala Andrzej Przyboś. Po wejściu do sali gdzie leżałam, zapytał JAK LECI, odpowiedziałam,że ja podejrzewam odpływ wód i...przerwał mi w pół słowa pouczając, że on doskonale wie dlaczego ja tu jestem.Zmieszana odpowiedziałam że leci ale zaaplikowana tabletka na grzybicę.Kiwnoł tylko głową i zajoł sie innymi pacjentkami, po czym wychoząc poinformował o badaniu ginekologicznym na który mam sie przygotować. Zadzwoniłam do rodziców nocujących we Władysławowie, że niedługo idę na badanie, lekarz stwierdzi czy jest szansa dzis urodzić,jesli nie to dzwonie by po mnie przyjechali bo zapewne wyjdę.Na badanie czekałam dwie godziny, podeszłam do miejsca gdzie znajdował się gabinet ordynatora, akurat udało się, że wychodził i zapytałam czy jest mozliwe badanie w najbliższym czasie bo mam dzisiaj wyjsc, jestem nie z Pucka i....ordynator nawet nie zatrzymał się wysłuchać o co proszę tylko ignorując mnie mruczał pod nosem(niedościgłam go zważywszy na brzuszek:) że on mówił, iz dziś będzie badanie i mam czekać. Znów poczułam się odepchnięta.Kilka minut później, na badanie poprosił koleżankę z sali, po czym wróciła i powiedziała iż badanie było bolesne.Przestraszyłam się, jednak weszłam do gabinetu, w asyście była tam pani połozna i pan ordynator siedzący przy biurku.Stanełam przy biurku i zaczełam opowiadać krótka historię kiedy mniej więcej zaobserwowałam częsciowe odejscie czopa śluzowego, klikanaście dni później odejście małej ilości wód, a ordynator nieoderwawszy wzroku z nad biurka powiedział tylko: rozebrac się proszę.Zapytałam czy chce obejrzeć mój wkład bo trzymałam go przez noc czy sa to wody, powiedział że on takiego czegoś ogladać nie będzie.Zaczełam szukać dyskretnego miejsca w gabinecie gdzie mogłabym rozebrac się ale takowego nie znalazłam.Wtedy zaczeła się dyskusja czy mój lekarz mi nie powiedział jak wyglądają wody płodowe, że ja powinnam to wiedziec jak one wyglądają itd itd, mówił tak dużo, tak pretensjonalnie,że nie potrafiłam nawet wytłumaczyć że, lekarz u którego prowadzę ciążę jest na urlopie dlatego przyjechałam tu gdzie chcę rodzić, że to moje pierwsze dziecko i ja nie mam obowiązku wiedzieć czy to wody płodowe czy cos innego, wtedy mi przerwał ponownie z podniesionym głosem:,,Kładzie się pani badać czy nie??!!'' byłam w szoku, zatkało mnie po prostu, odparłam, że nie, że proszę o wypis na własne żadanie.Wiedziałam że już tu nie wrócę.Że marzenia o porodzie jak z bajki odeszły w sina dal..Wyszłam z gabinetu, za mna połozna która próbowała mnie uspokoić mówiąc, że pan ordynator juz taki jest, powiedziałam jej ze teraz jest juz inna epoka i pacjentki traktuje sie inaczej, zreszta skąd tytuł Rodzić po Ludzku???Stojąc na korytarzu, czekając na rodziców, ordynator taki oburzony na mnie(do tej pory niewiem czym go zdenerwowałam, ale myślę ze chyba opinia o tym ze lepiej traktuje pacjentki ktore prywatnie prowadza u niego ciąże sie sprawdziły, wkoncu kim takim byłam?nie dość ze z malborka,przyjezdna,prowadząca ciążę w tczewie a rodząca w Pucku...hhmm...cos dziwnego)podał z pogardą połoznej mój wypis, zamiast bezpośrednio do mnie choc stałam od niego 2 metry.Wyszlam zniesmaczona, nie takiej opieki się spodziewałam, tym bardziej, że człowiek idzie z uśmiechem wymalowanym na twarzy i oczekuje tego samego, przecież to nie trudne, być przyjemnym dla siebie!Pojechałam z rodzicami spowrotem do Władysławowa, musieliśmy posprzątać swój wakacyjny domek, ja jak to ja,pędziwiatr zaczełam nosic czysta pościel do sypialni na pięterku, zmęczyłam się, położyłam na momencik i obudziło mnie puknięcie w szyjkę i ogromny rwący menstruacyjny ból.Poszłam do łazienki i odszedł mi czop, ten prawdziwy po którym wiedziałam że poród jest chyba tuż tuż.Po 10 minutach znowu poczułam rwanie...wiedziałam już wtedy, że poród się zaczoł!kilka minut póżniej odeszły wody(teraz juz faktycznie byłam pewna ze to nie częściowy odpływ

)Odległośc między Władkiem a Puckiem to 10 km, i niestety ogromny korek na tym odcinku,prosiłam tate by wiózł mnie do tczewa, ale wraz z przypływem bóli zdecydowaliśmy że jedziemy do Wojewódzkiego do Gdańska.Akcja porodowa była błyskawiczna a korek ani ruszył!!! Tata zdecydował