Porażka...
Na poród w Pucku zdecydowałam się tylko dlatego, że naczytałam się o porodzie w wodzie. Pojechałam zobaczyć salkę do porodu z wanna i odniosłam bardzo pozytywne wrażenie. Śliczna sala, z kanapą i stolikiem (w sumie nie bardzo wiem, po co...), kołyską, super wanną. I to było ostatnie moje pozytywne wrażenie. Przy porodzie więcej czasu spędziłam sama z mężem w sali (była noc i położne były chyba bardzo zmeczone :/ ). Sala duszna, długa kiszka, gdzie dwie osoby naraz nie mogły wstać, bo nie było się jak przecisnąć. Lekarze zbagatelizowali fakt, że synek przez dwie doby nic nie zjadł, tylko spał (ja byłam na skraju rozpaczy). Ogólnie - NIE POLECAM!!!
P.S. Nie wiem, jak to wygląda teraz, ale kiedy ja rodziłam w 2000 r., sala cesarskich cięć znajdowała się na parterze, sale do naturalnego rodzenia - na piętrze. Brak windy. Aż ciężko sobie wyobrazic, jak wygląda poród, kiedy nagle zachodzi potrzeba cięcia cesarskiego i liczą się sekundy...
|