Ciąża, poród, wychowanie - serwis dla rodziców Parenting.pl - Wyświetl Pojedyńczy Post - Szpital Kliniczny im. prof. W. Orłowskiego
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 19-04-10, 13:20   #18 (permalink)
malutka_m
Osesek
 

Zarejestrowany: 19-04-2010
Posty: 2
0 podziękowań w 0 postach
Domyślnie cd

07.05.2009 czwartek
NAJSZCZĘŚLIWSZY DZIEŃ W MOIM ŻYCIU !!
Rano około godziny 9:00 na obchodzie zjawia się dr Leszek Jastrząb, przeprowadza badanie ginekologiczne i stwierdza, że wszystko w dalszym ciągu stoi w miejscu.. widząc moje wyczerpanie proponuje mi cesarskie cięcie tłumacząc, że za chwilę dojdzie u mnie do zakażenia wewnątrzmacicznego płodu.. wtedy pojawiają się u mnie łzy.. tak bardzo chciałam urodzić naturalnie w towarzystwie męża, a tu nagle operacja. Wypytuję o wszystkie szczegóły lekarza, bo nie wiem, na czym ten zabieg polega, a on skrupulatnie na wszystkie moje pytania odpowiada. Po około 30 minutach podejmujemy decyzję i już zaczynają mnie przygotowywać do zabiegu. Po podaniu znieczulenia (mocniejszego) dostaję dziwnych drgawek. Lekarze tłumaczą to stresem, że tak reagują moje mięśnie, które są już wyczerpane. Ok. 9: 45 zostaję przewieziona na salę operacyjną. Mąż zostaje przed drzwiami.. widzę go płaczącego i zdenerwowanego.

Zaczyna się operacja.. zostaję podłączona pod przeróżne aparatury, które mierzą m.in. moje tętno.. w dalszym ciągu drżę, więc podczepiają mnie pod jakieś pasy (chyba bezpieczeństwa, żebym się nie zsunęła ze stołu operacyjnego) do drugiej ręki zostaje mi podłączony wenflon (to już 4) oraz podłączona jakaś kroplówka. Anestezjolog sprawdza szpilką czy znieczulenie działa i lekarze przystępują do cesarskiego cięcia.. Leżąc tam miałam całe życie przed oczami, bólu się nie czuje, tylko dotyk i dziwne uczucie, kiedy wyciągają z brzucha dziecko.. Na twarz mam założony aparat tlenowy. Dr Wojciech Chojecki, bo tak nazywa się lekarz, który był główna osobą przeprowadzająca operację przekazuje mi informację, że syn nie przyszedłby na świat siłami natury a gdyby lekarze wstrzymali się jeszcze ok. 2h to niestety, ale na świecie nie było by ani mnie ani jego. Dziwi go cała sytuacja, że lekarze widząc mój stan nie zrobili mi już w poniedziałek USG, które wykazałoby, że maleństwo się przekręciło, ale uśmiecha się do mnie mówiąc, że jest już ok. Potem dla delikatnego rozweselenia próbuje odwrócić moja uwagę od operacji różnymi historyjkami m.in. o Pinokio  Cała operacja trwa 25 minut i o godz. 10:25 słyszę płacz małego Piotrusia Dawida, a wtedy zaczynają napływać mi do oczu łzy.. asystentka, która jest cały czas przy mnie i informuje mnie o poczynaniach lekarzy zdejmuje mi aparat tlenowy i mówi, że za chwilkę pokażą mi synka. Jak na razie poinformowali mnie tylko, że waży 4000 g i ma 58 cm. Po chwili kładą mi na ramieniu moje maleństwo, niestety nie mogę go dotknąć, więc całuję go ile mogę mówiąc, że go kocham. Moje maleństwo uśmiecha się delikatnie i niestety zostaje mi zabrane. Teraz czas, żeby zobaczył go tatuś.. Lekarze kończą mnie zszywać i zostaję przewieziona na salę pooperacyjną i zostaje mi podane jakieś dodatkowe znieczulenie.. Po około godzinie na salę zostaje przywieziony nasz syn i następuje pierwsze dostawienie do piersi..

ja na pewno tam juz rodzic nie bede !!!!
malutka_m is offline   Odpowiedź z Cytowaniem Do góry