Witajcie.
czytałam was ale juz nic nie pamietam, wybaczcie. to byl dla mnie bardzo ciezki tydzien.
w poniedzialek pojechalismy do tesciow. zrobilismy im taka niespodzianke ze malo na zawal nie padli z wrazenia. generalnie wizyta byla mila, chociaz w czwartek juz mialam dosc. w poniedzialek tez zmarla moja ciocia.
w piatek wracalismy do moich rodzicow bo w sobote jechalismy na pogrzeb.
moja mama byla caly czas z ciacia a tydzien od smierci do pogrzebu to zdecydowanie za dlugo. generalnie powiem wam tak, moja mama jest strzepkiem czlowieka, z tego wszystkiego ma az zmiane osobowosci. moj tata roztrzesiony bo boi sie ze znow beda jazdy z mama, sam tez ma problemy z krazeniem, moja siostra z bratem niestety nie umieja sie zachowac odpowiednio i wpadaja w panike. tam u cioci taka atmosfera ze zwariowac mozna.
cos strasznego. ledwo zyje. nawet sie tego wszystkiego nie da opisac.
boje sie o rodzicow i o siebie, bo ja tez to odchoruje potem. zostala bym z nimi ale balam sie o mala zeby jej sie to nie udzielalo.
musze odpoczac...
a tu od rana tesniowa wydzwania..
dopiero co sie widzialysmy... i ja jej mowie ze jestem wykonczona i ze do uslyszenia, narazie... a ona juz weszy ze cos nie tak ze mi przeszkadza...
bo mi przeszkadza... onienasycona
|