Ja też rodziłam na Jaczewskiego
Ja też rodziłam na Jaczewskiego. Miałam cięcie cesarskie. Chciałam napisać parę słów na temat opieki na położnictwie. Leżałam na korytarzu z braku miejsc. Nie wiem czy wiecie ale są dwa rodzaje położnych: te od dzieci i te od kobiet. Te od dzieci rewelacyjne babki, pomocne, na każde zawołanie, wytłumaczą, pokażą, doradzą. Te od kobiet - .... (nie chcę pisać brzydko). Urodziłam ok 12 w południe. Dopóki były studentki to zaglądały do mnie, sprawdzały temperaturę, odchody, samopoczucie itd. Podłączono mi środek przeciwbólowy w kroplówce. Ok 15 studentki skończyły zajęcia i skończyła się opieka. Gdyby nie to że wiem jak sobie zakręcić kroplówkę to już dawno miałabym powietrze w żyłach. Położne przechodziły obok mojego łóżka bo wychodziły na papierosa ale żadna się nie zainteresowała moim stanem. A gdyby jakiś krwotok??? Przecież ja tego nie czułam... Dopiero jak poczułam że lód położony na brzuch koło 12.30 to raczej grzeje a nie chłodzi (a było już po 19 bo była druga zmiana położnych) to prawie szarpnęłam za rękaw przechodzącą na papierosa położną to raczyła odłączyć kroplówkę, zabrać lód i umyć mnie (powiedziałam, że chciałabym żeby mnie umyły bo inne panie były myte jeszcze przez studentki a ja byłam wtedy za świeża). Jakoś udało mi się to uzyskać. Potem jeszcze był cyrk w nocy. Ok północy podeszła do mnie pani i powiedziała: "no to wstajemy". Na co ja prawie zaczęłam się śmiać. Ja nie mówię żeby mnie podnosić, ale przynajmniej podać rękę. Ciężko jest wstać beż mięśni tłoczni brzusznej... Pierwsze kroki kieruje się oczywiście do toalety. O jakimś podtrzymaniu nie ma mowy... Całe szczęście leżałam na korytarzu tuż przy toalecie... Córeczkę przywieziono mi dopiero ok. 6 rano - poprosiłam o to bo ja i tak nie byłabym w stanie nic przy niej zrobić... I takie są moje refleksje odnośnie porodu na Jaczewskiego. Napisałam, żebyście kobitki wiedziały czego można się spodziewać. Pozdrawiam.
|