Mam zasadę, że młodego biorę w ostateczności na ręce - wystarczy, że mi nie ułatwiają zadania dziadkowie i ciotki mojego synka. Jesli chce na apka- ręce. i wyciaga je do góry miaucząc, sama idę do parteru, po prostu siadam koło niego i od razu mu się nie chce na te ręce
Gdy się złości bo zabroniłam mu czegoś np podchodzenia do stolika to zaczyna być purpurowy wrzeszczeć wyginać się w kolanach i głowie, więc go opuszczam na dół, na podłogę i czekam aż się uspokoi, jeśli to nie skutkuje idzie do łóżeczka i wychodzę na chwilę.
Na spacerze nie ma ogólnego problemu, czasami pomarudzi, ale widzi, że odnosi odmienny skutek od założonego przez niego i daje sobie spokój.
Przy obiedzie jak nie chce zjeść całego, a dziubnął dosłownie 2-3 łyżeczki puszczam go do zabawy, bo wiem, ze prędzej czy później zgłodnieje konkretnie, z reguł po ok 10 minutach miseczka jest "wylizana"
To na razie tyle "zmgań" a ma dopiero rok :) ktoś by powiedział, ze za surowa, ale czym skorupka za młodu...